Strategia

45: Jak Chińczycy robią marketing? → Leszek Ślazyk


Chiny stają się pierwszą gospodarczą potęgą świata, więc musimy się nimi interesować. Rozwój tego kraju jest tak szybki, że nasza świadomość za nim nie nadąża. Oprócz wysokiej jakości produkcji, Chińczycy doskonalą się w robieniu biznesu, czyli też w sprzedaży i marketingu. Czego powinniśmy się od nich uczyć? Jak przygotować się na wejście chińskich marek na europejski rynek? Czy mamy szansę wyjść z naszymi markami na tamten potężny rynek? Rozmawialiśmy o tym z człowiekiem, który uważnie obserwuje to, co gospodarczo, politycznie i biznesowo dzieje się w Chinach.

Wolisz słuchać? Markotwórstwo znajdziesz w aplikacjach podcastowych oraz w Spotify, do którego linkuję poniżej.

Transkrypcja odcinka ↓

Wstęp

Ta opinia wygenerowana przez media i polityków zupełnie nie przystaje rzeczywistości. Jestem świeżo po powrocie z Chin z grupą osób, które nigdy w Chinach nie były i to jest szok. Cały czas żyjemy w przekonaniu, że jesteśmy po prostu lepsi technologicznie, intelektualnie, biznesowo. Wszystko to są już sprawy przeszłe, to już jest przeszłość i z tego nie zdajemy sobie sprawy. Są firmy, które nagle, w cudzysłowie, nagle pojawiają się w Europie i proponują produkty wysoko zaawansowane, które budzą już tylko i wyłącznie lęk u starych wyjadaczy. Wie pan, ja się zajmowałem produkcją w Chinach w latach 90. i patrzę na to, co oni robią teraz i to jest po prostu niewyobrażalne. Czy skok jakościowy jest taki, że naprawdę ręce opadają do samej ziemi, no bo ja nie jestem w stanie sobie wytłumaczyć, jak to się stało, że aż tak. Jeszcze z tym podejściem marketingowym, jakie mają te firmy, gdzie klient nasz pan do kwadratu, to tutaj nasi potentaci lokalni zwijają się w ciągu roku. Naprawdę.

Maciek Sznitowski: Moje zaproszenie dzisiaj przyjął pan Leszek Ślazyk, czyli ekspert od spraw chińskich, ekspert bardzo ciekawy, bo z jednej strony przebywał dużo w Chinach, więc zna to, na własnej skórze doświadczył, jak to wszystko wygląda. Z drugiej strony jest politologiem, więc rozgryza te mechanizmy, dosyć złożone pewnie i bardzo ciekawe mechanizmy, od takiej strony naukowej i merytorycznej. A z trzeciej strony, na co dzień, z tego, co się orientuję, współpracuje pan z biznesem, więc te wątki bardzo ciekawie się łączą. My dzisiaj skupimy się na temacie marketingu, no bo to jest podcast o marketingu i o tym, jak ten marketing w Chinach wygląda i jak my w Polsce powinniśmy myśleć o tym, gdybyśmy chcieli z polskimi markami wchodzić może na rynek chiński albo jak powinniśmy się obawiać tego, że marki chińskie wejdą na nasz rynek europejski i będziemy z nimi konkurować. O tych wątkach sobie trochę porozmawiamy, myślę, że będzie ich bardzo dużo, ale oddaję już głos i chciałbym, żeby pan też tak krótko o sobie powiedział, jak powinniśmy pana kojarzyć i szufladkować, jeśli ktoś jeszcze nie zna.

Leszek Ślazyk: Dzień dobry. Przede wszystkim dziękuję za zaproszenie, natomiast o sobie…? Ja kiedyś wymyśliłem sobie tak, że powinno się mnie kojarzyć tak: Leszek Ślazyk, pan od Chin, natomiast nie ekspert, poniewać Chiny są tak wielkie, skomplikowane złożone, zarówno te współczesne, jak i te historyczne, że ja uważam osobiście, subiektywnie, że nie ma takiej osoby, która ten fenomen ogarnia w całości. Nie można być ekspertem od Chin, od spraw chińskich. Można być ewentualnie specjalistą w jakimś zakresie. Ja zajmuję się Chinami jako systemem, jako państwem, gdzie państwo, partia i gospodarka to jedno. W związku z tym bardzo bliskie są mi te sprawy związane z gospodarką, a ponieważ od 1994 roku, czyli od pierwszej chwili, kiedy wylądowałem w Chinach, zajmowałem się produkcją, to także ta produkcja, produkty, gospodarka realna są mi bardzo bliskie.

No i jeszcze to przekleństwo, czyli politologia, do tego jeszcze podkład teoretyczny, co czyni ze mnie jednostkę, być może znającą się na jakimś obszarze fenomenu, natomiast czyni mnie coraz bardziej osobą sfrustrowaną, ponieważ widzę rzeczy troszeczkę inaczej niż większość osób zajmujących się Chinami w Polsce czy nawet na Zachodzie, właśnie dlatego, że mam tę swoją przeszłość produkcyjną, mam tę rzeczywistość biznesową, na którą nałożyły się też i osobiste doświadczenia, no i ta też duża wiedza teoretyczna. Także w skrócie [śmiech].

MS: Dla mnie ta rozmowa jest dużym wyzwaniem, bo najczęściej w tych rozmowach z moimi gośćmi w miarę znam się na temacie, o którym rozmawiamy, dzisiaj czuję się totalnym laikiem, chociaż i tak mam poczucie, że jestem może trochę o punkt wyżej, niż wiele osób, bo przynajmniej mam świadomość tego, że bardzo mało wiem o Chinach, a myślę, że sporo osób w Polsce żyje w takiej błogiej nieświadomości, że nam się wydaje, że to jest takie proste i że my to rozumiemy, a ta rzeczywistość jest troszeczkę inna. Nasza rozmowa ma od razu pewną tezę, która jest zawarta też w podtytule jednej z pana książek, czyli „Dlaczego nie rozumiemy Chin”, więc wychodzimy z tego punktu, że do końca tych Chin w Polsce nie rozumiemy i dlatego też ta rozmowa ma służyć temu, żeby trochę te karty odkryć.

Stan naszej wiedzy o Chinach

Ale właśnie od tego chciałem zacząć, jak pan ocenia na dzisiaj stan wiedzy, myślę o tym takim poletku biznesowym bardziej, bo być może ten panu jest najbliższy, jak polski biznes dzisiaj rozumie Chiny i to, co się tam dzieje i jak wygląda sytuacja?

LŚ: Wiedza jest ograniczona tylko do tego obszaru, do tej grupy ludzi, którzy po prostu do Chin podróżują, zwłaszcza jeżeli chodzi o biznes. Natomiast pozostałe 99% społeczeństwa koma ileś tam, to są osoby, które mają opinię na temat Chin. Tę opinię kreowaną przez media, tę opinię kreowaną przez polityków i to jest tragedia moim osobistym zdaniem, ponieważ tutaj lewa nie równa się prawej. To znaczy ta opinia wygenerowana przez media i polityków zupełnie nie przystaje rzeczywistości. I jestem świeżo po powrocie z Chin, z grupą osób, które nigdy w Chinach nie były.

No i to jest szok, to jest po prostu naprawdę, to jest szok. To jest zderzenie się opinii, wyobrażenia z rzeczywistością i to nie pozostaje bez śladu, Ponieważ to wyrobione zdanie, ta wyrobiona opinia na temat tego, jak Chiny wyglądają w konfrontacji z realem, z rzeczywistością, no to jest po prostu coś, nad czym nie można przejść tak sobie. zwłaszcza od strony biznesu chińskiego, zwłaszcza od strony produkcji, od tego, jak wygląda ta sytuacja chociażby w polskich firmach, a jak wygląda w średniej wielkości firmach chińskich. To jest zjawisko takie, które naprawdę wywołuje taki bardzo duży niepokój i powiększa grono, do którego i ja należę, czyli osób bardzo wysoko zaniepokojonych tym, jak bardzo nie wiemy tego, jak Chiny wyglądają współczesne dzisiaj, jak bardzo mylimy się co do tego, jak te Chiny wyglądają.

MS: A ten niepokój i lęk wynika, czy powinien wynikać z tego, że jakby nie doceniamy tego, jak Chiny szybko się rozwijają i jakim są zagrożeniem dla nas, to pod tym kątem?

LŚ: Czy są zagrożeniem? To jest złe słowo. To jest konkurencja, ja w tej kategorii bym umieszczał to zjawisko. I tutaj w ostatnich miesiącach bardzo sprzyja mi to, co się dzieje wokół chińskich samochodów. Nie zauważyliśmy komputerów, nie zauważyliśmy smartfonów, nie zauważyliśmy 5G, zresztą nie było u nas, ale też 4G nie zauważyliśmy. Cały czas żyjemy w przekonaniu, że jesteśmy po prostu lepsi technologicznie, intelektualnie, biznesowo. Tutaj jeżeli chodzi o produkcję, jesteśmy lepsi, jeżeli chodzi o efektywność produkcji, jakość produkcji. Wszystko to są już sprawy przeszłe. To już jest przeszłość i z tego nie zdajemy sobie sprawy. I te chińskie samochody to udowadniają. Oczywiście cały czas trwa dyskusja na temat tego, że te samochody są złej jakości. Halo! One mają europejskie certyfikacje. Że są tanie, bo są subsydiowane. Nie. Jesteśmy jak głupie, naiwne dzieci, które wierzą w to, co nam opowiada pani w przedszkolu, natomiast nie sięgamy, jakbyśmy utracili tę zdolność, nie sięgamy w ogóle myślą, refleksją w coś, co już było.

To jest nic nowego, to się dzieje, tylko że w innej kategorii i na inną skalę. I to jest najbardziej zatrważające, bo Japonia jest ludnym państwem, ale Chiny to jest miliard czterysta milionów ludzi. mieszkających na obszarze podobnym do obszaru Europy i to zupełnie nic nam nie mówi. Nie mówi zarówni mediom, jak i politykom. I te dwa ośrodki, czyli ośrodek polityczny i medialny przekazuje nam swój obraz, swoje wyobrażenie bazujące też zresztą na fałszywych przesłankach, zupełnie nie odnoszących się chociażby do potencjałów produkcyjnych, tylko do czynników stricte ideologicznych, np. nasze wartości, których nie jesteśmy w stanie zdefiniować. A tutaj chodzi o twardy konkret, tak? Chodzi o twardy konkret, konkret biznesowy, czyli są firmy, które nagle, w cudzysłowie, pojawiają się w Europie i proponują produkty wysoko zaawansowane, samochody, które budzą już tylko i wyłącznie lęk u starych wyjadaczy, takich jak BMW, Audi, Volkswagen, Stellantis. I jedyną reakcją tych firm jest albo obniżenie jakości własnych wyrobów, albo zaproponowanie władzom wprowadzenia barier. Nic innego.

