W biznesie ważniejsze są informacje czy intuicja? Lepiej badać klientów czy konkurencję? Jakościowo czy ilościowo? Czym się różnią badania w B2C i B2B? Ile to kosztuje? I czy w dobie sztucznej inteligencji tradycyjne badania są jeszcze do czegoś potrzebne? Między innymi o tym rozmawiamy z ekspertem Korneliuszem Bzymkiem.
Linkedin Korneliusza / Strona IRSM
Wolisz słuchać? Markotwórstwo znajdziesz w aplikacjach podcastowych oraz w Spotify, do którego linkuję poniżej.
Transkrypcja odcinka ↓
Wstęp
Maciej Sznitowski: Moim gościem jest Korneliusz Bzymek, czyli konsultant projektów badawczych, który zajmuje się tymi badaniami od 17 lat. Ma doświadczenie w tym, jak projektować badania, jak przygotowywać projekty badawcze i jak budować narzędzia badawcze, analizować dane, jak prezentować te dane. Korneliusz zadaje dużo pytań po to, żeby dobrze zrozumieć problem i dopasować do niego optymalne rozwiązanie. Ale dzisiaj to on na pytania będzie odpowiadał. Jest fanem układania i upraszczania wszystkiego, co tylko możliwe, więc to mnie bardzo cieszy, bo dzisiaj wam opowie o tych badaniach właśnie w taki prosty i przystępny sposób. Kocha ludzi i wierzy w to, że właśnie rozmowa z drugim człowiekiem jest tym sposobem na rozwiązanie większości problemów. Do tego zachęca biznes, dlatego chcę was tą rozmową też zainspirować, żebyście otworzyli się na to, żeby z waszymi klientami rozmawiać. Jak to robić, jak do tego podejść – o tym właśnie jest ten odcinek, więc zachęcam was do tego, żeby wysłuchać całą naszą rozmowę.
Jak biznes powinien badać rynek? Jak powinien badać konkurencję? Jak powinien badać klientów i ogólnie sytuację? O tym chcemy dzisiaj porozmawiać i mam właśnie eksperta od tego tematu, czyli Korneliusza tutaj ze mną w tym naszym wirtualnym studio i ten temat będziemy poruszać. Będziemy skupiać się na tych sytuacjach, które pewnie interesują was najbardziej, czyli jak to zrobić, kiedy nie mamy wielkiego milionowego budżetu, bo jeśli jesteśmy ogromną korporacją, no to oczywiście można to zlecić wielkim agencjom i wszystko nam przyniosą na tacy i będzie dostarczone. Ale co zrobić, kiedy jesteśmy mniejszym biznesem? Kiedy musimy trochę własnymi siłami, trochę przy wsparciu może właśnie ludzi, którzy na tym się znają, zrobić to z budżetem trochę mniejszym czy przyjąć przy ograniczonych zasobach jeśli chodzi o czas. O tym będziemy rozmawiali. Cześć Korneliuszu, cieszę się, że jesteś tutaj.
Korneliusz Bzymek: Cześć Maciek, bardzo dziękuję za zaproszenie. Jestem bardzo ciekawy naszej rozmowy, dlatego że to jest temat, który jest ultraważny w strategii, a to jest coś, czym ja żyję na co dzień. Temat tych badań myślę, że trochę jest mitów. Tutaj też trochę jest jakichś nieporozumień i sytuacji, które warto będzie wyjaśnić i powiedzieć.
Informacje vs Intuicja
MS: Więc o tym właśnie dzisiaj ja chciałem cię zapytać: informacje versus intuicja. Mam w myśli rozmowę, którą widziałem z Adamem Ringerem, czyli prezesem Green Cafe Nero i on mówił o tym, że jak oni otwierają na przykład nową kawiarnię, to tam badają ile jest mieszkań dookoła, ile mieszkańców, jaka jest cena metra, ile osób pracuje. Wszystko chcą przeliczyć, żeby wiedzieć, czy opłaca się otworzyć tą kawiarnię w tym konkretnym miejscu. Ale potem powiedział coś ciekawego, że na koniec końców „trzeba oblizać palec, wystawić i zobaczyć, z której strony wieje wiatr”. Czyli jakby, mając nawet tą ogromną ilość danych zebranych, ktoś musi podjąć tą decyzję, jakaś tam intuicja w tym procesie się pojawia. Więc jestem ciekawy, z twojego doświadczenia ogólnie pracy z biznesami w Polsce, jak często to jest… Te decyzje biznesowe są opierane na twardych danych, a jak bardzo na wyczuciu?
KB: Zacznę może od postaci pana Adama. Serdecznie, przy okazji, pozdrawiam, bo też miałem okazję współpracować z panem Adamem przy realizacji badań, jak rozpoczynali swoją przygodę badawczą w Polsce, to rzeczywiście wspólnie realizowaliśmy projekty. Wiesz co, mój tata, jak byłem mały, zawsze mówił, że skrajności są złe i od tego bym wyszedł i nie powiedziałbym, że kierunek taki 100% intuicja jest czymś dobrym, ani 100% dane.
Zgadzam się z tym, co powiedziałeś, że moja odpowiedź rzeczywiście może być tendencyjna. Gdyby siedziała tu osoba, która postawiła kilka biznesów i bazując głównie na swojej intuicji, no to może nam powiedzieć, że jednak ta intuicja to jest ten kierunek, którym powinniśmy iść. Oczywiście dane są gdzieś bliższe mojemu sercu, więc kłaniam się bliżej ku tej odpowiedzi. Ale prawda jest taka, że szukałbym jakiegoś złotego środka.
Jako badacz pewnie chciałbym ci udzielić takiej informacji, powiedzieć: „Maciek, słuchaj, jeżeli waga intuicji to będzie 60%, a 40% to będą badania, to jest wtedy idealnie”. To zbadałem, sprawdziłem, mam na to znowu dane, opowiem ci, wytłumaczę, przekonam cię, rzeczywiście tak jest. Ale nie ma takiej informacji.
Super jest dla mnie to, że coraz bardziej dostrzegam, że firmy dostrzegają wartość danych. To nie jest tylko bazowanie na tym, że tak nam się wydaje, że znamy swoją branżę, znamy swoich klientów, nic nas już nie zaskoczy, więc rezygnujemy z danych, bo one nam nie są potrzebne, bo mamy to wszystko w głowach. Tylko coraz większa jest otwartość na to, żeby rozmawiać z klientami, żeby badać rynek i sprawdzać, jak chociażby nasze teorie mają się z rzeczywistością.
Powiedziałbym, że gdzieś połączenie tych dwóch elementów też jest ważne. Bo same dane to taki czysty Excel jest, tylko Excelem nie… I absolutnie nie powiem, że tutaj jakaś znajomość branży, wyczucie, znajomość klientów jest niepotrzebna, bo trochę to jest tak, że jeżeli ktoś dostaje taki suchy raport, nawet zbadane, i on nie jest określony żadnymi wnioskami, rekomendacjami, jakimiś sugestiami ze strony osoby, która przeprowadziła to badanie, no to są tylko wykresy i tylko liczby. Jeżeli nic więcej z tym nie zrobimy, no to może ten raport i ładnie wygląda, ale nie przyniesie on jakiejś wielkiej wartości.
Z drugiej strony, mam w swojej głowie i te historie przychodzą mi szybciej. Przypominają mi się sytuacje, kiedy ktoś kierował się mocno intuicją, potem przeprowadził jakieś badanie i sytuacja wyglądała zgoła inaczej.
Nie bazując nawet na swoim doświadczeniu, może nie tak bezpośrednio związanym z badaniami, ale niedawno byłem na finale społeczności Sales Angels i pojawiło się takie zdanie podczas jednego z wystąpień, że nikt nie lubi być sfrustrowany. No i teraz jak ja słyszę takie uogólnienie, że nikt, żaden, każdy, wszyscy, to trochę się gotuję w środku i mówię: „Nieprawda, bo ja to lubię być sfrustrowany”. I teraz, jakkolwiek dziwnie to brzmi, trochę trzymałem się tej teorii. Porozmawiałem o tym z dwiema osobami, które mówią: „Daj spokój, nikt nie lubi być sfrustrowanym, to jest prawda, w ogóle to jest bezsensowne podejście”.
I teraz wiesz, zaczęliśmy się nad tym zastanawiać i trochę to analizować i do trzech rzeczy żeśmy doszli. Po pierwsze, każdy z nas trochę inaczej definiował frustrację. To jest pierwszy element. Druga kwestia jest taka, że ja poszedłem w tym procesie trochę dalej, nie sam etap frustracji, ale też tego, co frustracja mi daje. Mnie frustracja mocno napędza i szukam nowych rozwiązań, zastanawiam się, co można by było zrobić inaczej, lepiej, żeby być może kolejny raz nie doprowadzić do takiej sytuacji. Więc to jest to, a trzecia rzecz: każdy z nas patrzył tylko i wyłącznie ze swojej perspektywy.
I tutaj czym jest intuicja? Intuicja to jest jakiś zbiór naszych doświadczeń, postrzegania świata, tego co zaobserwowaliśmy i w ten sposób funkcjonuje nasza intuicja. I teraz jeżeli ja postrzegam świat tylko ze swojej perspektywy, no to później pojawiają się takie zdania, które nie są wymyślone, tylko faktycznie mówią je nawet właściciele firm, że naszych klientów nie ma na Facebooku. Dlaczego? Bo ja nie mam konta na Facebooku. Naszym klientom spodoba się to, co podoba się mi. To są prawdziwe rozmowy, gdzie faktycznie są ludzie, którzy w ten sposób myślą i absolutnie nie zabijałbym intuicji, mówił, że jest czymś złym, ale to moje doświadczenia też z badań pokazują, że faktycznie jeżeli porozmawiamy z klientami, to to, że klient myślał, że jego wartością jest to, że oni są bardzo terminowi, okazuje się, że klienci mówią, że nie, że wcale nie są terminowi, ale kluczowe jest to, że firma zawsze ich informuje, że będzie opóźnienie, czy to będzie jeden dzień, czy dwa, i to jest dla nich najważniejsze. Oni tak zamawiają z wyprzedzeniem i to, czy to będzie w środę, w czwartek czy w piątek, nie jest tak kluczowe. Ważne, że jest kontakt z tą firmą i to oni sobie cenią, to jest dla nich ważne.