Dla mnie niezwykle intrygującym jest fakt, że cały fenomen chińskiej motoryzacji, tej motoryzacji 2.0, to jest proces, który zaczął się w roku 2000, a został zainicjowany przez pana, który pracował w firmie Audi. Pan Wan Gang, który przesłał do rządu chińskiego z Niemiec pismo, w którym przedstawił swój projekt, swoją wizję rozwoju chińskiej motoryzacji w oparciu o alternatywę, jeżeli chodzi o napęd. On pracował w Audi [śmiech]. On jest między innymi twórcą nowego A4, tego pod koniec lat 90. I on zrozumiał, że Chiny nie są w stanie konkurować ze światem w kategorii aut spalinowych, bo firmy europejskie chociażby, amerykańskie, mają ponad 100 lat doświadczenia w tej materii. Więc jedyną szansą konkurowania jest wymyślenie ścieżki B. I tą ścieżką B są auta elektryczne. Europa do dzisiaj tego nie zrozumiała. Dlatego też nam wciska się auta elektryczne, bo jest niepokój. No bo Chiny te elektryki robią już tak, że o jeny, a my nie. Ja pamiętam lata 90., pamiętam te miasta, gdzie tam nie było w ogóle nigdy nieba niebieskiego. Tam zawsze było szare niebo. Dzisiaj pan jedzie do Chin, jest niebieskie niebo, czysta woda, świeże powietrze. Cisza w miastach. 25 milionów w Szanghaju, a jest cisza na ulicy. Nie ma odgłosu silników. Jeżeli pojawia się silnik, jakiś diesel na przykład w autobusie wycieczkowym, to pan to słyszy natychmiast.

To jest niesamowite, tak? I to jest też mój osobisty problem, że my funkcjonujemy w realiach stworzonych wirtualnie i mamy na temat Chin taką właśnie wirtualną opinię stworzoną, która ma się nijak do tego, co się dzieje tam, ale to się niestety przekłada na to, jakie decyzje podejmują nawet naprawdę wysokiej rangi, wysoko w hierarchii menadżerowie wielkich firm. Bo oni nawet do Chin nie jeżdżą. Oni tego nie widzą. Oni nie rozumieją, co się dzieje w produkcji. Jaki skok nastąpił chociażby w ostatnich pięciu latach, jeżeli chodzi o jakość, efektywność, automatyzację, robotyzację. Gdzie my jesteśmy w porównaniu? Też nasze pojęcie o tym, jak te firmy agresywnie muszą funkcjonować w swoim środowisku. Jeżeli chodzi o chociażby samochody elektryczne, to w tej chwili w Chinach o ten największy kawałek tortu walczy ze sobą 15 firm, 15 producentów, z których każdy ma jedną, dwie, trzy marki samochodów elektrycznych, od takich budżetowych do high premium. Ilu my mamy producentów w Europie?

MS: Jak popatrzymy na grupy, to dosłownie kilku. Jedna ręka wystarczy.

LŚ: Dokładnie.

MS: Bo są zrzeszeni w koncernach, których jest dosłownie kilka.

LŚ: Natomiast to środowisko chińskie motoryzacyjne to jest Europa lat 60. Jeżeli się cofniemy pamięcią do lat 60., odkryjemy marki, o których już nie pamiętamy. Niemieckie, francuskie, szwedzkie, brytyjskie, włoskie. To jest to środowisko, gdzie mamy rynek konsumentów, którzy są w stanie nabyć te auta. Mamy ogromną infrastrukturę, i drogową i energetyczną, dzięki której z tych aut korzystać można. Chiny jako państwo zadbały o to, żeby mieć lit, kobalt, grafit. My tego nie mamy jako Europa, ale będziemy się teraz od Chin odcinać, jeżeli chodzi o produkcję. Żyjemy w krainie absurdu i ta ostatnia wizyta w Chinach, która się zakończyła w zeszły czwartek, jeszcze bardziej mnie uświadomiła, że naprawdę po stronie chińskiej panuje naprawdę bardzo głęboki relaks, na co dzień. Nie chcecie, dziewczyny, chłopaki, nie chcecie z nami współpracować. Współpracują z nami państwa arabskie, afrykańskie, Ameryka Południowa, Oceania, Azja Środkowa. Voilà. Po prostu.

Czy Chiny są zagrożeniem?

MS: Ja właśnie chciałem tutaj o tych zagrożeniach, bo myślę sobie o polskiej firmie, która ma ambicje europejskie, bo z takimi najczęściej też się w Polsce spotykamy. To nasze MŚP ewentualnie wychodzi na Europę. I teraz są dwa główne zagrożenia. Pytanie: czy one istnieją? Z jednej strony zagrożenie jest takie, że gdybyśmy my chcieli, część tych większych firm, tak jak motoryzacyjne, rynek chiński byłby dla nich dużym rynkiem zbytu, który się pewnie będzie kurczył na rzecz marek chińskich. To jest jedno. Ale czy realne jest to, że chiński biznes przyjdzie do Europy i do Polski? To znaczy, czy dla polskich firm to jest realne zagrożenie? I w sensie takim, czy Chiny w ogóle interesuje ich ekspansja, nie wiem, wychodzenie, podbijanie rynków europejskich? Czy dla nich to w ogóle ma znaczenie, jeśli chodzi o potencjał finansowy, biznesowy? Czyli tak naprawdę to, co pan wspomniał pod koniec tej odpowiedzi, niespecjalnie na tym im zależy, bo mają na całym świecie dużo, dużo więcej różnych rynków? A zmierzam też trochę do tego naokoło? Czy my w Polsce, w Europie, myśląc o tym, że nie chcemy wychodzić daleko, chcemy podbijać świata, możemy czuć się bezpiecznie w takiej bańce europejskiej, która komuś może wystarczyć? Czy też jednak powinniśmy czuć zagrożenie, że prędzej czy później te marki chińskie, firmy chińskie przyjdą tutaj i nas po prostu też zdominują?

LŚ: Jeżeli będziemy bierni, to tak, bo też nie jesteśmy świadomi tego, co znaczy właśnie na przykład taka wojna samochodowa cenowo. Ja jestem przekonany, że bez takiej sztucznej osłony w postaci ceł, to może jeden rok wystarczy do tego, żeby wszystkie wielkie marki zniknęły po prostu z rynku, europejskie. Takie firmy jak Volkswagen nie są w stanie wytrzymać konkurencji chińskiej w momencie, kiedy proponują swoje produkty dokładnie tej samej jakości, bo one też bazują na częściach i komponentach z Chin, trzy razy drożej niż to, co proponuje producent chiński. Możemy w Chinach w tej chwili kupić auto z silnikiem 2.0 turbo z bardzo dobrym wyposażeniem w cenie 60-65 tysięcy złotych. Możemy. Wielkości Skody Super. Auto, które jest naprawdę wypasionym samochodem, no to takie auto firmy BYD, które oglądałem w zeszłą środę, wtorek w Szanghaju, wykonane w taki sposób, że naprawdę łzy ciekną z oczu, jeżeli chodzi o… Ja, wie pan, ja się zajmowałem produkcją w Chinach w latach 90. i patrzę na to, co oni robią teraz i to jest po prostu niewyobrażalne.

Czyli skok jakościowy jest taki, że naprawdę ręce opadają do samej ziemi, no bo ja nie jestem w stanie sobie wytłumaczyć, jak to się stało, Że aż tak. No i takie auto kosztuje 180 tysięcy złotych. Z wszystkim, co pan tam sobie wymyśli w takim aucie, co powinno być, tak? I to jest naprawdę, to jest bardzo duża cena, 350 tysięcy yuanów, to jest bardzo wysoka cena w Chinach, tak? Jeżeli jeszcze z tym podejściem marketingowym, jakie mają te firmy, gdzie klient nasz pan do kwadratu, to tutaj nasi potentaci lokalni zwijają się w ciągu roku, naprawdę. To jest, wie pan, to jest taka sytuacja, gdzie pan zagląda na stronę internetową danej firmy, ale przez aplikację oczywiście. Ogląda pan jakiś model samochodu i w ciągu 30 sekund dzwoni do pana konsultant z pytaniem, czy jest pan faktycznie zainteresowany tym modelem i czy nie chciałby się pan przyjechać i że w najbliższych trzech miesiącach proponujemy w dowolnym momencie, 0:0, czyli od północy do północy, może pan się umówić na spotkanie i jazdę próbną takim samochodem. No i teraz to porównajmy z naszym, no, przeciętnym dealerem samochodów. Gdzie on się zmieści? Gdzie? Cena, jakość, szybkość, potem jeszcze dopieszczanie, tak? Bo w naszym tutaj przypadku największym problemem dla tych samochodów chińskich jest serwisowanie.

Natomiast w Chinach serwisowanie polega po prostu na tym, że jak u Barei i na poduszkach, czyli że pan będąc właścicielem samochodu NIO się właściwie nie zajmuje, to znaczy nie ma takiego obszaru w głowie, który by się zajmował zastanawianiem się co z autem. I mówiąc już o tym, że pan wsiada do auta i dzięki temu, że ono ma tam system rozpoznawania twarzy, wszystkie ustawienia, fotel, kierownicę i tak dalej, te ruchome części dostosowują się do pana. Wsiada pana małżonka, samochód rozpoznaje, dostosowują się do małżonki. I nie ma już takiego gadania, kto mi tutaj wszystko poprzestawiał. Jest tak, jak sobie ustawiłeś, ustawiłaś, tak jest. Te samochody też coraz bardziej są integrowane z systemem informatycznym. Tego się już nie da zrealizować w Europie. Bardzo dużo najnowszych samochodów chińskich po prostu w Europie nie ma sensu. Bo my nie mamy systemu 5,5G. Nie będziemy mieli w tym samym czasie co Chiny systemu 6G. A ta motoryzacja, znowu powtórzę, wielkomiejska, dąży ku autonomiczności. No to to jest auto autonomiczne, tak? Autonomiczne, które do tego ma jeszcze n funkcji robotycznych. Takich jak zapakowywanie siatek do bagażnika, walizek, uchylanie pochylni dla wózka, komunikowanie się z wózkiem.

To są rzeczy, wie pan, to jest tak jak ja teraz jak byłem w Chinach, największym problemem naszym jest technologia. Bo nagle się okazuje, że my nie jesteśmy w stanie za nic zapłacić, nie jesteśmy w stanie sobie zorganizować niczego. Nie jesteśmy w stanie w restauracji małej zamówić jedzenia. Bo to wszystko już jest w ściśle określonych i przyjętych tam powszechnie technologiach. Nie narzuconych przez reżim, tylko przyjętych przez ludzi, bo to jest niezwykle wygodne. Czy nie jest wygodniej właścicielowi restauracji, który musiałby zmieniać menu co tydzień, co dwa tygodnie, bo gotuje wyłącznie ze świeżych, sezonowych produktów, musiałby co dwa tygodnie zmieniać menu, tak? Drukowanie i tam jakoś zabezpieczane jeszcze jakimś plastikiem. Dzisiaj to robi wszystko rano, zanim otworzy restaurację. W aplikacji podchodzi pan do restauracji, do stolika i ze stolika ściąga pan kod QR. Zamawia i kelner już wyłącznie w tej chwili przynosi panu to, co już pan zamówił i pan już za to zapłacił. Jak pan chce sobie pójść do baru z piwem i zamawiać piwo, no to ma pan 270 rodzajów piwa. Tylko, że pan nic z tym piwem nie zrobi, bo musi mieć pan aplikację, dzięki której pan wybierze to piwo i zapłaci za to piwo. No i właśnie i ta konfrontacja, że mamy system 5.5G, a nasze urządzenia głośne. A nasze urządzenia działają w 4G i mało jeszcze rozwiniętym w Polsce 5G.

MS: Przeskok między 4G a 5G to jest jakiś kosmos po prostu, nie? Nawet sobie nie wyobrażamy.

LŚ: To jest kosmos, 5.5G jest szybsze od 5G 10 razy. I nie dlatego, żebyśmy mogli sobie ściągać aplikacje dotyczące restauracji, tylko po to właśnie, żeby w takim mieście jak Pekin, Shenzhen, Shanghai, Hanzhou i inne, żeby te pojazdy autonomiczne mogły jeździć bez problemów. Tam, nie chcę skłamać, ale w którejś z firm, w której byliśmy, bodaj BYD, mówiono o tym, że precyzja ruchu autonomicznego jest do 5 centymetrów. No i tutaj się pojawia problem. Bo nie mamy żadnego odniesienia. Bo z tego co ja pamiętam, firmy europejskie zaczęły się wycofywać nawet z tego układu, gdzie samodzielne parkowanie zostało włączone. Z takich czy innych powodów. Myślę, że powody prawne były tylko takim rodzajem parawanu dla rzeczywistości technologicznej. Bo jeżeli ktokolwiek z nas na przykład porusza się po Europie i jedzie przez Niemcy, to wie, że są całe obszary, gdzie po prostu nie ma nawet internetu. Bo są jakieś zasięgi komórkowe, ale nie ma internetu. To nie jest tak, że w Niemczech nie możemy w małym sklepie płacić kartą, bo Niemcy wolą gotówkę. To jest guzik prawda. Tylko, że tam po prostu nie ma możliwości obsługi terminala z kartą kredytową. No i to jest ogromny problem.

No to jest też jeden z wielu mitów, czyli to, że w Chinach państwo wyklucza gotówkę. Nie, to po prostu ludzie. Wie pan, cokolwiek tak. Ktokolwiek prowadził restaurację albo hotel, ten wie, że największy problem to jest gotówka. Bo ta gotówka nie zawsze potem trafia do właściciela. W przypadku płatności mobilnych to nie ma żadnego problemu. Nikt na czyichś pieniądzach nie położy ręki. Pierwszą grupą zawodową, która w Chinach pobłogosławiła płatności mobilne, byli taksówkarze, którzy byli napadani, mordowani w taksówkach w latach 90. To samo przecież było w Polsce, jeżeli chodzi o taksówki. No bo taksówkarze zawsze mieli parę groszy, tak? Na tyle parę groszy, że ktoś wpadał na pomysł, że można takiego człowieka po prostu dla tych paru groszy zabić. No i co za tym idzie? Ponieważ ludzie zaczęli bardzo chętnie postrzegać, bardzo pozytywnie postrzegać te płatności mobilne, to dzisiaj, jeżeli chodzi o płatności mobilne, to też takimi aplikacjami jak AliPay czy WeChat Pay, jesteśmy w stanie regulować chociażby zobowiązania podatkowe. Albo regulować jakieś płatności w stosunku do władz miejskich.

Nie mówiąc już o takich historiach jak metro czy autobus. Nikt się nie zastanawia nad tym, gdzie kupić bilet czy zagadać kierowcę. No bo w ogóle takie sytuacje nie istnieją. Po prostu. Kod QR jest takim narzędziem, które występuje wszędzie i za którym kryją się wszelkiego rodzaju działania skierowane na klienta, na konsumenta, na obywatela. To jest też dla nas niezwykle szokujące. że państwo chińskie traktuje mieszkańców jak obywateli i stara się ze wszech miar sprawić, żeby ci obywatele czuli się komfortowo w miejscu, w którym mieszkają. To też się kłóci z wyobrażeniem Chin u nas.

MS: Te wszystkie mity, polecam obserwować, czytać pana książki, słuchać podcastu, obserwować publikacje na LinkedIn, aby te wszystkie mity obalać. Bo pan te wszystkie mity obala. I to mega ciekawe, co pan opowiada. Myślę, że faktycznie trudno nam sobie to wyobrazić, jeśli się tego nie doświadczy i nie zobaczy. Ja nie byłem osobiście w Chinach. Moja żona była chyba 15 lat temu. Jak wspomina dzisiaj, jakie wrażenie na niej wtedy to robiło, co tam się dzieje, to nie chce sobie wyobrażać nawet, jak to wygląda dzisiaj, kiedy ten rozwój był taki szybki. Ale trochę chciałbym skręcić naszą rozmowę na te tory, bo to jest wszystko bardzo ciekawe, ale myślę, że byśmy mogli jeszcze 3 godziny o tym opowiadać. Przyjmijmy, że mamy tę świadomość już, że na poziomie technologicznym, jeśli chodzi o nowoczesność, o jakość, chińscy producenci po prostu powalają nas na łopatki.

I trudno nam z nimi będzie konkurować. Polecam oczywiście książkę „Twierdza Chiny” i tam to porównanie, że to jest państwo korporacja, a Xi Jinping jest takim CEO, który tym zarządza. Dla mnie to jest taka refleksja, że to jest jedyne chyba państwo na świecie, które może działać strategicznie, to znaczy wyznaczyć strategię długofalową i ją konsekwentnie realizować, zapewniając środki, zapewniając wszystko co jest potrzebne, żeby ją realizować, planując i tak dalej, i tak dalej. No i to powoduje, że… No nie wiem czy, dzisiaj chyba jeszcze nie, ale zaraz będzie tak naprawdę to pierwsza gospodarka, która będzie dominować cały świat. Ale jakby wracając na ten grunt marketingu i tego motoryzacyjnego wątku.

Czy Chiny umieją w marketing?

Bo poziom funkcjonalny, technologie, jakość, wygoda, po prostu samochody chińskie potrafią pobić europejskie i trudno będzie konkurować z nimi ceną. No ale mamy przykłady tego, że wygrywa się marką i marketingiem. Mamy marki motoryzacyjne jak Alfa Romeo, która pod względem funkcjonalnym, jakościowym może nie powala. Albo mamy też takie marki jak, nie wiem, w grupie Volkswagen, gdzie mamy Skodę, Audi i Porsche. I racjonalnie wiemy o tym, że to są czasami te same podzespoły i te samochody się bardzo nie różnią, ale ten znaczek na masce, ta historia, która wokół tego jest zbudowana, że to jest Porsche na przykład albo Audi, te wszystkie emocje powodują, że ludzie mimo wszystko to kupują. I płacą więcej za coś, co technologicznie, funkcjonalnie mogłoby kosztować mniej. I teraz patrząc na to, że my tak na zachodzie myślimy i działamy. Markom chińskim brakuje tego marketingu. To jest taka moja trochę teza. Jestem ciekawy tego, co pan o tym myśli. I jakby pojawił się wątek, ja pamiętam jednym z ojców założycieli marketingu zachodniego jest Jack Trout, który miałem w głowie taką myśl, którą kiedyś przeczytałem w jego książce, Ale się zorientowałem wczoraj, przed naszą rozmową sprawdzałem, że ta książka była napisana 15 lat temu, on napisał, że Chińczycy są świetni w robieniu rzeczy, ale są kiepscy w robieniu marketingu i kiedy zaczną robić marketing na takim poziomie jak my na Zachodzie, no to wtedy już totalnie nie mamy szans. Więc pytanie jak pana zdaniem daleko jest im do takiego tworzenia marketingu, który będzie właśnie nie tylko na poziomie funkcjonalnym, ale też tym emocjonalnym wygrywał tych konsumentów i czy w ogóle na tym im zależy? Czy oni w ogóle w ten sposób do tego podchodzą, Czy może to tylko u nas na Zachodzie te marki mają znaczenie, a oni są tak racjonalni, że w ogóle to jest nieistotne i nie będą w to nigdy wchodzić? Bardzo złożone, zawiłe pytanie, ale jestem ciekawy Pana refleksji.

LŚ: Bardzo ciekawe pytanie, bo tutaj mamy do czynienia właśnie z tym rozdzieleniem światów. Jack Trout, moja pierwsza, jedna z pierwszych wizyt w Chinach, to pamiętam miałem ze sobą książkę Jacka Trouta „Wyróżnij się albo zgiń”. To pytanie, które pan zadał, zawiera w sobie bardzo pokaźny ładunek tej niewiedzy o tym, jak Chiny funkcjonują. My tego nie odczuwamy na szczęście jeszcze, jak bardzo Chińczycy są dobrzy w marketing. Chińczycy są skoncentrowani głównie, jeżeli chodzi o producentów chociażby samochodów, byli, bo już interesują się światem zewnętrznym, natomiast koncentrowali się na rynku wewnętrznym, głównie, przez lata. W sumie tych lat było 20. Ostatnie 4 to myślenie o ekspansji. To, co się wydarzyło w ciągu ostatnich 20 lat, to przede wszystkim wzmocnienie wiary Chińczyków w to, że made in China może być dobrej jakości, że made in China to nie jest chińszczyzna, tylko coś, z czego można być dumnym, takim spokojnym, jeżeli chodzi o jakość, użytkownikiem można być.