Jeżeli jest możliwość na jeszcze jeden przykład, to kiedyś miałem taką sytuację, w której nie wszyscy w firmie byli zadowoleni, że będziemy realizowali badania. Nie do tego stopnia, że jak mieliśmy rozmawiać z klientami, to żeby nie było, że ktoś powiedział po fakcie: „A ja wiedziałem, że tak będzie”, no to dostałem co do niektórych klientów krótką informację, jakie odpowiedzi prawdopodobnie się pojawią, między innymi w poszukiwaniu takiej tak zwanej propozycji wartości czy wyróżników firmy.
No to przy jednym z klientów była na przykład informacja, że to jest jakość i cena, ponieważ my jesteśmy w miarę tani i jakościowo super, dlatego oni z nami pracują. Zacząłem właśnie rozmowy, wywiady od tych klientów. No i prowadzimy rozmowę, jesteśmy w trakcie, pojawia się ten moment właśnie elementu tych wyróżników tej współpracy, no i klient mówi mi tak: „Wie pan co, cenowo to jest tak, że jest raz lepiej, raz jest gorzej, ale jest w miarę okej. Jakościowo oni są bardzo dobrzy.”
I ja w tym momencie myślę: „Kurczę, no co on czyta z tych informacji? To klient go tak przygotował? O co chodzi? Co się wydarzyło?” I w tym momencie pojawia się taka informacja i mówię: „Ale wie pan co, najważniejsza jest elastyczność. Oni są elastyczni”. Ja mówię: „Dobra, ale co to tak naprawdę znaczy, że są elastyczni?”
No i klient: „Wie pan co, bo jak ja bym pracował z takimi małymi firmami, no to one cenowo będą tańsze, ale oni nie mają tego doświadczenia, nie mają tego know-how, więc jakościowo to byłoby dużo gorsze, więc ja bym nie chciał. Jak ja bym pracował z największymi z branży, to jest taka sytuacja, że wie pan, tam cenowo jest różnie, ale jest w miarę okej, jakościowo super, ale oni mają swoje procedury i albo robimy tak, jak oni chcą, albo w żaden inny sposób. Tam jest umowa, ten wzór umowy, ja nic nie mogę zmienić, muszę z nimi pracować tak, jak oni chcą. A ta firma rozumie, co znaczy moje ASAP. Oni wiedzą, że czasami ASAP to jest trochę bardziej ASAP-a, czasami trochę mniej, i są w stanie przesunąć harmonogram, dopasować się do mnie i ta elastyczność jest dla mnie kluczowa”.
Więc czasami jest tak, że wyobrażamy sobie jakąś rzeczywistość, znamy klientów, jesteśmy blisko nich, ale jednak pojawia się coś w badaniu, w rozmowach z klientami, te dane do nas napływają i jednak warto to sobie zweryfikować, czy rzeczywiście tak się rzeczy mają i nie tylko bazować na intuicji.
Ale to też to, o czym mówiliśmy, żeby być tutaj uczciwym, tak jak mówię, gdyby pojawił się ktoś, komu ta intuicja większą rolę w jego życiu odegrała, to powiedziałby pewnie inaczej. I tak jak wspominałem, szukałbym tego złotego środka, żeby wykorzystywać to, co już mamy, nasze doświadczenia, ale jednak nie rezygnować z danych, które często nie są tak trudne do uzyskania.
Badania w polskim biznesie
MS: To zaraz do tego wrócimy, jak je uzyskiwać oczywiście i jak do tego podchodzić. Ale jeszcze zastanawiam się właśnie, powiedziałeś, że ja też spotykam się z tym często, ktoś budował firmę: „Wszystko było panie, nie było żadnych badań, żadnych strategii, po prostu tymi rękami sami to zrobiliśmy”. I jak oceniasz stan, jakby podejście do badań? Czy większość firm bada, czy większość firm nie bada, czy jednak ta intuicja przeważa w tym polskim biznesie? Jaka jest twoja perspektywa na to?
KB: Powiedziałbym, że w dużym uproszczeniu, że większość firm jednak nie bada. I coraz większa jest świadomość w tym zakresie. Jest realizowanych więcej badań, firmy coraz częściej dostrzegają, że jest w tym wartość, że jednak faktycznie warto z klientami porozmawiać, czy też z potencjalnymi klientami, z firmami konkurencyjnymi, partnerami biznesowymi i tak dalej, zbadać rynek, zweryfikować. Ale nadal bym powiedział, gdzie jesteśmy… Jesteśmy na takim etapie, gdzie badania są czymś czasami zaskakującym i nie mamy pełnej wiedzy na ten temat.
Teraz, żeby powiedzieć trochę więcej w tym obszarze, to też nie winiłbym za to konkretnie firm. Trochę bym przypisał winę nam, czyli instytutom badawczym, agencjom badawczym. Bo jakbyś odwiedził większość stron internetowych największych agencji badawczych w Polsce, to przeczytasz tam informacje dotyczące tego, że możesz zrobić badanie ilościowe, jakościowe, badania CATI, CAWI, IDI, FGI i tak dalej. To są skróty, które tobie czy mi coś mówią, ale przeciętnej osobie, zwłaszcza w segmencie B2B, to jest takie… to trochę nie ma znaczenia. Czy to badanie będzie internetowe, telefoniczne, w ogóle co te skróty znaczą i tak dalej.
„Ja dostanę na końcu, tak, co mi to da? Jest taka sytuacja, w której mi teraz sprzedaż spadła, ja się zastanawiam, co ja mogę zrobić w tej sytuacji. Ja jestem w takiej sytuacji, że mi klienci odchodzą, ja nie wiem dlaczego”. Pewnie brzmi jak odpowiedź na ten problem. „No właśnie, my sobie z moim wspólnikiem wymyśliliśmy taki genialny pomysł na produkt, ale tak, byśmy zweryfikowali, czy to w ogóle ma ręce i nogi, bo to, że to nam się wydaje, że to jest super, to ja nie wiem. Albo chcielibyśmy wyjść na rynek zagraniczny i sprawdzić, bo tak już przeanalizowaliśmy, okej, wybraliśmy powiedzmy Niemcy i Francję, strzelam. No ale czy to jest dobry kierunek? Może zróbmy tam też jakieś badania”.
I teraz, jeżeli te treści byłyby dopasowane do potrzeb, tego, co na czym faktycznie człowiekowi zależy i co on tam może w tego Googla przysłowiowego, chociaż może już nie tylko, wpisać, no to byłoby też pewnie zupełnie inaczej. Nie wiem, czy tutaj zgodzisz się z moim podejściem, że jednak edukacja, jeśli chodzi o obszar badawczy w Polsce, nie jest na wysokim poziomie. Powiedziałbym, nie ma aż tak wiele łatwo dostępnych informacji na temat badań, żeby podpowiedzieć pewne kwestie, jak to zrobić, na co zwrócić uwagę, jak przeprowadzić badanie, kiedy ma to sens, kiedy nie ma to sensu, kiedy to jest wręcz bardzo trudne i trzeba szukać po prostu innych rozwiązań.
Więc też nie dziwię się, że aż tak wiele badań nie jest prowadzonych, aczkolwiek bym powiedział, że to też trochę zależy od segmentu, czy mówimy o B2B czy B2C. Jednak w B2C, zwłaszcza w tych średnich czy większych firmach, jest to częstsze sytuacje, gdzie badania są prowadzone, bo tych klientów mamy tak dużo, że łatwiej pewnie jest to zlecić gdzieś na zewnątrz i ktoś przeprowadzi nam takie badanie naszych klientów czy też ewentualnych potencjalnych klientów, niż w sytuacji, gdzie w B2B jest trochę takie podejście: „Wiesz, nasz biznes to jest taki relacyjny. Po co robić badanie, jak my porozmawiamy z klientami, to ustalimy, dogadamy, to badanie niewiele nam da. Poza tym tych klientów mamy kilkudziesięciu, to jesteśmy w stanie sami porozmawiać”.
I teraz, jeżeli nie ma tej edukacji, mamy takie podejście, że jesteśmy w stanie sami uzyskać te informacje, to nie robimy badań, bazujemy na swoim, być może intuicyjnym, czy jakimś powszechnie rozumianym doświadczeniu.
Do nas jak przychodzą firmy, które chcą zrobić po raz pierwszy badanie i nigdy nie robiły. My się akurat specjalizujemy głównie w badaniach z obszaru B2B. No to to są dwa najczęstsze powody, dlaczego przychodzą. Pierwszy jest to, że „bo usłyszałem”, „bo usłyszałem w podcaście”, „bo gdzieś przeczytałem”, „gdzieś rzuciło mi się w oczy”, więc staramy się edukować i te treści docierają do niektórych.
Drugi element to jest taki, że jest nowy marketing manager i mówi: „Wie pan co, ja w poprzedniej firmie robiłem badania, tutaj nigdy nie robili, a brakuje takiej, takiej i takiej informacji. Gdybyśmy zrobili… Spróbujemy przekonać szefa. To fajnie by było zrobić to badanie, bo ja wiem, że badania przynoszą korzyść, no ale oni tu nigdy nie robili, więc zacznijmy od czegoś, od jakiegoś prostego badania”.
Więc jeżeli nie ma tej edukacji czy człowieka, który faktycznie czuje tą wartość badań, no to to rzeczywiście nie jest to aż takie proste, żeby firma sama z siebie się zdecydowała na to.
Różnice B2B vs B2C
MS: Ciekawi mnie, bo dzisiaj jesteś związany z IRSM, czyli B2B, jak ktoś nie wie, Instytutem Rozwoju Sprzedaży i Marketingu, kojarzony może być mocno z Szymonem Nygaczem, który jest jakby twarzą całej grupy, i pewnie z jego podcastów też ta edukacja trochę wynika, ale nie tylko.
Ale masz też doświadczenie jakby pracy w agencji, która zajmowała się badaniami takimi konsumenckimi. I właśnie o to porównanie B2B/B2C chciałem zapytać, dlatego że w moich procesach, w strategiach, ja takie mam poczucie, że w B2B jest trochę łatwiej badać, bo częściej mamy dostęp do klientów, bo są ci handlowcy i mają relację, mogą nam tam umówić rozmowy z klientami i sobie porozmawiamy. W B2C jest zawsze trudniej jakby skontaktować się, dotrzeć do tych odbiorców i tam właśnie częściej trzeba szukać jakiegoś wsparcia, kogoś, kto ma jakąś bazę albo jest w stanie te badania zorganizować. Jak możemy… trochę takie ogólne pytanie, tak możemy porównać, czym się różnią przede wszystkim badania B2B od B2C?