Takim fenomenem marketingowym ostatnich miesięcy jest chociażby pierwszy samochód firmy Xiaomi. Przypomnę, Xiaomi firma stworzona w 2011 roku, 2011 roku, jest marką globalną, która wyszła od oferowania konsumentom telefonów komórkowych, smartfonów w niskiej cenie, ale z bardzo dobrym tym przelicznikiem jakość – cena. To nie były złe telefony i tanie. To były dobre telefony, czasem bardzo dobre telefony i tanie. Dziś znamy tę firmę między innymi z produkcji hulajnóg, automatycznych odkurzaczy, różnego rodzaju wearable, czyli tych wszystkich gadżetów, które możemy sobie założyć jako zegarek, opaskę, naszyjnik, tam gdzieś coś do kieszeni wsadzić. To wszystko robi Xiaomi, która stworzona została, przypomnę i będę się tego trzymał jak pijany płotu, w 2011 roku.

MS: A dziś produkuje samochody.

LŚ: A dziś produkuje samochód, który jest wynikiem pracy spółki Xiaomi Automobile, która została stworzona w 2021 albo 2022 roku. A dzisiaj ta firma ma… Oczywiście ja się będę czepiał Izery, bo to jest sytuacja adekwatna. Kwestia zrozumienia, czym się zajmujemy, podejścia do tego. Tak czy inaczej, firma Xiaomi produkuje to swoje pierwsze autko w tej największej wersji, w tej najmocniejszej, 2.7 do setki. To można sobie na YouTube’ach sprawdzić, jest taki Polak, który mieszka w Chinach i kupił ten samochodzik i pokazuje jak to wygląda w środku.

Mnie Chińczycy też z salonów sprzedaży Xiaomi przesyłali filmiki właśnie, dzieląc się z wrażenia ze światem najpopularniejszym polskim słowem, które wypowiadamy, kiedy dzieje się coś, co przekracza nasze możliwości poznawcze. I to jest fenomen. Firma zapowiadała przez kilka miesięcy, że rozpocznie produkcję i sprzedaż tych samochodów w roku 2024. 1 kwietnia miała miejsce, jeżeli dobrze pamiętam, premiera. Na pewno 1 kwietnia rozpoczęto sprzedaż online. I według oficjalnych danych 88 tysięcy samochodów zamówiono tego dnia. Wczoraj czy przedwczoraj czytałem, że firma Xiaomi postanowiła zwiększyć moce produkcyjne swojej fabryki. Ze 100 tysięcy sztuk do 120 tysięcy sztuk do końca tego roku. Na punkcie samochodu Xiaomi Chińczycy mają hyzia po prostu. To jest rzecz taka, że jak poruszaliśmy się przez miasto z grupą Chińczyków, to natychmiast pokazywali, gdzie jedzie samochód Xiaomi. Dlatego, że jest ładny i dlatego, że ma takie lakiery, jakich nie ma żadne inne auto. I w dniu sprzedaży, teraz proszę sobie wyobrazić, mamy jeden dzień sprzedaży i mamy 88 tysięcy zamówień na auto.

Teraz proszę mi pokazać firmę w Polsce, która to ogarnie technologicznie. Co więcej, firma wyprodukowała n miniaturek samochodu Xiaomi w skali nie pomnę, w każdym razie był to po prostu model, metalowy model samochodu. Sprzedano wszystkie. I to była kwestia minut. To nie było w dzień, to była kwestia minut. Co więcej, firma Xiaomi pokazała kurtki, w których pracują pracownicy w hali montażowej. Jest ich niewielu, bo większość produkcji jest zrobotyzowana. To cały zapas tych kurtek sprzedała na tego dnia. No i teraz pytanie, czy Chińczycy umieją w marki? Tak, umieją. Tyle, że skoncentrowani są na rynku chińskim, który posługuje się innymi narzędziami, który ma do czynienia który ma do czynienia z zupełnie inną percepcją konsumentów. To, czego my nie rozumiemy. Już od lat prowadzone są badania chociażby związane z tym, jak funkcjonuje wzrok konsumenta zachodniego i azjatyckiego, bo to nie tylko Chiny, ale Korea, Japonia, Singapur i wszystkie kraje dookoła. Przekaz azjatycki musi być bardziej krzykliwy. On musi być bardziej rozproszony. My skupiamy się na punkcie. Chińczycy i Azjaci wschodni patrzą o wiele szerzej, co wynika też ze specyfiki pisma chińskiego itd.

No i oczywiście przeciętna polska czy europejska firma zakłada, że jak zrobi coś na Facebooku i Instagramie, to będzie fajne. Nie-e. Nie-e. Podstawą marketingu i sprzedaży w Chinach jest live streaming, rzecz, której w ogóle nie ma u nas. Tego w ogóle nie rozumiem. Ale to wynika też z tego, że my jesteśmy ofiarami monopolii, Czyli, że mamy media społecznościowe, które nie należą w ogóle do Europy, tylko gdzieś są z zewnątrz. One mają monopolistyczne pozycje. Nikt im nie zagraża. W związku z tym ot one dyktują nam warunki, a nie odwrotnie. W Chinach poukładano świat tak, że nawet jeżeli są wielkie firmy, giganci IT, to oni nie mogą spać spokojnie. Bo to państwo spowoduje, że jakaś mała, marginalna firma, która zajmuje 3-5% rynku, dostanie dofinansowanie, zostanie dopompowana i zagrozi wszystkim. Tu nie ma chwili odpoczynku. Wszyscy muszą kombinować, jak uciekać do przodu przed konkurencją. Wszystkie zakusy monopolistyczne, wszystkie takie narzędzia, które te firmy tworzyły przez lata, żeby pozyskiwać dominującą pozycję na rynku, one są przez państwo demolowane.

Oczywiście w naszych mediach to jest postrzegane jako zamach na wolny rynek. Natomiast to, co jest fascynujące, jeżeli chodzi o budowanie marek w Chinach w ostatnich 5-6 latach, to konieczność tzw. lokalizacji, czyli że marki, nawet zagraniczne, które tracą już swój wab, one już nie mają takiej siły, jak 5-10 lat temu. Te marki muszą szukać odniesienia w lokalnej kulturze, historii. Muszą się lokalizować. W związku z tym nawet takie marki jak Balenciaga czy Gucci, one szukają po prostu w Chinach różnych specyficznych wątków, zachowań, działań, które spowodują, przyciągną konsumentów, przyciągną klientów, zwłaszcza, że mają do czynienia z coraz młodszymi klientami, klientami, którzy już nie pamiętają czasów, które ja pamiętam, czyli tych czasów znoju biedy. A funkcjonują w państwie, które sobie naprawdę bardzo przyzwoicie radzi, szczególnie w tych nowoczesnych regionach na wschodzie państwa. Bo musimy też pamiętać, że Chiny to cały czas jest 500 milionów ludzi, którzy żyją na skraju nędzy. To jest też bardzo istotna kwestia. Chiny nie są bogate. Chiny są państwem rozwijającym się. Tam mieszka, żyje pół miliarda ludzi, którzy naprawdę żyją na pograniczu ubóstwa. To jest też fenomen.

Z mojego punktu widzenia, to, czego ja się obawiam, to jest ta świadomość, że nasza niewielka znajomość rzeczywistości chińskiej powoduje, że my jesteśmy zupełnie bezbronni wobec tego, jak funkcjonują chińskie firmy. Dzisiaj jesteśmy bezpieczni o tyle, że dla chińskich firm, dla większości, w tym samochodowych, rynki zagraniczne są planem B. Z tym na przykład firma wchodząca do Europy po prostu zatrudni sobie agencję marketingową z Europy, która się na rzeczy zna i niech walczy. Tyle, że ja też to rozumiem, bo już mamy taki przykład chociażby w przypadku firmy Great Wall, wielkiego producenta chińskiego, który likwiduje operację europejską, że te firmy zaczną odczuwać niepokój i dyskomfort, że wjeżdżają na rynek europejski i oferują swoje produkty wysokiej jakości w cenach nieco niższych niż obowiązujące w Europie i im się nie wiedzie. I zaczną po prostu kombinować. To nie jest jedna czy dwie firmy, tylko jest ich kilkadziesiąt. Któraś z nich zacznie. A naturą tej Azji Wschodniej jest naśladownictwo. Więc jeżeli pierwsza firma tylko znajdzie modus operandi, jak dobrze trafiać w gusta europejskich konsumentów, czy w gusta konsumentów znajdujących się, mieszkających w określonym państwie, natychmiast pojawi się powtórka, natychmiast pojawi się echo. To jest standard. Tutaj nie ma nic nowego. To się działo też i w Japonii, to się działo i w Korei Południowej. I będzie się wydarzać w Chinach, tylko że na znacznie większą skalę.

No i to jest rzecz, której ja się obawiam, ponieważ wiem, jak funkcjonują duże firmy chińskie, w jaki sposób konkurują. I tutaj dobrym przykładem może być e-commerce, gdzie firmy e-commerce, chińskie budują całe ekosystemy, nad którymi sprawują kontrolę, czyli wręcz od poziomu produkcji poprzez logistykę, sprzedaż, a potem tą ostatnią milę, to wszystko jest pod kontrolą firm chińskich. One budują swoją strukturę tak, żeby mieć możliwość działania wewnątrz, nie korzystając z firm zewnętrznych, np. jeżeli chodzi o usługi kurierskie. I efekt jest taki, że w Pekinie mamy średni czas pomiędzy zakupem a dostawą wynoszący 38 minut. Mamy miasto ponad 20 mln ludzi i 38 minut. I tutaj mamy już pełnoskalowo, czyli wszelkiego rodzaju paczkomaty, czyli paczkomaty na przykład do artykułów spożywczych, czyli paczkomaty, które mają funkcję podgrzewania albo chłodzenia, paczkomaty zwykłe, czyli takie, jakie funkcjonują u nas, dostawy paczkomatami mobilnymi, czyli tymi samochodzikami, które się poruszają po ulicach dużych chińskich miast, albo dronami.

W tej chwili mamy też do czynienia z początkami nowego biznesu chińskiego, który się nazywa Low Attitude Economy, czyli wszystko, co się wiąże z gospodarką dronową, gdzie, tak dodam, właśnie w Chinach uruchamiane są pierwsze serwisy dronów przewożących ludzi, autonomicznych, żeby było ciekawiej, bo okazuje się, że w realiach prawnych chińskich łatwiej jest zaimplementować rozwiązania autonomiczne niż pilotowane. W związku z tym, no, między innymi dzisiaj czytałem taki artykuł w agencji Nikkei Asia, japońskiej agencji, który opisuje determinację władz miasta Canton, Guangzhou, by taki serwis uruchomić jak najszybciej. Czyli mamy do czynienia z miastem, gdzie mieszka około 20 milionów ludzi, gdzie jest po prostu, no, bardzo ścisła zabudowa, gdzie możemy oczywiście korzystać z transportu publicznego, z bardzo rozbudowanej sieci metra, ale są sytuacje, w których potrzebujemy przemieścić się w mieście bardzo szybko albo stać nas na to, żeby się przemieszczać bardzo szybko i to się już po prostu najzwyczajniej w świecie dzieje.

No i tutaj możemy wrócić do marketingu takiego ogólnokrajowego, który ja też próbuję podkreślić, jak w tym wszystkim Chińczycy mają mieć wrażenie, że mieszkają w państwie, które sobie nie radzi i że ten model, który proponuje partia komunistyczna należałoby zmienić na jakiś inny. Na jaki? Jakim my z kolei posługujemy się marketingiem, jeżeli chodzi o pokazanie przewag naszego systemu nad tym systemem obowiązującym w Chinach. Tutaj to pozostawiam bez odpowiedzi. – [śmiech] Wspomniał Pan o tej Balanciaga, czyli nie wiem jak odmienić, Balanciadze. To jest w ogóle też ciekawy przykład, bo to jest marka, która na przykład na rynku europejskim, w Polsce jest oceniana często jako bardzo ekscentryczna, aż dziwaczna w pewien sposób, no ale jedno z wytłumaczeń jest takie, że to jest właśnie dostosowywanie się do azjatyckich rynków, gdzie ten wizerunek jest, musi być mocniejszy, to co pan powiedział, tak? To musi być bardziej jakieś, bardziej wyraziste, bardziej mocne.

Dla nas czasami już trochę dziwne, ale to jest to, że właśnie jeśli ta marka patrzy na potencjał rynku europejskiego, azjatyckiego czy tam nawet amerykańskiego, branego pod uwagę, no to jesteśmy, jakby nie mamy szans, tak? Bo ten rynek tam jest tak ogromny, że to będzie pod tamtego konsumenta tworzone. No i też można powiedzieć w pewien sposób, prawda? Że te marki globalne będą chciały, dostosowując się do tamtych rynków, zmieniać też trochę nasze gusta, tak? I trochę u nas to się zmieni, nie? No to jest też istotna kwestia, no bo w Chiny to w niedługim czasie około 30% rynku dóbr luksusowych na świecie, co prawdopodobnie jeszcze skoczy, jeżeli uda się Chinom dopiąć projekt wyspy Hainan. Hainan to jest taka wyspa, prowincja najdalej wysunięta na południe, pomiędzy Wietnamem a Chinami kontynentalnymi. I tam ma być stworzona taka wielka strefa wolnocłowa, gdzie przede wszystkim marki luksusowe mają być lokowane.

Ta kwestia, kwestia lokalizowania się przez marki wielkie też wiele mówi, czyli, że te wielkie marki, nie tylko odzieżowe, zatrudniają przede wszystkim jako głównych projektantów Chińczyków, którzy bardziej, lepiej rozumieją lokalny rynek. No i w przypadku wielu tych firm, takich jak na przykład Louis Vuitton, no to Chiny to jest po prostu number one, tak? To nie ma w ogóle o czym gadać. To jest być albo nie być.

MS: To co też z pana książki między innymi jakoś tak mi wybrzmiało, to to, że Chińczycy są tacy bardzo pragmatyczni. To trochę się wiąże też kulturowo z tym, że u nich religia nie jest tak istotnym elementem życia, nie ma tej sfery religijnej tak mocno jak u nas w Polsce chociażby rozwiniętej. Ale jakby nie wchodząc w ten wątek, że są bardzo pragmatyczni. Teraz myślę sobie też właśnie o marketingu, o markach, gdzie najczęściej mówimy o takich trzech poziomach: ten funkcjonalny poziom, czyli to jakiej coś jest jakości, jakie ma funkcje, jak działa, co mi daje, jest ten poziom emocjonalny, czyli na przykład ta wygoda, to co p na początku dużo opowiadał o tym, jak to wszystko działa, jak mi jest dobrze jako konsumentowi korzystać z tego wszystkiego, jak się z tym dobrze czuję. Ale jest też ten poziom trzeci taki społeczny, czyli jak ja jestem postrzegany kupując czy wybierając pewne marki, tak? I to jest na przykład w markach samochodowych właśnie wracając bardzo powszechne, że kupujemy samochód, niektórzy, oczywiście nie wszyscy kupują samochód przez pryzmat tego, jak będą w nim postrzegani, jak ja będę postrzegany jako człowiek jeżdżąc takim, a nie innym samochodem.

Jakimi konsumentami są Chińczycy?

I teraz czy, jak rozumiem to, co mówi mi Louis Vuitton, Balenciaga, to jednak to jest to, że te marki, to są jednak marki europejskie, zachodnie nazwijmy to tak, amerykańskie czy europejskie, które w Chinach czy ogólnie w Azji są uznawane jako luksusowe, jako te marki premium. Czy Chińczycy tworzą swoje marki premium, luksusowe? Czy daleko jesteśmy od tego, żeby te marki stamtąd do nas przychodziły? No bo wątek osobny to jest to, że te marki zachodnie adaptują się trochę pod gusta klientów azjatyckich, ale czy u nich są w ogóle, dwa poziomy tego pytania, czy u nich ważny jest ten poziom taki społeczny? Czyli ja wybierając takie marki czy nosząc takie marki jestem jakoś postrzegany? Czy oni są faktycznie bardziej pragmatyczni, że bez sensu jest przepłacać tylko za logo na czymś tam, bo, bo liczy się jakość? I czy oni sami takie produkty, takie marki będą tworzyć i rozwijać? Bo na razie najbardziej są znani bardziej z funkcjonalnej jakości, a nie takiego prestiżu wynikającego z…

LŚ: U nas są bardziej znani. I to jest, to jest bardzo, wie pan co, bo zapomniałem o tym wątku przy okazji poprzedniego pytania. To jest bardzo ciekawa kwestia i bardzo też kłócąca się z tym naszym postrzeganiem Chińczyków. Chińczycy czym młodsi, tym bardziej są indywidualistami. Chcą być widoczni. Jak pan idzie chińską ulicą to jest to szokujące, bo polska ulica jest szara. Ludzie po prostu i to, co ciekawe, bez względu na wiek, chcą być zauważani w takich miastach jak Szanghaj szczególnie. Młodzi ludzie już się tak ubierają, że no tutaj budziliby po prostu powszechne zdziwienie i no społeczeństwo najzwyczajniej w świecie by się gapiło. W Chinach na nikim nie robi to większego wrażenia, przynajmniej nie okazuje się tego wrażenia.

Ale dokładnie wczoraj dostałem newsletter mówiący o tym, jak zachodnie marki samochodowe mogą jeszcze próbować lokalizować się, czyli spełniać ten konieczny warunek chiński. Malowanie. Otóż, nawet malowanie ma znaczenie. Ten samochód niekoniecznie musi być drogi, to jest też działanie państwa. Państwo potępia takie epatowanie bogactwem. To jest coraz gorzej postrzegane. Zresztą to jest też działanie prospołeczne. Większość społeczeństwa też niechętnie patrzy. To nie jest postawa, która zasługuje na jakąkolwiek uwagę społeczną. Takie postawy się wyklucza. Natomiast indywidualizm jednostki, tak, bo jednostka jest niezwykle ważna. To wszystko, co w Chinach wielkiego, to jest efekt działania jednostek, o czym też niewiele wiemy i niewiele z tego rozumiemy.

Więc jeżeli młody człowiek chce się ubrać jakkolwiek, ale nie narusza norm społecznych, czyli nie jest nagi albo nie posiada jakichś tam elementów ubrania, które naruszają po prostu normalną przyzwoitość taką społeczną, to sobie może mieć włosy jakie chce, w kolorze jakim chce, chce nosić zbroję, to nosi zbroję, chce nosić jakieś dziwne, powycinane w różne wzory t-shirty i spodnie, tak, że to robi, to nie ma żadnego znaczenia.

Natomiast no właśnie w związku z tym, że nie chodzi tak bardzo o ten prestiż, czyli efekt, no, dość, dość wyraźnie wydanych pieniędzy, tak, czyli że posiadamy na przykład Bentleya, tak, który nie kosztuje tyle co Fiat 125p. Bardziej istotne jest to, by to auto, które kupimy, na przykład właśnie Xiaomi to spełnia, ma taki kolor i rodzaj lakieru, którego nie ma żadne inne auto. A kosztuje powiedzmy, że trochę więcej niż inne auto tej klasy oferowane na rynku, ale to jest Xiaomi, więc Xiaomi może. I to jest, myślę, że dla firm zachodnich, dla wielu firm zachodnich to jest niezwykle trudne, jak się tam odnaleźć. Dlatego też wiele firm zachodnich po prostu sobie rynek chiński odpuszcza, szczególnie jeżeli chodzi o takie przestrzenie jak sprzedaż detaliczna, chociażby taka firma jak Carrefour, która po prostu najzwyczajniej w świecie sobie odpuściła konkurowanie.

Oni nie byli w stanie nadążyć za trendami, bo to też jest taka istotna kwestia, że mamy dużą presję, mamy wielu graczy dysponujących sporymi środkami, w związku z tym też jest szybka reakcja na nawet mikro trendy. Jak te mikro trendy zaczynają rosnąć, to stają się w pewnym momencie dominujące. I tak wygląda też ta rzeczywistość chińska, że trzeba nadążyć, trzeba po prostu naprawdę bardzo szybko reagować. Widzimy też, co się dzieje, jeżeli chodzi o chociażby tych dużych producentów motoryzacyjnych niemieckich w Chinach, że oni po prostu najzwyczajniej w świecie coraz bardziej zanurzają się w tę chińską rzeczywistość. Z jednej strony w kwestiach technologicznych, czyli już wiadomo, że Audi, Porsche będą korzystać z rozwiązań i napędowych, i informatycznych produkowanych w Chinach, ale też, no właśnie, chociażby kwestia malowania auta, tak, no to już musi być auto, które dziś odpowiada większości targetowanych odbiorców tego konkretnego auta. A za pół roku to się zmieni, za pół roku trzeba będzie to też inaczej realizować.

Stąd też w Chinach rozwijana jest robotyzacja, automatyzacja i co jest jednocześnie niezwykle zaskakujące, indywidualizacja, personalizacja produktu. I co jest niezwykle zaskakujące, dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji, internetu rzeczy i innych tego typu rozwiązań, w takiej masowej, zrobotyzowanej produkcji ta personalizacja jest możliwa. Co więcej, nie utrudnia procesu produkcyjnego, nie powoduje na przykład wzrostu usterek albo pomyłek w produkcji. Czyli jak pan chce mieć żółtą lodówkę, bo pan sobie wszystko na żółto w mieszkaniu pomalował i nikt na rynku nie ma, to pan się zgłasza do producenta i mówi: chcę żółtą lodówkę. Oczywiście jakaś tam będzie opłata dodatkowa, ale tą żółtą lodówkę pan dostanie.