KB: A jeśli chodzi o właśnie wyzwanie tych mniejszych biznesów, to zaczynając może od B2B, z jednej strony, tak jak mówisz, dostęp teoretycznie jest prostszy. Ja też wcześniej zwróciłem uwagę, że tych klientów prawdopodobnie jest sporo mniej, bo firma ma, nie wiem, 20, 30, 50 klientów, więc dotarcie teoretycznie jest proste. Z drugiej strony, w sytuacjach kiedy przychodzą do nas firmy, pytam: „A z klientami rozmawialiście?” Pojawia się jakaś kwestia, to często jest taka odpowiedź: „Wie pan, bo tam handlowcy coś podpytają, coś tam wiedzą, tam coś piszą do CRM-u albo nie wpiszą, taką ogólną wiedzę mamy, ale tak właściwie nikt tego do końca nie gromadzi”.
„No coś tam, no tak, nie do końca, nie rozmawiamy z klientami”. Więc teraz, z jednej strony jest łatwiej, z drugiej jest ten element: „My już znamy klientów, wiemy, więc nie ma sensu z nimi rozmawiać”. Często firmy B2B od razu chciałyby wyjść na zewnątrz i badać rynek, podczas gdy, jak pytam, „Rozmawialiście z klientami?” A wiele informacji przy budowaniu na przykład buyer persony można uzyskać od swoich klientów. Zdobyć te informacje i na tym bazować, od tego zacząć, gdzie proces jest dużo prostszy i dużo tańszy, niż mielibyśmy robić badania rynku.
MS: To jest bardzo ciekawe. Nie pomyślałem o tym, sorry, że wejdę w słowo, ale nie pomyślałem że właśnie mają tą relację z tym klientem. Czasami jest tak głupio nagle się do niego odezwać i go próbować badać, bo on powie: „No co ty, słuchaj”, jakby często to są relacje przecież bardzo zażyłe. Mówię: „No co ty, teraz będziesz mnie pytał o podstawowe rzeczy? To ty nie wiesz, jak ja, jak, tego, czego ja potrzebuję?” To to w sumie o tym nie myślałem.
KB: No to jest… To jak poruszyłeś ten obszar, to powiedziałbym tak, że jeżeli chcemy przeprowadzić badanie i zrobić je samodzielnie, to kontakt pierwszy, mówiący o tym, że faktycznie robimy badanie i fajnie, gdybyś się zgodził, super gdyby zrobiła to osoba, która faktycznie ma bliskie relacje z tym, z tą firmą, czyli na przykład handlowiec, bo łatwiej jest, niż nagle odezwie się ktoś obcy, którego ta osoba nie zna.
Tak, ale jeżeli już jest ten pierwszy kontakt, fajnie jest wtedy powiedzieć: „Słuchaj, w naszej firmie jest człowiek, który zajmuje się, nie wiem, nazwijmy to, obsługą klienta albo z marketingu, jakkolwiek. Maciek zadzwoni do ciebie, fajnie gdybyś poświęcił mu pół godziny. Robimy to, bo – i tutaj podajemy prawdziwy powód – tak, zastanawiamy się, chcielibyśmy zwiększyć liczbę naszych klientów, takich podobnych do was i zastanawiamy się nad różnymi aspektami tej współpracy, co wycenicie we współpracy z nami, więc super będzie. Wiesz, Maciek nie do końca zna was tak, jak ja innych klientów. On trochę podpyta, więc jakbyś szczerze mu powiedział, jak to wygląda, to to byłoby super, bo on potrzebuje tych informacji”.
I teraz, jak pojawia się Maciek, który nigdy nie miał kontaktu z tym klientem i szczerze powie: „Wie pan, no pracuję już trochę w tej firmie, ale chętnie się czegoś więcej dowiem. Pan tutaj jest ekspertem, więc ja chętnie tą wiedzę posiądę”, to też podejście tego człowieka będzie inne. Moje doświadczenie, wiesz, ja jestem człowiekiem z zewnątrz, który prowadzi takie badania, i uczciwie, kiedy się przyznaję, że nie mam tej wiedzy, to ci ludzie szczerze i tłumaczą krok po kroku: „Tego może pan nie wiedzieć”. I są wyrozumiali i są bardzo chętni do pomocy. Nie wiedzą często, jeżeli robię dla klienta, no to dla kogo jest to badanie, i szczerze chcą ci powiedzieć, szukają rozwiązania, odpowiadają na te pytania.
Więc jeżeli przychodzi ktoś w firmie, nawet też, ale taki nie bezpośrednio związany z danym klientem, co jest korzystne, dla całego procesu badawczego i tego, jak zachowa się ten klient, no to to super. To można też te informacje uzyskać, bo tak jak mówisz, jeżeli to jest handlowiec, no to głupio by było się przyznać, że: „Wiesz co, ja tak pracujemy 7 lat, ale to tak nie do końca wiem, co tam się wydarzyło”. I czy jest fajnie, czy fajnie… A jeszcze żeby spytać: „A wiesz, a jak oceniasz te oferty, które ci wysłaliśmy”. No, tutaj zupełnie inny byłby ten poziom rozmowy.
Więc z jednej strony jest łatwiej, czasami trudniej. Druga kwestia jest taka, że ja rozumiem podejście firm B2B, które mówią: „Panie Korneliuszu, najlepiej, żeby to byli duzi klienci. Wie pan, tak, zatrudnienie tak, no 250 to jest minimal, tak z 500, z 500 plus”, nie zdając sobie sprawy, ile tak naprawdę jest takich firm w Polsce. Bo zatrudnienie powyżej 500 osób, no to w zależności, gdzie tam w które dane spojrzymy, no to jest kilkaset firm tak naprawdę, około 700, może 1000.
Więc ja rozumiem, że fajnie jest złapać dużego klienta, najlepiej kilku. Rozumiem to z perspektywy biznesu. Ale żeby dotrzeć do takich osób, to nie jest znowu aż takie proste. Więc to jest, bym powiedział, pewną barierą, że czasami nie jest łatwo dotrzeć do osób, na których faktycznie by nam zależało. No i gdzieś te oczekiwania czasami trzeba minimalnie obniżyć, coś, trochę niższych firm albo szukać faktycznie gdzieś dojścia po jakichś znajomych, że tak powiem, i z nimi próbować się kontaktować.
No więc tu są takie, bym powiedział, z jednej strony łatwiej, a czasami jednak trudniej, bo przechodząc do B2C, dotarcie do przeciętnego Kowalskiego nie jest aż tak trudne. I teraz z jednej strony, gdyby firma chciała zrobić to to samodzielnie, no to być może nie ma dokładnej bazy. Nie zawsze te bazy są pełne, tam ktoś się pomyli w adresie mailowym, w numerze telefonu, może nie zbieraliśmy w ogóle numerów telefonu i tak dalej. Nie mamy zgód marketingowych, to gdzieś to jest rzeczywiście dużo bardziej utrudnione.
Więc szukałbym takich rozwiązań, które na które możemy sobie pozwolić. Więc idealnie jest, jeżeli mamy numery telefonów, e-maile. Jeżeli mamy jakiś newsletter, próbowałbym pod tym newsletterem, na przykład, podpiąć informację chociażby o badaniu, w ten sposób dotrzeć. Jeżeli nie, to zastanowiłbym się, gdzie mogę tych ludzi znaleźć i w ten sposób do nich dotrzeć – jakieś fora, grupy, jakkolwiek, poza, trochę wyjść grupę swoich klientów i w ten sposób próbować do nich dotrzeć z jakąś chociaż prostą ankietą, żeby uzyskać te informacje.
Z drugiej strony, badania B2C, to też jest spore uproszczenie, ale można powiedzieć, że w wielu przypadkach są tańsze, bo zrobienie badania na przeciętnym, w cudzysłowie, Polaku, takim, to próba tak zwana reprezentatywna, gdzie mamy odpowiedź tego tak zwanego przeciętnego Polaka, gdyby na tym nam zależało, no to agencje badawcze nie biorą za to tak dużych pieniędzy, bym powiedział. To nie jest aż tak duży wydatek i możemy w ten sposób sobie zweryfikować podejście do naszego, na przykład, produktu.
Bo te agencje mają swoje jakieś bazy, po prostu też klientów, do których, takich przeciętnych Kowalskich, do których po prostu łatwo i tanio jest im zrobić ankietę. To są tak zwane panele badawcze. To określa jest taka platforma. Zresztą, jest przynajmniej kilkanaście w Polsce, na której każdy z nas może założyć sobie konto, podajemy podstawowe informacje o sobie. No i teraz, jeżeli firma na przykład robi badanie wśród osób, które mieszkają w Trójmieście, my jesteśmy na tym panelu badawczym, no to jest duże prawdopodobieństwo, że do nas dotrą, bo akurat w Trójmieście, nie wiem, jest klient i ktoś chciałby spytać osób mieszkających w Trójmieście.
Więc w ten sposób dotarcie do takiego przeciętnego Kowalskiego czy jakiejś zawężonej grupy, czy regionowo, czy osób korzystających z danego rodzaju telefonów, jeżdżących tym samochodem, korzystających, oglądających Netflixa i tak dalej – sporo informacji panele badawcze zbierają, no to można takie badania w dość prosty sposób przeprowadzić.
Oczywiście, im bardziej zawęzimy grupę i będziemy chcieli, wiesz, takie osoby, które są lewonożne, mieszkają w centrum Gdyni, jeżdżą na hulajnodze 2 razy w tygodniu – wymyślam – no to to będzie zdecydowanie trudniejsze, a może wręcz niemożliwe. Ale jeżeli mówimy o dość szerokim zakresie osób, to to jest to jak najbardziej do zrobienia.
MS: Rozumiem, że B2B łatwiej jest zrobić własnymi siłami, B2C jednak już częściej trzeba sięgnąć po wsparcie zewnętrzne, chociaż to wsparcie niekoniecznie musi być tak drogie, jak byłoby w B2B?
KB: Tak, możemy w uproszczeniu powiedzieć. Trochę też zależy w B2C, czym dysponujemy, bo w zależności od tego, jak duże mamy bazy. Wiadomo, że im firma większa i gromadzi te bazy, ma jeszcze swoją aplikację i tak dalej, no to trochę żartuję, że niektórzy właściwie nie musieliby robić badań tak zwanych ilościowych, tych ankietowych, bo bazując na swoich aplikacjach, na newsletterze i innych rozwiązaniach, z których korzystają, mają tak dużo informacji o swoich klientach, że badania niewiele im tak naprawdę informacji pewnie się powiedzą. Dokładnie co kupują, kiedy kupują, dlaczego, kiedy rezygnują, jak wygląda ich koszyk i tak dalej. Więc trochę zależy od tej specyfiki klientów i tego, czym się dokładnie zajmujemy.