I to jest też rzecz, z której większość producentów europejskich nie zdaje sobie sprawy, bo powtarzam, nie badają, nie jeżdżą, bazują na opiniach. Ja, wie pan co, przeczytałem miesiąc temu taką historię w którymś z portali anglojęzycznych, bardzo ogólnikowo, ale pamiętam słabo, za dużo tych rzeczy po prostu wchłaniam każdego dnia. Ekipa szwedzkich dyrektorów, menadżerów, szwedzkich firm produkcyjnych pojechała do Chin. Wszyscy oni ostatnio byli w Chinach przed pandemią. I po powrocie wszyscy oni stwierdzili, że coś im umknęło. Bo w Szwecji nic się nie wydarzyło. No może poza zamknięciem kilku zakładów, może poza redukcjami. Natomiast w Chinach dokonał się kolejny skok.

I oni zaczęli rozumieć, że te 5 lat to było 5 lat straconych. I być może to było 5 lat, które spowoduje, że za chwilę oni naprawdę będą mieli bardzo duże problemy, żeby w ogóle utrzymać się na rynku. To jest też ta rzecz, którą ja staram się kierować w swoich komunikatach podczas spotkań, bo takie też staram się organizować, spotkań z właścicielami firm, zwłaszcza tych firm produkcyjnych, że bez wiedzy, bez tego rozeznania, co się dzieje w Chinach dziś, jesteśmy narażeni na to, że jeżeli te firmy z powodu problemów na rynku lokalnym, powodów, czyli za dużej konkurencji, spadających zysków, zaczną obwąchiwać rynki zewnętrzne, a biorąc doświadczenia z innych branż, czyli na przykład z samochodów, zaczną stosować rozwiązania marketingowe, które stosują u siebie, to my nie mamy najmniejszych szans.

Jak sprzedaje się w Chinach?

No bo to jest na przykład taka sytuacja, gdzie mieszka pan w dużym mieście, zamawia pan telewizor online, a w mieście krążą samochody, ciężarówki z tymi najbardziej popularnymi rodzajami telewizorów. I w ciągu godziny, dwóch przyjeżdża do pana ekipa, zabiera stary telewizor, za który pan dostaje jakieś pieniądze i instaluje nowy. I teraz niech pan to porówna z funkcjonowaniem naszych firm, które cały czas siedzą w tym e-commerce takim, ja to porównuję łowienie na spławik i łowienie na błystkę. Chińczycy łowią na błystkę turbo, a my cały czas, że zdjęcie wrzucimy do sieci, jakiś opis, jakieś tam opinie będą i że potem wrzucimy jakiś AdSense, jeszcze jakieś inne reklamy będziemy robić. No i że to jakoś tam się będzie nakręcać. Live streaming, czyli że ma pan to, co my teraz robimy, czyli że ja panu sprzedaję coś w bardzo łatwej do obsłużenia aplikacji. Ja mogę panu sprzedawać konkretny produkt, ale mogę sprzedawać też rozrywkę.

Przygotowuję taki film na ten temat. Czyli że mogę, nie wiem, tańczyć, śpiewać, robić magiczne sztuczki, puszczać to w sieć w dowolnym momencie, o każdej porze dnia i nocy. Te aplikacje są niezwykle łatwe i przyjazne. I ludzie, którzy to oglądają, mogą wrzucać drobne grosze nie wychodząc z tej aplikacji. Płacenie za produkt dowolnego rodzaju nie wymaga wychodzenia z konkretnej aplikacji. Nie musimy iść do banku i potem potwierdzać, że ta płatność to ta płatność. No, to zupełnie inaczej działa, tak? Wszystko jednym po prostu kliknięciem załatwiamy. Live streaming, który nam pokazywano w Chinach, a który obowiązuje tam, u nas w ogóle nieznany. Czyli, że jeżeli jestem właścicielem albo szefem dużej firmy i sprzedaję jakiś ważny produkt, na przykład Volkswagen sprzedaje albo zaczyna sprzedaż nowego modelu, to szef tej firmy robi live streaming. To szef tej firmy, nie jakiś sprzedawca, szef tej firmy obchodzi auto, pokazuje, robi to wszystko, co ludzie na naszych YouTube’ach, jeżeli chodzi o ceny samochodów i prowadzi na bieżąco sprzedaż.

Co więcej, ta sprzedaż, którą on prowadzi, po pierwsze pokazuje akcjonariuszom firmy, czy spełnia warunki, czy budzi zaufanie. Czy on budzi zaufanie, tak? Po wtóre dla innych, czyli dla klientów tej firmy, jego wynik sprzedażowy również wpływa na wizerunek firmy. To nie jest łatwa rzecz. W związku z tym w Chinach na przykład, ja byłem w takiej szkole, tego się uczy na poziomie akademickim. Licencjat z tego się robi, tak? Z live streamingu robi się w Chinach licencjat. Czyli z czegoś, o czym my nie mamy bladego pojęcia. No byłem w takiej szkole, która zajmowała się edukowaniem młodzieży, która chce siedzieć w modzie. No i ci ludzie, którzy zajmują się u nas w zasadzie głównie projektowaniem, czasem może jeszcze konstrukcją, no w Chinach zajmują się wszystkim.

Czyli ktoś, kto chce projektować odzież, jest przygotowany na to, że będzie prowadził firmę, w której będzie sprzedawał po 15-20 sztuk z danego modelu, ale w takich warunkach, gdzie w zasadzie większość tych działań, oprócz projektowania i oprócz samej sprzedaży, jest robiona w systemie automatycznym, w co nigdy bym nie uwierzył, bo pracowałem przez większość swojego życia zawodowego w fabrykach odzieżowych i nigdy bym nie uwierzył w to, że aż tak można zautomatyzować produkcję odzieżową. Do takiego stopnia, gdzie pan nie musi robić minimum typu 100-200 sztuk z danego modelu, tylko może pan poprzestać na 10-15. I w ten sposób może pan pracować dla bardzo małych przedsiębiorstw, dla mikro butików, dla sprzedawców online, dla ludzi, którzy prowadzą jakieś portale i sprzedają te rzeczy jako gadżety. Jakość. Był taki moment, że ja musiałem po prostu użyć zapalniczki, żeby się przekonać, czy koszulka jest z włókna syntetycznego, czy z bawełny, bo nie byłem w stanie uwierzyć, że można zrobić bawełnę aż tak dobrą, że włókno jest takie jak jedwab.

Oczywiście to kosztuje określone pieniądze, ale też zmienił się rynek odzieżowy. Te wielkie firmy odzieżowe, również dobrze znane w Polsce, one są już w tej chwili, moim zdaniem, w fazie schyłkowej. Ludzie znowu też, młodsi, tym bardziej, szukają czegoś oryginalnego, nietypowego, wyróżniającego się i chętniej kupią produkt droższy, ale od sprzedawcy, który gwarantuje, że to jest wzór mało powtarzalny albo w ogóle niepowtarzalny, niż z sieciówki, która produkuje tego wszystkiego w dziesiątkach tysięcy albo w setkach tysięcy sztuk. I to widziałem w Chinach. Naprawdę to jest taka rzecz, którą zalecam, jeżeli ktoś ma możliwość, chciałby pojechać do Chin, w dowolnej branży pracuje, powinien po prostu sobie zorganizować taką wyprawę i zobaczyć, jak wygląda przyszłość. Bo to jest przyszłość. My, czym słabszy będzie sektor produkcyjny w Europie, tym bardziej będziemy narażeni na to, że firmy chińskie będą tu szukać swojej przestrzeni. I jeżeli wjadą trzy, cztery firmy w danej branży, to wobec siebie będą stosować te same narzędzia, które wypracowały w Chinach. Dla konkurencji europejskiej to jest po prostu zagłada.

I jakie są jeszcze przyzwoite marginesy marż? To są realne koszty. I to są realne marże. Te firmy nie dopłacają. Tym firmom państwo nie dopłaca. Zwłaszcza do samochodów spalinowych. To jest po prostu, krótko mówiąc, brednia. My żyjemy w świecie, w którym wyjaśnia się nam, że wszystko co z Chin jest tanie, ponieważ do wszystkiego państwo dopłaca. Do czorta, skąd to państwo bierze pieniądze na to wszystko? Auta? Ok. A przemysł stoczniowy? Również? Dajemy sobie wmówić naprawdę bardzo głupie rzeczy i w nie wierzymy. Tymczasem rzecz wygląda bardzo poważnie. Rzecz jest godna bardzo poważnego rozważenia i dogłębnego, ponieważ mamy do czynienia z sytuacją, gdzie Chińczycy po swojej stronie, przynajmniej w tych obszarach, które pomału udaje mi się zbadać, bardzo dobrze przygotowali się do lekcji. Czyli jeżeli produkujemy samochody elektryczne, a przypomnę, że ten pomysł narodził się w roku 2000, inicjatorem jest pan Wan Gang, to te działania obejmowały między innymi pozyskanie źródeł litu, pozyskanie źródeł kobaltu, grafitu, a co najważniejsze stworzenia w Chinach bazy przetwarzania tych surowców na produkty, które potem można wykorzystać w produkcji. Jeżeli zaczniemy na to patrzeć z tej strony, to też jest moje przesłanie do firm i to też proponuję polskim firmom, czyli zastanowienie się, jak zbudowany jest nasz łańcuch dostaw. Bardzo dużo firm w ogóle nie jest świadoma tego, na czym i z czego i czym produkują narzędzia, maszyny, urządzenia.

W większości przypadków już dzisiaj jest niestety tak, że przedmioty powiedzmy oznaczone są różnego rodzaju etykietami, które budzą nasze zaufanie, bo to są dobre marki, ale jak zapytamy o wymianę jakiejś części, to się okazuje, że musimy czekać 9 miesięcy. Dlaczego? No jeżeli zajmujemy się produkcją, to natychmiast wiemy dlaczego. Ponieważ to zamówienie trzeba złożyć gdzieś, niekoniecznie w Chinach. Może w Indiach. Ale na pewno nie w Europie. I jeżeli zaczniemy od tej strony patrzeć na to, co robimy, jeżeli zaczniemy badać to, co stanowi podstawę naszego funkcjonowania, biznesowego, ale też finansowego, czyli naszego życia, to mam wrażenie, że będziemy też inaczej patrzeć na to, co wygadują politycy. Bo to, co się dzieje w ostatnich czasach, to jest po prostu naprawdę zatrważające. A wynika to z tego, że my jako przedsiębiorcy już bardzo dawno temu zdystansowaliśmy się od polityki. Nie mieszamy się w to. No i to może nam teraz bardzo zaszkodzić.