Ale jeżeli rzeczywiście, no nie zbieramy informacji, nie mamy adresów mailowych, telefonów, żadnego dostępu do klientów, no to poza takim rozwiązaniem, szukaniem na przykład, nie wiem, nawet grup na Facebooku czy jakichś forach internetowych, czy jeżeli prowadzimy niewielką piekarnię, to porozmawianie z osobami po prostu face to face, żeby wyjść na ulicę i popytać tych ludzi, no to być może rozwiązaniem faktycznie będzie wtedy już odezwanie się gdzieś, no do agencji na przykład badawczej.
Co blokuje badania?
MS: Powiedziałeś, że jednak mniej niż więcej firm bada, czyli firmy, które badają rynek dobrze, są w mniejszości. Co jest podwójnie złą informacją. Po pierwsze dlatego, że to się nie dzieje, a po drugie, mam poczucie, że to jest takie usprawiedliwienie dla tych pozostałych, że nikt tego nie robi, jakoś wszyscy żyją, więc jest okej. To jest takie podwójne szkoda wynikająca z tego, że w sumie tak mało firm.
Więc dobrze, że mówisz o tym, że jednak to się zmienia, ta tendencja jest taka, żeby coraz więcej, coraz częściej badać. Ale dlaczego tak jest? W sumie, jak myślisz, jakie są największe przeszkody, blokady? Co powoduje, że nie badamy właśnie tego rynku, chociaż każdy pewnie teoretycznie zgodziłby się, że warto, ale jednak większość tego nie robi?
KB: Powiedziałbym, że to jest kwestia zrozumienia trochę badań. Trochę wspominałem, rozmawialiśmy już o samej edukacji, posiadaniu takiej informacji, że w ogóle można zrobić badania, jak one wyglądają, w którym momencie. Ale trochę to jest kwestia takiego, w cudzysłowie, łączenia kropek.
Ja badaniami zajmuję się praktycznie, w cudzysłowie, od zawsze. Całe moje życie zawodowe kręci się wokół badań i dla mnie, gdy ktoś opowiada o jakiejś sytuacji, naturalne jest, że myślę: „Tutaj można z tym porozmawiać, to można takie badanie w ten sposób zrobić czy inaczej”. I teraz, nawet jak rozmawiam z osobami, które, powiedziałbym, tak w dużym uproszczeniu, są dobre w biznes, czy to w marketing, sprzedaż, jakikolwiek obszar, gdzieś byśmy nie wzięli, zarządzają firmom z sukcesami… to nie miały one kontaktu… Jeżeli nie miały kontaktu z badaniami, tak jak mówiliśmy, poziom edukacji nie jest na zbyt wysokim poziomie, no to nie mają takiego myślenia w ogóle, że w tej sytuacji moglibyśmy zapytać ludzi, to może nie być aż takie trudne i nie być aż takie drogie, a uzyskamy dodatkową jakąś informację, która może gdzieś nam się przydać.
Kiedyś to było dla mnie takie, powiedziałbym, dziwne, bo myślę: „Jak to oczywiste, że to trzeba było zrobić badania!” No ale mówię sobie: „Korneliusz, no ty się tyle lat tym zajmujesz, to dla ciebie to jest oczywiste. Ale ktoś, kto nigdy nie robił tych badań, do tej pory sobie radził, no to właściwie nie widzi tej wartości. Po co miałby to zmieniać?”
Więc to, bym powiedział, że z jednej strony uważamy, że badania są okej i są przydatne, i tak mówimy deklaratywnie, ale z drugiej strony zupełnie nie mamy pojęcia, kiedy moglibyśmy je wykorzystać, w jakiej sytuacji, kiedy tych informacji szukać.
MS: A to taka lekcja z tego płynie, że trochę myślimy chyba tak, tak zrozumiałem o tym, że to jest takie wielkie „Halo!”, że to jest zaraz wielki proces, który musimy zacząć. A mówisz o tym, że dobrze robione badania są właściwie wplecione tak naprawdę w codzienność, tak? Czyli wykorzystujemy te różne okazje, które i tak się zdarzają, do tego, żeby przy okazji zdobywać informacje, zbierać je i przeprowadzać te badania. Tylko to nie jest wielki projekt, tylko po prostu coś, co naturalnie się dzieje obok funkcjonowania biznesu?
KB: I tak, i nie, bym powiedział. Jak o tym powiedziałeś, to trochę się uśmiechnąłem, bo moje podejście jest takie: ja przy okazji, jak jest jakaś możliwość, jakakolwiek, jakakolwiek rozmowa, to naturalnie gdzieś robię, w cudzysłowie, jakieś badania. I to nie dlatego, że zbieram te dane, gromadzę, tylko jestem ciekawy. To jest tak, że jestem ciekawy ludzi. Mnie to interesuje, dlaczego ktoś tak zrobił, zachował się inaczej, z czego to wynika, jak ocenia, nie wiem, tą firmę, jak mu się współpracowało i tak dalej. I przy okazji to po prostu robię, gdzieś to jest dla mnie naturalne. Jeżeli jest taka możliwość, to jasne.
Z drugiej strony, nie chciałbym, żeby to było w 100 procentach przypadku prowadzenia biznesu, tak, zupełnie przy okazji, bo potem pojawiają się takie odpowiedzi, jak mówią mi klienci: „Nie, no wie pan, tam handlowcy przy okazji spytają, zapiszą, nie zapiszą” i tak dalej. Więc koncentrowałbym się na tym, że jeżeli jest okazja, przy okazji porozmawiać z klientem, jasne, ale fajnie, gdybyśmy spróbowali zbudować z tego jakiś projekt – jakieś złe słowo – projekt badawczy, wiem, że to brzmi po naukowemu, jakiś proces, taki po prostu, który, to są jakieś normalne, są jakieś zasady tego, jak to robimy.
Okej, tak, z kim rozmawiamy, przemyśleć, wiesz, o co spytamy, gdzie te informacje będziemy gromadzili, co później z nimi zrobimy. Bo to jest trochę tak, że z jednej strony zgadzam się, że to nie jest jakieś rocket science i to nie jest tak, że badanie to, wiesz: „Jak nie zrobisz z Korneliuszem, to to nie da rady, Maciek, to nie masz co zaczynać”.
Ale z drugiej strony, podejście takie, jak rozmawiam z marketerem: „Wiesz, mi szef powiedział: No, nie no, Maciek, no rozmawiałeś kiedyś z człowiekiem, no pytanie umiesz zadać, no to zadasz, no tam pogadasz, zbierzesz, no potem wykresiki z tego zrobisz, będzie dobrze, będzie w porządku”. Więc też gdzieś jakąś taką zachować granicę, bo wiem, że niektórzy sobie tak mają co do takiego badania: „Popytać ludzi?”. A mimo to można to zawsze, wiadomo, zrobić lepiej i gorzej. No ale to tak, jak można…
MS: A to jest właśnie to ryzyko, że jeśli zrobimy to kiepsko i te dane, które dostaniemy, tak, te informacje, które zgromadzimy, będą w jakiś sposób wypaczone, i one potem będą podstawą decyzji, no to też jest pułapka. Czyli to, że opieramy się na twardych danych, które pozyskaliśmy, które są skrzywione, bo pozyskaliśmy je w niewłaściwy sposób.
Więc rozumiem. Dobra, to rozumiem to ostrzeżenie, żeby jednak nie przesadzać z tym, żeby to było takie naturalne, kiedyś tam przy okazji i nieprzemyślane. To mówiłeś o tym pierwszym blokerze. Jaki co… co jeszcze powoduje, że kurczę, że nie robimy tego, a powinniśmy?
KB: Drugie, nawiązałbym znowu do tego obszaru, bym powiedział, edukacji. Bo jeżeli nie ma takich informacji, które ja w prosty sposób jestem w stanie zrozumieć, które ktoś, widzę, że czuje mój problem, wiem, na czym tak naprawdę mi zależy, do czego ja chcę dotrzeć, no to ja w prosty sposób się tego nie dowiem.
Myślę, że to nie będzie wielką tajemnicą, jeżeli o tym powiem. Zdaje się też, wydaje mi się, że Szymon o tym mówił otwarcie. Szymon Nygacz, o którym wspominałeś. Powstanie IRSM-u, jeden z elementów to, że pojawiły się badania. No to jest to, że jak sam chciał zacząć robić badania i odwiedza właśnie strony internetowe agencji badawczych, no to pojawiło się to, o czym mówiłem, że on nie do końca rozumie, nie siedzi w tym świecie, a chciałby prostych informacji, a pojawiające się tam skróty czy informacje o badaniach ilościowych, jakościowych, cokolwiek to to znaczy, niewiele wnosiły. Więc chciał stworzyć instytut, który będzie funkcjonował nieco inaczej no i edukował i dawał taką wiedzę na temat badań, żebyśmy wiedzieli, do czego to jest i po co to właściwie robimy.
Więc to jest, bym powiedział, taki bloker czasami. I jest to też kwestia, bym powiedział, finansów, założenie, że to trzeba zapłacić dziesiątki tysięcy złotych. I oczywiście ja nie mówię, że to nieprawda i że nie ma takich projektów, bo są i są firmy, które płacą miliony złotych rocznie na badania.
Ale nie zawsze to musi być duży budżet. Ja jestem zwolennikiem tego, żeby jeżeli, tym bardziej zaczynamy, robimy pierwsze badanie, żeby szukać najlepszego, ale jednocześnie najtańszego na początek rozwiązania. Nie rzucajmy się od razu: „I musimy od razu zbadać rynek i zapłacić za to nie wiadomo ile”. Zacznijmy może od rozmów z klientami, bo one też przyniosą nam wiele cennych informacji i zobaczmy, czego nam tutaj brakuje, co moglibyśmy zmienić i dopiero wtedy idźmy krok dalej. Więc takie brak informacji o tym, ile to może kosztować, tak naprawdę, też jest jakimś blokerem.