Bo w tej chwili to, co się dzieje w Europie jeżeli chodzi o te działania pod hasłem decouplingu, de-riskingu, one wynikają z tego, że ci ludzie nie mają bladego pojęcia o tym, o czym mówią. Bladego. Nigdy nie dokonano żadnego rachunku sumienia. Nigdy nie dokonano żadnego remanentum. My nawet nie jesteśmy świadomi tego, w jakich punktach łańcuchów dostaw, w dowolnej kategorii, jesteśmy zależni od dostaw zewnętrznych. Jak bardzo. I jeżeli tego nie wiemy, no to wszystkie decyzje, które podejmujemy w nieświadomości, są decyzjami błędnymi po prostu. One nie wynikają z przesłanek racjonalnych tylko z przekonania, z opinii. I ja miesiąc temu miałem okazję w jednym z polskich miast przebywać i rozmawiać się z tamtejszymi producentami, biznesmenami. I w zasadzie w każdym miejscu się okazywało bardzo szybko, że de facto ich funkcjonowanie zależy od dobrych relacji z firmami chińskimi. Bo albo te firmy chińskie są producentami maszyn albo podstawowych materiałów, z których oni później produkują swoje produkty. Niezwykle wyrafinowane.

Tylko, że jak pytałem: „Jaki jest plan B, jaka jest alternatywa?”, to jej po prostu nie ma. A nie ma jej dlatego, że w wielu przypadkach Chiny wzięły na siebie właśnie jako ten konstrukt państwa-korporacji cały ciężar na przykład przetwarzania surowców. Bo to jest niezwykle trudne, niezwykle niewdzięczne. Co więcej trzeba wiele zainwestować, profity są nikłe i to oddalone w czasie. Normalne firmy, które funkcjonują w tym stresie wyników finansowych tego nie podejmą. I nawet nie podejmą pod naciskiem politycznym. Po prostu nie. To się nie wydarzy. To jest moje swego rodzaju przekleństwo, mając świadomość takiej sytuacji, ja jak słucham teraz, zwłaszcza po powrocie, co się mówi w Polsce, co się mówi w Europie, no jestem po prostu zatrwożony, bo naprawdę to jest taka dziecięca głupota wręcz. Naiwność i głupota. Absolutna nieświadomość tego, w jakiej sytuacji się znaleźliśmy.

Chociażby, tak jak pan powiedział, jasne, Stany Zjednoczone są w tej chwili największą gospodarką świata. Jasne. Finansowo. Natomiast jeżeli chodzi o potencjał produkcyjny, to Chiny są w sumie większe, jeżeli chodzi o potencjał wytwórczy, niż Stany Zjednoczone, Niemcy, Japonia, Korea Południowa i Indie razem wzięte. I to jest rzecz istotna, tak? Nad tym się powinniśmy zastanawiać i potem sobie pomyśleć, jeżeli mamy do czynienia z taką sytuacją, jak na nią reagować. Nie decouplingiem i de-riskingiem, bo jeżeli druga strona tak zareaguje, czyli powie: „Dobra, no to się żegnamy z państwem”, to w jakiej sytuacji my się znajdziemy? No to jest niezwykle nieodpowiedzialne moim zdaniem. I naprawdę wymagałoby o wiele głębszego zastanowienia się i przemyślenia całej strategii. Tylko no… No właśnie, tak jak pan powiedział, to jest tak, że Chiny przez to, w jakim układzie funkcjonują, są w stanie budować strategię w perspektywie 30-40 lat, tak?

A my, ponieważ jesteśmy miotani tymi nastrojami społecznymi, słupkami będącymi wynikami badań, nastrojów opinii publicznej itd., itd., no to mam wrażenie ostatnio, że nawet coś w takiej perspektywie jednego miesiąca już jest dość dużym osiągnięciem, nie? Więc to, to myślę taka rzecz, która niestety nam bardzo przeszkadza w funkcjonowaniu współczesnym. I znowu, mało kto się tym zajmuje, mało kto to bada. Natomiast no już w przypadku samych samochodów chińskich, nie tylko elektrycznych, w ogóle, myślę, że to jest obszar, gigantyczny obszar możliwych badań dla ludzi, którzy się zajmują marketingiem, żeby obserwować różnice, obserwować nowe narzędzia, nowe metody. Tutaj na pewno wykorzystuje się bardzo silnie chociażby sztuczną inteligencję do analizowania reakcji, do analizowania trendów. No taka firma, która ostatnio znalazła się na celowniku amerykańskim jako firma zagrażająca bezpieczeństwu narodowemu Stanów Zjednoczonych, czyli firma Shein. No ona zbudowała swój sukces właśnie na sztucznej inteligencji, czyli na badaniu forów, mediów społecznościowych i komunikatów, które dominują.

Czyli, że jeżeli panie mówią o kolorze czarnym, to znaczy, że w najbliższym czasie będzie kolor czarny modny, więc przygotowujemy sobie materiały w kolorze czarnym i dodatki. Jeżeli Panie mówią, że ale fajna sukienka tej Taylor Swift na koncercie w Singapurze czarna, no to robimy model tej sukienki, pokazujemy sukienkę jak Taylor Swift i przedstawiamy na stronie głównej swojego portalu. Panie zaczynają zamawiać, a my mamy wszystko przygotowane, mamy czarny materiał, mamy czarne dodatki. Ta sukienka nie jest taka sama jak ta sukienka Taylor Swift, ale się bardzo dobrze sprzedaje, bo kosztuje 20 dolarów, tak? I Panie z całego świata po prostu zaczynają kupować, bo chcą mieć taką sukienkę jak Taylor Swift. I na tym ten biznes został zbudowany, tak że chociażby tutaj taki marketing, który powoduje, że jesteśmy przygotowani do pewnych akcji.

Myślę, że to jest fascynująca przestrzeń, tylko tak jak powiedziałem na początku, mało wiemy, bo się mało interesujemy, mało jeździmy, a myślę, że tutaj wiele cennych inspiracji można by odnaleźć, jeżeli chodzi o funkcjonowanie chińskich firm w tak bardzo konkurencyjnej przestrzeni, tak w bardzo konkurencyjnym środowisku jak to chińskie i wiele firm polskich, europejskich mogłoby tam sporo się nauczyć na teraz i na przyszłość.

MS: Wrócę jeszcze raz do tej książki „Twierdza Chiny”, bo to trochę tak jak po tej naszej dzisiejszej rozmowie. Miałem czarne refleksje, to znaczy dosyć smutne. Z jednej strony imponujące jest to i bardzo ciekawe, jak to wszystko w Chinach funkcjonuje. Z drugiej strony zderzając to z tym, co obserwujemy, co ja obserwuję jako zwykły obywatel w Polsce, jak bardzo jesteśmy w czarnej d*** w tym momencie. To jest bardzo depresyjne, ale no właśnie szaleństwem byłoby po prostu na tym poprzestać, więc myślę, że warto się obudzić. Myślę sobie, szukam jakby podsumowania trochę, więc z jednej strony dla tych przedsiębiorców, którzy chcą działać, tym rozwiązaniem, które się przewija w tej rozmowie jest to, żeby pojechać do Chin, zobaczyć jak to działa, zainspirować się i zacząć po prostu, zacząć się przygotowywać, nawet nie przygotowywać, tylko działać już, żeby zmieniać ten swój biznes, bo przyszłość już jest. Pięknie pan powiedział, żeby pojechać tam, żeby zobaczyć jak wygląda przyszłość i ta przyszłość już jest, tylko jeszcze nie u nas, ale w Chinach.

Czy polskie firmy mają szansę w Chinach?

To jest to jedno rozwiązanie, ale chciałem zapytać jeszcze krótko, czy polskie firmy, europejskie, mają czego szukać w Chinach? Są jakieś obszary, gdzie my jesteśmy w stanie zaproponować wartość i trochę jakiś biznes zrobić tam w ogóle? Bo mamy takie ambicje, że skoro to jest tak duży rynek, to może fajnie by było tam coś zrobić, ale znam wiele historii firm, które po prostu poniosły totalną klęskę, próbując w Chinach zaistnieć. Czy jest na to szansa jakaś?

LŚ: No jest, tylko że warunek podstawowy, czyli warunek sine qua non, to jest po prostu być na miejscu. My mamy taki patent od zawsze, borykam się z tym, bo trafiają do mnie tego typu zapytania i propozycje: „Panie Leszku, sprzedajmy kontenerek, a potem zobaczymy co tam dalej.” No to tak nie działa po prostu. Nie jesteśmy w żaden sposób wyjątkowi. Nie mamy żadnej rozpoznawalnej marki. Nie udało się, to jest też wielki obszar dla wzorcowania się, naśladowania, nauki. Jak na przykład taka firma jak Xiaomi budowała swoją markę. Tego się powinniśmy próbować dowiedzieć, uczyć się, naśladować. Jeżeli chodzi o Chiny, myślę, że jest wiele przestrzeni, tylko że ten rynek się robi coraz bardziej hermetyczny, czyli bez wiedzy, bez nauczania się tego, jakimi Chiny są od środka w szczególnej branży, ciężko będzie coś zrobić. Te przypadki, które znam, czyli na przykład jest firma, która sprzedaje mleko w Chinach, ciągle tkwią w takim przekonaniu, że mają coś, co jest dobre i to się będzie sprzedawać.

Są jakieś wyniki, no bo biorąc pod uwagę wielkość rynku, jeżeli firma sprzedaje, załóżmy nawet i 100 kontenerów miesięcznie, to i tak to jest kropla w morzu potrzeb. Prawdopodobnie firma mogłaby się poszczycić lepszymi rezultatami, ale musiałaby na przykład odstąpić od tego, żeby mleko sprzedawać w kartonach z napisem po niemiecku i z naklejką taką naprawdę bardzo siermiężną naklejką po chińsku z tyłu. Być może warto by też się zastanowić nad stworzeniem chociażby w wytwórni tego mleka i innych produktów na miejscu, no ale to by wymagało inwestycji. Problem, ogromnym problemem polskich firm jest niechęć do inwestowania, do podejmowania ryzyka, skoro dzisiaj to się kręci jak się kręci, to po co to tam jeszcze ulepszać, wiadomo, że lepszy jest wrogiem dobrego. Na pewno przestrzeń intelektualna, czyli wszystkie rozwiązania związane z IT, wszystkie związane ze sztuczną inteligencją, dużo rozwiązań, które łączą w sobie element cyfrowy i inżynieryjny. Tylko, że to wszystko wymaga bycia tam. Bo ja też się spotykam z takimi zapytaniami, gdzie firmy pytają się mnie o jakieś rozwiązania swoje, informatyczne, które mają tutaj na miejscu, na przykład w obszarze Smart City, a ja się pytam, ale czy one są dostosowane do systemu 5G i 5,5G, czy to tam hula w tym. No nie. No. A czy państwo przeprowadziliście jakieś badania studyjne, czy jakie są rozwiązania proponowane przez chińskie firmy w tym obszarze? No nie ma, ale my mamy dobre. Nie, to się tak nie będzie sprzedawało.