No i informacja taka, podejście trochę takie niezrozumienie może, brak informacji dotyczący tego, co będzie na końcu badania. Czasami mam takie poczucie, jak rozmawiam z niektórymi firmami, że oni myślą, że mają takie podejście, że jak zrobią badania, to, w cudzysłowie, taka moja metafora, pojawia się magiczny zielony przycisk. Jak go naciśniesz, to wtedy strumieniami płyną pieniądze, bo zrobisz badanie i masz wszystkie informacje.
Historia z życia wzięta: jesteśmy w trakcie darmowej konsultacji, rozmowy na temat projektu. Bardzo fajnie się zaczęło, bo nowy produkt, nowy są świetne projekty, bym powiedział z punktu widzenia badacza. Ciekawe – badasz nowy produkt, jak ludzie na to reagują, jakie mają podejście i są skłonni za to zapłacić i tak dalej.
No i teraz pani mówi, może zmienię nazwę produktu, załóżmy: „Panie, wie pan, bo my produkujemy kapcie i bardzo dobrze nam idzie”. Tam podaje nam wyniki, więc „ale to idzie dobrze, i teraz byśmy chcieli jakiś nowy produkt. Byśmy chcieli to sobie zweryfikować, czy to jest dobry pomysł”. Ja myślę: „Super, jaki to produkt?” I pani mówi: „A ja nie wiem. Nie wiem, może skarpetki. Wie pan? A może sandały? Albo nie wiem, szafki.” „Szafki, wie pan? No nie wiem, tak byśmy coś, coś byśmy wymyślili. I tak by nam pan powiedział jaki to jest produkt i wtedy będzie super”. „I wie pan, byśmy poszli w tym kierunkiem, będziemy robili”.
I teraz, czy można to zbadać? To nie jest tak, że to nie jest do zbadania. Można przeprowadzić wywiady z klientami, spróbować uzyskać informacje, co ich tam, nie wiem, frustruje, czego im brakuje, co fajnie by było, jakby było elementem tych kapci, co można do tego dołączyć, czy można próbować jaki nowy produkt i tak dalej. Można. Tylko jak wychodzimy z takiego punktu widzenia, żeby mi agencja badawcza wymyśliła produkt…
No to, jak wiesz, jak w branży opowiadam podobne case’y, się wymieniamy tym, no to to trochę się śmiejemy, że gdybyśmy tak bez problemu wymyślali produkty i pomysły na produkty, to nie wiem, czy byśmy pracowali w agencji badawczej, tylko byśmy po prostu sprzedawali te super produkty i sami otwierali firmy.
Teraz, to nie jest tak, że uważam, że ta pani popełniła jakiś wielki błąd, tylko pokazuje to znowu podejście, gdzieś do badań. Nie wiemy co jest, co jest na końcu, nie do końca to rozumiemy, a boimy się, że jak zapłacimy znowu wielkie pieniądze, no to ta informacja, która będzie na końcu, i tak wymaga od nas pracy. No to może, po co to robić?
Prawda jest taka, że faktycznie, wiesz, dobrze zrobione badania to są cenne dane, cenne informacje. Jeżeli badacz jeszcze poświęci czas, wytłumaczy, opowie, wskaże pewne rekomendacje, co z tego badania wynika z jego punktu widzenia, no dużo możemy z tego wyciągnąć. Ale i tak finalnie pozostaje praca po stronie, po stronie firmy, która zleciła to badanie i badanie nie tworzy magicznego zielonego przycisku, o którym powiedziałem.
Więc to też może… Czy to, że taki brak zrozumienia czy obawy przed tym? To to jest świadomość właśnie o tym, że to jest tylko wkład. Te dane, które dostaniemy z badań, to jest tylko wkład do jakiegoś procesu dalszego, a nie już finał.
Badania jakościowe a ilościowe
MS: To jest ciekawe. Cieszę się, że też tym odcinkiem w jakiś sposób przyczyniamy się do tej edukacji i mam nadzieję, że trochę wyjaśniamy. Fajnie, że jako IRSM też to robicie i edukujecie.
Bardzo podoba mi się twój post niedawny, nie wiem, a może nie, o tym usłyszałeś. To chyba tak od kogoś, od jakiegoś klienta, że jakościowe badania są lepsze, bo to tak od razu bije z nich jakość, a ilościowe to niekoniecznie, bo się idzie na ilość, a nie na jakość.
KB: No właśnie, to jest pewnie częste pytanie, bo pewnie większość osób wie, że się dzieli badania na jakościowe, ilościowe, tak ogólnie, ale jakby, które są… Po co, które są ważniejsze i do czego je przypisać?
Jeszcze nie ma problemu. Rzeczywiście był taki cytat, że: „Jakościowe, z samej nazwy, myśl Korneliusz, jakościowe, a ilościówka jakaś tam, po co to komu”. Powiedziałbym tak, że to nie jest tak, że badanie ilościowe nie może być dobrej jakości.
Tak jakbym użył zwrotu, czym one się różnią, to jest trochę tak, że jak sobie myślę o badaniach ilościowych i jakościowych, to te 2 rzeczy przychodzą mi do głowy. Pierwsza to jest z serialu „Przyjaciele”, poznać Joeya, którego spytano o to, fan jedzenia i miłośnik kobiet. „Gdybyś miał, Joey, do wyboru wannę pełną dżemu versus piękną kobietę, co byś wybrał?” Na co Joe odpowiedział: „Połącz swoje dłonie”. No i trochę to jest często tak też, bym powiedział, z badaniami. Zaraz wejdziemy w szczegóły, że często połączenie zarówno badań ilościowych jak i z jakościowymi daje świetne efekty.
I teraz czym one się różnią. W książce „Liczby się liczą”, wiem, że też lubisz tą książkę, tam jest taki opis, który nie do końca odnosi się do samych badań ilościowych, jakościowych, ale fajnie to pokazuje, bo najpierw jest taki opis dotyczący, że nasz klient… Dane, które przytoczę, są trochę zmyślone, bo dokładnie ich nie pamiętam, to jest… Kobieta, która ma średnio 1,7 dziecka, 80% tych dzieci nie ukończyło jeszcze 6. roku życia, 75% tych kobiet pracuje na pełen etat, mieszka głównie w dużych miastach i porusza się na co dzień samochodem osobowym. Kropka.
A teraz drugi opis wygląda tak, że: „Kobieta pracuje od 8…” Naszym klientem jest kobieta, która pracuje od 8. do 16. Zaraz po pracy najpierw odbiera swoje pierwsze dziecko, które jest w zerówce, więc odbiera je ze szkoły. Drugie odbiera z przedszkola i razem z dwójką tych dzieci idzie do sklepu. Jedno prowadzi za rękę, drugie wsadza do wózka i w międzyczasie, robiąc zakupy, przy naszych produktach zatrzymuje się, żeby dokładnie przeczytać etykietę, jaki jest skład naszego produktu. Nie jest to dla niej proste, bo ten, to młodsze dziecko wyrywa jej to pudełko, chce zobaczyć, co tam jest, więc nie jest to dla niej najłatwiejsza sytuacja, męczy się przy tym i tak dalej”.
I teraz wniosek z tego drugiego był taki, że musimy trochę popracować nad tym, jak wyglądają nasze opakowania, żeby ułatwić tej kobiecie znalezienie tej informacji, żeby nie musiała się kłopotać, szukać tej informacji, czytać i tak dalej, co nie jest już dla niej, dla niej proste.
I teraz to nie jest tak, bo ten opis może wskazywać, że badania jakościowe są znowu super, a ilościowe nie. Są sytuacje, w których potrzebujemy twardych liczb i chcemy wiedzieć, ilu naszych klientów zachowa się tak, nie inaczej. Ilu naszych klientów… Albo inaczej: Ile spośród firm w grupie naszej docelowej w ogóle nas kojarzy? Jak nas postrzegają? I tak dalej. Potrzebne są nam na przykład do tego do tego liczby. Jeżeli chcemy sobie porównywać, na ile są klienci zadowoleni dzisiaj, na ile będą zadowoleni za 3 miesiące czy za pół roku, też lepiej bazować na liczbach, bym powiedział, niż na takich opisach. „Fajnie, niefajnie”, „Pozytywnie”. Więc teraz, w zależności, do czego te dane potrzebujemy.
I teraz, wychodząc od tego na przykład, jeżeli potrzebujemy twardych danych i chcemy, jako przykład, zmodyfikować znajomość naszej marki i wizerunek, robimy takie badanie ankietowe, czyli tak zwane ilościowe. Kwestionariusz dostaje osoba, wypełnia i zaznaczy na przykład, jakie firmy z branży X kojarzysz? Z jakimi współpracujesz? Jak je oceniasz? I tak dalej, i tak dalej, żebyśmy mieli twarde dane liczbowe.
Niedawno robiłem podobny projekt z klientem. No i poza tym, że weryfikowaliśmy znajomość i wizerunek, też podpytaliśmy trochę o to, jak wybierają dostawców, czym się kierują, kiedy rezygnują, kiedy zmieniają. No i co jest kluczowe? Czas, terminowość i jakość. Okej, kiedy zmieniają? Na przykład jak się dobra oferta od konkurencji pojawi. Ale co to znaczy „jakość”? Co to znaczy do końca ta cena?
I teraz: czy można w badaniu ankietowym o to pytać? Można. Tylko jak wydłużymy tą ankietę, to kto z nas chciałby siedzieć nad tym nie wiadomo ile czasu? Więc teraz mamy twarde liczby, a w drugim etapie, na przykład jak coś nas zaciekawi, idziemy o krok dalej, robimy badanie jakościowe, w którym rozmawiamy z wybranymi klientami, pytamy: „Dobra, pojawiła się ta jakość, ale czym dla ciebie jest ta jakość tak naprawdę, Maciek? Co rozumiesz przez tą jakość?” Jak weryfikujesz w ogóle jakość? Jak dobierasz sobie dostawcę? No bo to nie jest takie proste przy wyborze dostawcy. Masz jakieś wcześniejsze doświadczenie, jak to wygląda? A ta lepsza oferta od konkurencji, to kiedy ona się pojawiła? Jak ci ją dostarczyli? W jakiej sytuacji? A czemu się zdecydowałeś w ogóle na zmianę dostawcy? Co cię zdenerwowało? Co takiego fajnego było w tej ofercie? I tak dalej. I tutaj pogłębiamy sobie pewne obszary.
Więc wtedy pojawia się badanie jakościowe, o którym powinienem właściwie wcześniej powiedzieć, że badania jakościowe to są na przykład wywiady pogłębione, takie jak nasza dzisiejsza rozmowa. Ilościowe to są takie ankiety, które znamy i wypełniamy, a jakościowe to na przykład wywiady pogłębione czy też grupy fokusowe, gdzie jest jeden moderator i kilka osób bierze udział w dyskusji. To takie najprostsze, bym powiedział, przykłady.
Ale są też sytuacje, w których zaczynamy od badania jakościowego, bo twardych danych nie potrzebujemy, tylko musimy bardziej zrozumieć temat. Tutaj dobrym przykładem, o którym wspominałem, jest chociażby badanie buyer persony, żeby zrozumieć cały proces, jak jest podejmowana decyzja, jaki jest problem na początku w przypadku badań B2B. Żeby zrozumieć ten problem, wyzwanie, cały proces zakupowy, poszczególne elementy, komitet zakupowy – to zrobienie tego ankietą można próbować, ale żeby dokładnie to sobie omówić, lepiej z kimś usiąść, porozmawiać i poznać całą historię i zrozumieć, jak to funkcjonuje.
Ale z drugiej strony, po co robimy też badania buyer persony? Po to, żeby zobaczyć, jakie problemy i wyzwania ma nasz klient, żeby spróbować do tego dopasować tak zwaną propozycję wartości, czyli jak my na te problemy i wyzwania możemy odpowiedzieć. No i teraz, jeżeli przygotujemy sobie listę 10, 15, bo uznamy, że tak jest super, to wtedy możemy odwrócić kolejność. Poznaliśmy klienta lepiej, przygotowaliśmy propozycje wartości i teraz robimy badania ilościowe, ankietowe, żeby sprawdzić, czy tych 15 naszych propozycji to w ogóle ma ręce i nogi, bo może stwierdzą, że tylko 5 z nich jest fajnych, a 10 jest w ogóle do odrzucenia, bo nikt by na to nie zwrócił uwagi.
Więc trochę w zależności od tego, co potrzebujemy, co chcemy uzyskać. I zdaję sobie sprawę, że nie jest to może tak takie proste, żeby to szybko zrozumieć, ale trochę kwestia tego, czy bardziej potrzebują nam liczby, czy jest potrzebna nam historia, żeby wejść gdzieś tam w ten temat. A tak jak podałem te przykłady, no połączenie tych dwóch badań daje taki pełniejszy obraz, że mamy nie tylko liczbę, ale lepsze zrozumienie całego tematu.
MS: Ja mam pytanie, żebyś to zweryfikował może, bo poprawił, czy jeśli się mylę, bo ja mam takie poczucie, że te jakościowe badania jesteśmy w stanie zrobić to samodzielnie. Znaczy, ja często robię to w procesie dla klienta, na przykład tak jak osoba, która prowadzi te wywiady pogłębione. Czy klient sam może kogoś znaleźć w firmie, kto to zrobi, przeprowadzi. Ale ja mam takie poczucie, że te ilościowe po prostu właśnie łatwo tam przekłamać. Więc jeśli chcemy mieć twarde dane, twarde liczby, to tam już trzeba podejść do tego rzetelnie i naprawdę jakby dobrze przygotować to badanie, żeby właśnie te dane były wiarygodne, a nie przekłamane.
No bo w jakościowych wciąż jest tu dużo pola do tego, żeby z tych różnych rozmów, nawet jeśli zadamy źle pytania, no to z odpowiedzi klienta możemy wyciągnąć wnioski. Tak, on sam może sprostować czasami jakąś sytuację. W tych ilościówkach, no to właśnie są proste, czarno na białym odpowiedzi i one… i tu jest większe ryzyko, że na przykład źle zadając pytania, możemy wpłynąć na odpowiedzi, które potem zinterpretujemy w inny sposób. Czy dobrze myślę? Czy ty byś to zweryfikował jakoś inaczej?
KB: Bardzo ciekawe pytanie. W sensie, zastanawiałem się jakiś czas temu, też ze znajomymi z branży rozmawialiśmy o tym, jaką rolę odgrywa, powiedziałbym, moderator w badaniach jakościowych, a jaką badacz w badaniu ilościowym, i na ile ważny jest scenariusz w badaniu jakościowym, takim wywiadzie pogłębionym versus ankieta, kwestionariusz w badaniu ilościowym.
I teraz, mówiąc o badaniach jakościowych, to podejście, powiedziałbym, jest często takie, że moderator jest kluczowy w tym procesie. Bo jeżeli masz dobrego moderatora i on nawet ma napisany przez kogoś, nie wiem, przeciętny scenariusz, to dobry moderator poradzi sobie w trakcie takiej rozmowy. Będzie wiedział, o co zapytać, wyłapie pewne ciekawe wątki, poszerzy sobie ten scenariusz i tak dalej. Nie mówimy oczywiście o ekstremalnej sytuacji, że wpuszcza moderatora z jakimś dziwnym scenariuszem, ale żeby trochę wytłumaczyć, na ile jego rola jest tutaj istotna.
Więc jeżeli w firmie mamy kogoś, kto, raz, że tak jak mówiliśmy, nie jest tak blisko procesu czy blisko klienta i jak to się mówi, potrafi łączyć kropki, jest w stanie rozmawiać, nie jest mocno nastawiony do tego, że jak szef powiedział, że produkt A na pewno jest lepszy, to on tak poprowadzi wywiad, żeby ten produkt wyszedł, że jest lepszy, tylko jest w stanie zrobić to rzetelnie i jest w stanie zadawać pytanie, poprowadzić tak rozmowę, to to super, to to nie powinno być aż znowu tak, bym powiedział, trudne.
Jeżeli chodzi o badania ilościowe, to powiedziałbym, że no, ważny ten element jest ankiety, kwestionariusza, który tworzymy. Bo jeżeli zrobimy to źle… Czasami jest tak, okej, jest czasami możliwość, żeby przerwać w trakcie, bo zobaczysz, jakie są wyniki, zobaczysz: „Dobra, to pytanie jednak źle zadaliśmy, jest bez sensu. Nic tam dziwnego, coś dziwnego nam wychodzi, więc zatrzymajmy i przerwijmy”. Ale czasami jest tak, że zrobisz 100, 200 ankiet, a więcej nie jesteś w stanie samodzielnie, bo tylko do tylu masz klientów, na przykład, dostęp. Weryfikujesz te odpowiedzi i widzisz, że wychodzi coś, coś dziwnego.
Więc jeżeli ta ankieta nie jest faktycznie dobrze przygotowana, to jest jeden z elementów, bo sam dobór tego, z kim zrobimy badanie, to jest drugi ważny też element w tym całym procesie. No to rzeczywiście jest tak, że potem możemy sobie analizować, no ale jak „weszło co weszło”, no to wielkiej analizy z tego możemy nie zrobić.
Więc zasugerowanie pewnych rzeczy w takiej ankiecie, zwłaszcza, bym powiedział, online’owej, w której nie masz ankietera, który w razie czego coś jest w stanie wytłumaczyć czy jakoś wytłumaczyć po prostu treść pewnych pytań. Chociaż jak musi tłumaczyć, to znaczy, że coś na etapie tworzenia ankiety poszło nie tak. Ale jak ktoś samodzielnie wypełnia badania online, to tak, jak napisałeś, tak jak on to zrozumie, to tak on ci odpowie.
Ten cytat, o którym wspomniałeś, mojego klienta, powstał na podstawie tego. Nie było tam całej historii w poście, że klient powiedział: „Wiesz co, jak ja biorę udział w badaniach ilościowych, to tam są takie odpowiedzi, że żadna nie jest tak naprawdę prawidłowa. Nie mam, nie ma możliwości zaznaczenia 'inne’, żebym wpisał, o co mi chodzi, więc zaznaczam tylko, która jest najbliżej. Ale jak ci ludzie później to interpretują, to ja nie wiem. A wiesz jak jest taka swobodna rozmowa, tak jak my sobie teraz rozmawiamy, to jak trochę nie do końca w tym kierunku idzie, to ja powiem, o co mi chodzi, ja wytłumaczę i ten człowiek, wiesz, może się do tego odnieść, a w takiej ilościowej ankiecie nie mam na to przestrzeni”.
Więc faktycznie tutaj, jeżeli napiszemy źle ankietę, no to dostaniemy wyniki, jakie dostaniemy. Drugi element to jest tego, z kim prowadzimy to badanie. Mówi się, że badania to są właściwe zadawanie właściwych pytań właściwym ludziom we właściwym czasie. I teraz to, jeżeli zapytasz, na przykład, chcesz porozmawiać z decydentami, bo oni powinni być grupą docelową, a w tej ankiecie weźmie udział kto inny, no to, no to, to że oni tak ci powiedzieli, to nie znaczy, że w ten sposób, że to jest dobra, w cudzysłowie, odpowiedź.
No i ten element czasu też jest istotny, ale to w każdych badaniach, bym powiedział. Bo to, czy zrobisz pod koniec roku, w okolicach świąt, czy zrobisz w okresie urlopowym, w wakacje, czy w sytuacji, w której coś dzieje się w kraju, na świecie i tak dalej, to w zależności, czego dotyczy to badanie, na ile ludzie są zajęci czymś innym, odpowiedzi też mogą być bardzo, bardzo różne.
Nie wiem, czy do końca odpowiedziałem na twoje pytanie. Jeżeli coś jest, jest jakaś wątpliwość, to śmiało.
MS: Odpowiedziałeś. Tak, sobie też wyciągam po swojemu trochę wnioski, bo jasne, zgodzę się z tym, że dobrze jest robić jedno i drugie, ważniejsze jest to, żeby połączyć ilościowe z jakościowymi w odpowiednim procesie i sposobami. A myślę sobie o takim właścicielu MŚP, właścicielu biznesu przedsiębiorcy, który musi jakby te zasoby ograniczone, bo ma mało czasu albo właśnie nie ma ludzi albo wiedzy albo budżetu, no to wszystko musi wybierać. No to te jakościowe byłyby bezpieczniejszym wyborem. Jak tak sobie czytam twoją odpowiedź, nie wiem czy się z tym zgodzisz, bo to jest bardzo duże uproszczenie, ale to taki sobie wniosek roboczy wyciągam, zresztą słuchacze sobie wyciągną z twojej wypowiedzi.
Badanie klientów czy konkurencji – co ważniejsze?