To po prostu, to jest po prostu niemożliwe i dlatego też tutaj bardzo dobrym przykładem chociażby będzie firma ABB, która ostatnio przeniosła swoje w Centrum Badania i Rozwoju do Szanghaju z Europy. Zresztą produkcję silników elektrycznych też z Polski przenieśli do Chin, ale to z innych powodów. Tam po prostu większy rynek i niższe koszty. Natomiast jeżeli chodzi o możliwość funkcjonowania, to bez istnienia tam, bez poważnego rozpoznania, bez zainwestowania w siebie tam, to nie ma sensu. To po prostu szkoda sobie zajmować tym głowę i czas, to po prostu nie wyjdzie. No i niestety z przykrością powiem, że w znakomitej większości polskie firmy nie są na to gotowe. Polskie firmy chciałyby najpierw sprzedać kontener swoich produktów, zobaczyć jak się to sprzedało, jak się zarobiło i wtedy podjąć decyzję. Mając tutaj z kolei konkurencję stu kilkudziesięciu państw świata, no po prostu najzwyczajniej w świecie, w każdej w zasadzie kategorii to przegrywamy.

Ta zaciekłość polska, jeżeli chodzi o możliwość sprzedawania chociażby produktów rolnych w Chinach, dla mnie to jest taka dość pokrętna i dziwaczna historia, no bo tutaj konkurujemy z każdym. Każde państwo świata produkuje jakąś żywność, którą może zaproponować Chinom, więc to nie jest nisza żadna. My powinniśmy się właśnie skupiać na takich miejscach, które po pierwsze dowiadywać się, czego Chińczycy chcą, czego potrzebują i wychodzić naprzeciw tym potrzebom, a nie wymyślać z naszej strony, co oni tam tak na pewno od nas skupią. Bardzo duża przestrzeń, edukacja, bardzo duża przestrzeń, wszystkie działania w usługach społecznych. To z kolei wymaga już naprawdę funkcjonowania wewnątrz i nie tylko współpracy z firmami, ale chociażby z lokalną administracją czy z organizacjami odpowiedzialnymi za te obszary funkcjonowania chociażby miast. No i tutaj też kolejna kwestia, czyli niezrozumienie skali. Ja jakiś czas temu wszedłem w konflikt z jedną z polskich instytucji, ponieważ ta instytucja zakładała, że będzie współpracować z Chinami.

No to jest fajny pomysł, tylko że Chiny to jest wielkość Europy i miliard czterysta milionów ludzi, a nam wystarczyło, by wejść w współpracę z gminą, która ma na przykład 20 milionów mieszkańców. I najpierw dajmy się tam zauważyć, stańmy się partnerem lokalnym, silnym tam, a dopiero potem idźmy dalej, zdobądźmy przyczółek, a potem szukajmy możliwości rozwoju. No i to jest też duży problem, ale to chyba wymaga po prostu pojechania do Chin i zobaczenia tego, fizycznego doznania, takiego doświadczenia empirycznego. To, co dla mnie jest niezwykle istotne, to co powinniśmy mieć cały czas w głowie, to to, że podstawą, i to jest przykład z Chin, to że podstawą gospodarki jest produkcja. I o tę produkcję powinniśmy dbać, i tę produkcję powinniśmy chronić, tę produkcję powinniśmy rozwijać.

To powinien być priorytet państwowy, ale też i nasz prywatny, ponieważ fajnie się zarabia na produktach cyfrowych, ja wiem, jest niska bariera wejścia, trzeba mieć po prostu niezły web i laptopa zazwyczaj i tyle. Natomiast tego laptopa trzeba mieć jeszcze. No i to o tym coraz rzadziej pamiętamy, o tym coraz rzadziej pamiętamy, a to powinien być nasz priorytet. I to jest też mój wniosek po tym, co ostatnio widziałem w Chinach, że tam ten priorytet został utrzymany i to jest priorytet państwowy, no i on stanowi z jednej strony o mocy państwa, ale z drugiej strony to jest to wyzwanie, przed którym już dzisiaj stoimy, a ono będzie tylko i wyłącznie rosło. – Wniosek, który pewnie zrodził się w głowach słuchaczy po tej rozmowie, to jest to, że obowiązkiem jest dla każdego przedsiębiorcy pojechać do Chin, zobaczyć to, jak to tam wygląda. I do tego chciałem wrócić, jak pan czy firmy, w których pan działa, mogą pomóc polskim przedsiębiorcom? Z czym się można zgłaszać? Po jaką formę wsparcia, pomocy, konsultacji? Oprócz oczywiście tej wiedzy, którą pan się dzieli w podcaście czy na YouTube, czy w książkach swoich. Wspomniał pan o tym wyjeździe z przedsiębiorcami do Chin, czy to jest jakaś forma, którą pan organizuje, jakieś takie usługi? Można się na to załapać, żeby na taką wycieczkę pod pana przewodnictwem pojechać? Czy to jest jakaś bardzo zamknięta usługa dla wybranych? – To znaczy, to jest pomysł, który się narodził podczas tej ostatniej wyprawy, ale też w kontekście moich rozmów w Polsce Południowej z producentami, z ludźmi, którzy się zajmują produkcją, gdzie się okazało, że tak naprawdę w ogóle nie wiedzą, co się w ich branży, w ich sektorze dzieje w Chinach. Natomiast z jednej strony tak, to czym ja się zajmuję na co dzień, to przede wszystkim doradzaniem, jak komunikować się z firmami chińskimi, bo to stanowi bardzo często duży problem i dla małych, i dla dużych firm. No po prostu nie rozumiemy tego, że Chińczycy są jacyś inni. Zresztą temu poświęciłem tę drugą książkę, „Twierdza Chiny ”. Mówiła również, jest tam część poświęcona negocjacjom z kontrahentami z Chin. Natomiast jeżeli chodzi o taką wyprawę, takie study tour, to jest rzecz, do której namawiano mnie już od jakiegoś czasu i uznałem, że naprawdę jest to rzecz konieczna, pokazanie Chin takimi, jakimi są od zaplecza na co dzień.

Nie w postaci wycieczki z firmą turystyczną, która pokaże Wielki Mur, jakieś zabytki, jakieś tam, tylko no chociażby zobaczyć Szanghaj, jak wygląda o pierwszej w nocy, przejście przez Szanghaj o pierwszej w nocy. Bo to też bardzo mocno wpływa na zrozumienie, jak funkcjonuje to państwo, to miasto. Odwiedzenie firm, odwiedzenie chociażby firm, które się zajmują produkcją, jakąś taką zdawałoby się normalną albo bardziej wyrafinowaną, jak odwiedzenie kancelarii prawnej, w której można porozmawiać na przykład na temat ochrony własności intelektualnej, jak to wygląda dzisiaj w Chinach. A wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze na przykład 3 lata temu. To jest zupełnie inna rzeczywistość. I myślę, że to jest z jednej strony konieczne, ale też i użyteczne, bo po prostu czym więcej osób osób zajmujących się naprawdę przedsiębiorstwem, będzie świadoma tego, jak wygląda ten świat troszeczkę daleki nam na co dzień albo zupełnie nam obcy, tym więcej my sami będziemy w stanie podejmować racjonalnych decyzji. I niekoniecznie polegających na tym, że będziemy wchodzić we współpracę z firmami chińskimi, tylko znajdować takie rozwiązania, które pozwolą nam wyprzedzić tą chińską konkurencję.

Myślę, że to jest bardzo ważne, bardzo istotne i tutaj myślę, że niezwykle ważne jest to, że politycy mierzą czas w kadencjach, ludzie prowadzący przedsiębiorstwo mierzą czas swoim życiem. Myślę, że takie skonfrontowanie się z rzeczywistością chińską pozwala też zaprojektować swoją przyszłość nie w perspektywie do następnych wyborów, tylko na przykład w perspektywie 10, 20, daj Boże 30 lat i na tej podstawie budować tę swoją firmę, swoją przyszłość też zarazem, bo to dla mnie to dla mnie jest niezwykle istotne, że my mówimy o firma, przedsiębiorstwo, biznes, natomiast w większości przypadków to jest po prostu nasze życie, co więcej, życie również naszych potomków i dzieci, i wnuków, więc nie możemy sobie wyobrażać tego świata w perspektywie do najbliższych świąt Bożego Narodzenia, tylko musimy też myśleć o tym, co za 5 lat, za 10, za 20 i ponieważ w Chinach tak się mierzy czas, zwłaszcza ten gospodarczy, no to warto stamtąd wziąć inspirację, tam sobie popatrzeć, jak to wygląda, żeby potem móc realizować swoje plany, swoje wizje skutecznie tutaj u siebie.

MS: Świetnie, bardzo dziękuję za te wszystkie refleksje, za to opowiedzenie nam, trochę przybliżenie, uświadomienie może albo chociaż zaalarmowanie, może tak, jak bardzo powinniśmy sobie uświadamiać i zdobywać tą wiedzę o tym, jak Chiny wyglądają, jak to wszystko wygląda. Bardzo dziękuję za podzielenie się tym wszystkim. Gdzie pana łapać najlepiej, w jakiej formie, gdyby ktoś chciał się skontaktować?

LŚ: Najłatwiej złapać mnie mailowo, bo ja trochę się ostatnio poruszam, więc mail kontakt@chiny24.com, czyli domena, pod którą występuje strona chiny24.com Ma już 14 lat. Albo przez media, ja chyba najbardziej aktywny jestem na LinkedIn, więc tam wystarczy wpisać Leszek Ślazyk i powinienem się pojawić.

MS: Do tych wszystkich miejsc zalinkujemy w opisie tego odcinka, więc zachęcam do kontaktu. Bardzo dziękuję jeszcze raz. Słuchaczom, dziękuję za to, że wytrzymali do końca tej rozmowy.

LŚ: Ja również dziękuję bardzo.

MS: Dziękuję, do usłyszenia w kolejnym odcinku, do zobaczenia.

Nazywam się Maciek Sznitowski, jestem Brandoholikiem.

Układam marki w spójną historię, bo spójna marka lepiej zapisuje się w pamięci klientów i szybciej zdobywa ich zaufanie.

Co o tym myślisz? Napisz

Zapisując się, wyrażasz zgodę na otrzymywanie ode mnie wiadomości. Nie spamuję! Przeczytaj, jak przetwarzam Twoje dane w Polityce prywatności.