MS: Ale dążę do kolejnego pytania, które też jest takim albo albo. Trochę właśnie wiem, że pierwsze i drugie jest ważne, ale co jest w tym ważniejsze, bo coś co ja spotykam często w firmach, a pracuję właśnie najczęściej, wiesz nad strategią marki z MŚP, często z B2B, ale też nie tylko, i czym jest to często, prawie zawsze w firmach spotykam, to jest rozbudowana analiza konkurencji.
Są zawsze tam wielostronicowe powerpointy, gdzie są wszystkie informacje, co klient robi, co konkurencja robi, jaką mają komunikację, jaką ofertę, ilu mają fanów, wiesz, na poszczególnych platformach społecznościowych, jakie działania, z jakich narzędzi różnych internetowych dostępne, ile reklam mają, nie wiem, na co się pasjonują i tak dalej. I tych danych jest bardzo dużo. I to są bardzo szczegółowe opracowania, co robi konkurencja na rynku, natomiast po stronie co robią klienci, jakie są ich potrzeby, jak się zachowują na tym rynku, jest zupełna pustka. Nie ma żadnych informacji o klientach, no a mówimy o badaniu rynku. No więc to są i konkurencja, i klienci, to są to są te dwa aspekty tego rynku, które musimy badać.
Więc zmierzając do mojego pytania, co jest ważniejsze, gdybyś musiał wybrać, wiesz, co analizować i co zbadać? To co by było tym ważniejszym elementem dla ciebie, chociaż wiem, że jako badacz nie chciałbyś mówić albo, albo tylko powiesz, że pierwsze i drugie.
KB: Zakładam, Maciek, że jestem w sytuacji, w której nie przykładasz mi broni do głowy i mogę trochę pokluczyć, możemy chwilę porozmawiać.
MS: No nie jestem w stanie ci przyłożyć, jeszcze nie chciałbym tego. Ale no tak, nie, no oczywiście, nie chcę cię zmuszać do takich dużych uproszeń. Wiem, że musisz ważyć swoje słowa jako osoba, która po prostu zajmuje się tym zawodowo.
KB: Jasne, to jest trochę tak, wiesz, jak rozmawialiśmy o badaniach ilościowych i jakościowych, nie wskaże tego, które jest lepsze, to zależy od sytuacji. I teraz ja jestem zwolennikiem takiego podejścia, jeżeli mówimy o samodzielnej realizacji badań, zacząłbym od rozwiązania tego prostszego i tańszego dla mnie, ale które przyniesie mi już odpowiedzi, chociaż w jakimś stopniu na pytania, które ja sobie zadaję.
I teraz w wielu przypadkach łatwe jest, w cudzysłowie, porozmawianie z klientami, odezwanie się do nich i zweryfikowanie. W ten sposób też można zweryfikować sobie konkurencję, podpytać klientów, z kim pracują, jak oceniają, w czym są lepsi, w czym my jesteśmy lepsi, jak oceniają ich oferty i tak dalej, tym bardziej jeżeli te relacje mamy dobre to sporo informacji takich, bym powiedział, bardziej miękkich dotyczących decyzji zakupowych naszych klientów uzyskamy w zestawieniu z konkurencją.
Więc to jest jedna kwestia. Z drugiej strony, w zależności od tego, w jakiej jesteśmy branży, bo nie w każdej jest to proces, bym powiedział, prosty, możemy te informacje dotyczące konkurencji uzyskać bez tak zwanego badania, tylko z desk research, czyli informacje te, które są już dane, są zastane, i czy to są informacje z sieci, czy z raportów ogólnodostępnych, czy z innych miejsc, które możemy pozyskać, a nawet wykorzystać do tego AI, żeby nam przygotował raporty dotyczące naszych konkurentów, żeby pozyskać te informacje.
Więc trochę, bym powiedział, zależy, co chcemy uzyskać. W sytuacjach, w których przychodzą do nas firmy, i mieliśmy jedno takie zapytanie, że chcieliby na tyle poznać konkurencję, żeby wiedzieć dokładnie, jak wygląda struktura w tej firmie, jak się nazywają stanowiska i kto ile dokładnie zarabia na którym stanowisku – no to to nie jest obszar badawczy, nie taki, którym zajmuje się przynajmniej IRSM.
Ale w zależności od tego, co potrzebujemy… Ostatnio mieliśmy też taki przypadek, że mocno zależało firmie na tym, żeby pozyskać informację dotyczącą konkurentów. Jak zaczęliśmy się zastanawiać, czy uzyskamy tą informację od klientów, to nie bardzo, bo to jest taki temat, w którym konkurencja nie bardzo się dzieli. Bezpośrednie badanie… No nie bardzo, no bo klient sam będzie chciał takich informacji udzielać? No to konkurenci też wiadomo, że mu nie powiedzą. Ale można porozmawiać z producentem, z producentami, którzy współpracują prawdopodobnie z tą samą konkurencją.
I teraz jeżeli będziemy mieli informacje od producentów dotyczące konkretnego tego przypadku – nie chciałbym wchodzić w szczegóły – to na tym można już pewne informacje uzyskać, z czego może wynikać takie, a nie inne podejście naszej konkurencji. Jeżeli pracujemy z tymi samymi producentami na tych samych produktach, no to wiemy, z czego może wynikać takie, a nie inne ich zachowanie. I można szukać różnej drogi, ale gdybym musiał wybrać jedno, to pewnie bym bardziej szedł w kierunku klientów.
Z czego to wynika? Bałbym się takiego mocnego koncentrowania na działaniach konkurencji, bo to jest tak, że mówimy: „No wiesz, Maciek, ale ta konkurencja, no zobacz, jak im dobrze idzie, no super, zobacz, oni kampanię zrobili, zobacz, jak to śmiga”. Ale później okazuje się, że gdybyśmy weszli w szczegóły, to może nie do końca tak jest. Nam się coś wydaje, że tak to wygląda, że jest super, że jest ekstra i być może tak jest, a może zupełnie nie.
I nie byłbym za tym, żeby tak za bardzo się zapatrzeć na działania konkurencji, bardzo się na nich wzorować, bo jednak sytuacja każdej firmy jest inna. I czuję, że od klientów możemy sporo informacji uzyskać, które będą dla nas przydatne. Więc minimalnie ze wskazaniem, odpowiadając na twoje pytanie, bym powiedział od klientów, nie żeby w ten sposób uzyskiwać informacje.
MS: Wiesz co, dałeś mi do myślenia tą samą odpowiedzią, bo powiedziałeś że badanie klientów jest łatwiejsze. Wydaje się… Ja pomyślałem sobie o tym, że właśnie chyba dlatego w tych wielu firmach jest ta analiza konkurencji zrobiona, bo ona jest, bo ona jest łatwiejsza, dlatego że to nie jest specjalne badanie. To jest takie zaraportowanie tego, co oni zauważyli, a tam nie ma jakichś wielkich insightów tak naprawdę. Tam nie ma jakiegoś badania głębokiego, tylko takie jest raport z tego, co robi konkurencja. I to jest łatwe, bo można usiąść przed komputerem i to po prostu spisać. Ale w sumie nie odkrywamy tam żadnych żadnych ciekawych informacji.
Więc trudniejsze jest to solidne i rzetelne badanie konkurencji. Pewnie nie, to to właśnie miałeś na myśli, że jeśli chcesz to zrobić dobrze, no to faktycznie to jest trudne, no bo tutaj jest właśnie jakaś tam tajemnica handlowa i tak dalej. Do klientów łatwiej dotrzeć, łatwiej otworzyć im po prostu usta tak i… Chociaż nie wiem, czy to dobrze zabrzmiało. Łatwiej jest ich sprowokować do mówienia. Konkurencja oczywiście będzie podejrzliwa, więc trudniej te informacje… Tak, bo już zakrawamy jakieś szpiegostwo gospodarcze czasami, nie?
KB: W takich działaniach zdecydowanie tak. Potwierdzam to, co powiedziałeś. No pozyskanie takich podstawowych informacji, tak jak chociażby na głos wskazywałem, czy nie tylko, czy raporty – to tak. Ale gdybyśmy chcieli wejść w te szczegóły, tutaj jak zastanawiali się nad pewnymi działaniami konkurencji ta firma, nasz klient – no to stąd pomysł na producentów, żeby jakoś uzyskać tą informację, bo konkurencja nie będzie chciała się tym po prostu podzielić.
Więc gdybyśmy chcieli zrobić analogiczne badanie, tak jak rozmawiamy z klientami, przeprowadzić je z konkurencją, no to to rzeczywiście to będzie dużo trudniejsze, żeby uzyskać takie informacje.
Informacje od AI jako alternatywa badań
MS: No dobra, mam kolejne pytanie, które jest jeszcze chyba trudniejsze dla ciebie jako dla badacza. Zaznaczamy, że rozmawiamy na początku 2025, gdyby ktoś tego słuchał później, bo sytuacja dynamiczna. Oczywiście dotyczy to AI i tego, jak zmienia się ogólnie biznes, i cały świat pod wpływem sztucznej inteligencji.
Jaki jest wpływ AI na badania i to, co nazywamy jakimiś syntetycznymi danymi? To znaczy, kiedy, czy to już jest, czy to będzie w ogóle możliwe twoim zdaniem? Ja nie chcę, żebyś przewidywał kiedy, bo to oczywiście byłoby wróżenie z kart, ale myślę o sytuacji, kiedy nie trzeba już niczego badać, bo nam wszystko powie sztuczna inteligencja, bo będą narzędzia AI-owe, które tak naprawdę udzielą nam informacji o tym, czego potrzebują klienci, jak myślą, nie wiem, jakie są tam trendy czy czy zachowania w naszej kategorii. Czy to jest w ogóle realne twoim zdaniem? Oczywiście wiem, że tak trochę wróżymy, no bo nie wiemy tak naprawdę, co się wydarzy, ale jak na to jak na to patrzysz? Co może już dzisiaj obserwujesz, jaką zmianę tak naprawdę w temacie badań? Jaką sztuczna inteligencja poczyniła?
KB: Maciek, jako badacz z prawdziwego zdarzenia, kochający swoją pracę, mówię ci, że nigdy nie będzie takich sytuacji.
MS: A to samo mówię o strategii! Że to się nigdy nie wydarzy i nie wierzcie w to, że kiedyś wam AI napisze strategię.
KB: No właśnie… Ale przechodząc nieco poważniej do tematu, mam takie poczucie już od jakiegoś czasu, że jeśli chodzi o wspominane badania ilościowe, ankietowe, coraz więcej informacji możemy uzyskać bez przeprowadzenia tego typu badań. Nie zawsze będą to dane dokładne, nie zawsze to będą takie informacje mocno dotyczące naszej branży, ale wiesz, nawet bazując na raportach, które my wypuszczamy, dotyczące czy marketingu B2B, czy sprzedaży B2B, czy wyjścia na rynki zagraniczne, no to można tam uzyskać pewne sugestie.
Nie dotyczy to konkretnie mojej firmy czy mojej branży, ale jest to jakiś kierunek, który może mi już coś podpowiedzieć. Mogę jakoś zacząć działać na tych danych. To, co jest dostępne w sieci, to, co AI jest dla nas w stanie przygotować, jakie informacje opracować, chociażby to, co przed chwilą mówiliśmy dotyczące konkurencji, jej działań, to jest spora informacja.
Dodatkowo, jeżeli firmy – no tutaj może bardziej mówimy o dużych korporacjach, które mają sporo informacji o swoich klientach, to, co mówiliśmy dotyczące ich koszyka, aplikacji, jakie posiadają, stron internetowych i tak dalej – no też w wielu przypadkach zrobienie badania ankietowego niewiele dodatkowych informacji może wnieść, bo my już sporo tak naprawdę wiemy na temat zachowań naszych klientów.
Więc może być tak, że rzeczywiście badania ilościowe pójdą w tym kierunku, że będą taką rzadkością. Będzie coraz łatwiej uzyskać wiele takich ilościowych danych, chyba że naprawdę będziemy chcieli coś takiego szytego bardzo na miarę dla nas, no to to będzie trzeba skorzystać z takiego rozwiązania. Mówimy oczywiście o jakiejś przyszłości.
Natomiast jeżeli chodzi o badania jakościowe, czyli wywiady pogłębione – tutaj byłbym trochę bardziej wywiad pogłębiony jako przykład badań jakościowych – trochę bardziej sceptyczny. Słuchałem ostatnio ciekawego wystąpienia, w którym jedna z agencji badawczych zrobiła taki eksperyment, gdzie wybrała sobie 5 osób i poprosiła ich o wypełnienie dwóch takich podstawowych badań ankietowych z informacjami o sobie i jednego takiego dokładnego, gdzie był taki profil socjodemograficzny, tak jak podchodzimy, nie wiem, do relacji z nim, sposób spędzenia wolnego czasu, kwestia ryzyka i tak dalej.
No i teraz jeden z silników, tak nazwijmy, nakarmiono tymi podstawowymi informacjami, ten drugi już wzbogacono o to bardziej pełne badanie. No i więc mamy trzy, w cudzysłowie, osoby – człowieka plus dwa boty. No i przeprowadzono z nimi badania jakościowe. No i teraz nie jest jakimś wielkim odkryciem, że ten, który miał więcej informacji o człowieku, odpowiadał lepiej, te odpowiedzi niektóre, jak pokazywali faktyczne cytaty z tych z tych odpowiedzi, no to on brzmiał bardzo, bardzo podobnie. Jakby można by było się zastanawiać, którą udzielił człowiek, i faktycznie był bardzo podobny kierunek.
No ale my jako ludzie nie jesteśmy, powiedziałbym, tacy jednorodni, jednolici. I teraz to, że ktoś nawet, nie wiem, jest bardzo rodzinny, nie lubi wychodzić z domu, jego poziom do ryzyka jest niski, to nie znaczy, że w pewnej sytuacji jednak nie wyjdzie z domu, czasami nie zaryzykuje i nie zrobi czegoś szalonego. Taki jakiś przykład podaję z głowy. A jednak AI szedł w tym kierunku, że bardzo bazował na tych danych, które otrzymał, co zrozumiałe, i jednak te odpowiedzi niektóre mocno się tam rozwijały, nie były nawet blisko tego, co co człowiek faktycznie myślał, jakie było jego podejście.
Więc jak słyszę o takich sytuacjach, że idziemy w tym kierunku, że respondenci – tak mówimy o osobach, z którymi rozmawiamy w trakcie wywiadów pogłębionych – no nie będą potrzebni, bo AI nam zastąpi klienta i respondenta, to jeszcze jestem do tego sceptycznie nastawiony. Bo analiza nawet tego, co się wydarzyło podczas wywiadu, AI bardzo ci pomoże, wskaże pewne wątki. Jak napiszesz dobry prompt, to pokaże ci, w którym kierunku idziemy, jak możemy to analizować. Ale jednak ta rozmowa, mimika twarzy, zachowanie, ton głosu – wyczuwasz czasami, że coś jest dla klienta większym problemem, niż on faktycznie o tym mówi, bo widzisz, że mu to ciąży, że on kolejny raz to powtarza i w ogóle załamany jest, jak ci o tym opowiada.
To jest jakiś przykład. AI do końca, przynajmniej na tym etapie, zgodnie z moją wiedzą, takich smaczków nie wyciągnie i też nie zastąpi nam jeszcze w tym momencie, bym powiedział, w pełni klienta. Ale z drugiej strony, jeżeli znowu wrócimy do kwestii B2B i mamy naprawdę trudną grupę docelową i nie mamy możliwości zrobienia badania, albo ono jest bardzo kosztowne u tych osób, nie wiem, jest ciężko się do nich dostać, to można oczywiście próbować w ten sposób szukać jakiejś alternatywy, mając z tyłu głowy, że to nie jest idealne, że to jednak nie jest człowiek. Jest to pewna, bym powiedział, inspiracja, wskazanie pewnego kierunku, a nie przełożenie 1:1.
Więc nie mówię, że to jest błędny kierunek, że nie powinno się tak robić i absolutnie róbcie tylko badania, najlepiej to ze mną, ale jednak powinniśmy mieć z tyłu głowy, że może jeszcze trochę czasu potrzeba, żeby to było na wyższym poziomie, żebyśmy mogli tak w pełni z tego z tego korzystać.
To jest też kwestia tego, że pewna wiedza wiadomo w każdym szczerze, obojętnie w jaki sposób korzystamy z AI, no jest przydatna, żeby go trochę sprawdzić, zweryfikować. I bardziej to jest w kontekście jakiejś inspiracji, nawet przy tworzeniu ankiet, o których rozmawialiśmy. Ja też korzystam ze sztucznej inteligencji, tworząc ankiety, bo brakuje mi jakiejś inspiracji. Wiem, o co chciałbym spytać, ale trochę nie wiem, jakie mogłyby się pojawić odpowiedzi, trochę się zastanawiam, jak to nazwać. I teraz on mi podpowiada, no ale wiem, co z tego, co mi mówi, jest jakąś bzdurą i tego nie wykorzystam, a co fajnie jest, z czego jest fajnie skorzystać.
MS: Tu takie miałem dwa przemyślenia, jak ciebie słuchałem. Z jednej strony AI w taki sposób uśrednia. Tak, to jest taka najbardziej daje nam najbardziej oczywiste, najbardziej prawdopodobne odpowiedzi, czyli siłą rzeczy będzie uśredniał te różne informacje, szukał jakichś takich wspólnych mianowników.
A w badaniach jakościowych, jak też o tym wspomniałeś, szukamy tych smaczków, tych, że ludzie są różni, i to nam może jakoś nas zainspirować, że właśnie te detale takie, te takie poboczne wątki, czy właśnie jakieś reakcje, na które aspekty mogą mogą być tym takim odkryciem, insightem, który nam nas prowadzi w zupełnie inną stronę. I faktycznie tutaj jakby skujemy takie takie wygładzone, trochę uśrednione, przynajmniej dzisiaj jeszcze, rzeczy.
A druga jest taka sprawa, że ostatnio miałem taki na taki case, że no w jakimś tam projekcie w strategii generalnie tam sobie czatowałem z ze sztuczną inteligencją, oczywiście, i jakby zderzałem tam te myśli i ona podsunęła mi taki fajny wniosek na jakiś tam temat odnośnie zachowań klientów w tej kategorii. No i potem jak prezentowałem klientowi koncepcję, no to mieliśmy tam jakieś informacje, które zdobyliśmy gdzieś tam z badań ogólnych, dostępnych, jakościowych czy badań, które były, czy ilościowych, badań jakościowych, które robiliśmy.
Pojawił się ten wniosek i nawet mówiłem, skąd ja go mam. Ja mówię, że na ChatGPT go odpytałem. No i od razu jest takie, że no nie ufamy tam mu jeszcze wciąż, że to jest takie wymyślone i… Mówię, no odpowiedzi ludzi też są wymyślone w pewien sposób przez nich. Więc jakby myślę, że ta bariera też może być cały czas jeszcze tego, czy my zaufamy tym danym, które nam, tym informacjom, które nam AI wypluje. Ale faktycznie być może zaskoczy nas to, jak to się, to się będzie rozwijać.
5 kluczowych zasad
MS: No dobrze, dużo powiedzieliśmy. Czy jesteśmy w stanie pozbierać takie kluczowe… Znaczy powiedzieliśmy, ty powiedziałeś, nie podłączając się pod wiedzę, którą się dzielisz. Dużo rzeczy powiedziałeś. Jakie kluczowe zasady możemy sobie zebrać? Takie, wiesz, najważniejsze elementy, jakieś taką checklistę tego, o czym trzeba pamiętać?
KB: Pierwszy element, na który zwróciłbym uwagę, to jest, jakkolwiek banalnie to zabrzmi, to jest cel. Już przychodzą klienci i mówią na przykład: „Chcielibyśmy zrobić badania satysfakcji”. Ja mówię: „Ale po co?”. I oni mówią: „No żeby się dowiedzieć, na ile zadowoleni są nasi klienci”. Mówię: „Okej, może źle zadałem pytanie, słusznie, ale dlaczego chcemy się dowiedzieć, na ile oni są zadowoleni?”. „No bo wie pan, bo tam ostatnio nam trochę klienci odchodzą” i tak dalej.
Więc teraz kwestia zastanowienia się, po co tak naprawdę chcemy robić to badanie, ustalenie tego celu. Nawet niektórzy podpowiadają, żeby je zapisać na kartce, w Wordzie, gdziekolwiek, przy prowadzeniu dalszych badań związanych z badaniem, żeby cały czas mieć przed oczami ten cel, żeby przy kolejnych krokach cały czas przyświecał nam ten cel. Więc cel, po co tak naprawdę chcemy się pewnych informacji dowiedzieć i szczerze sobie odpowiedzieć na to pytanie, to jest kluczowe.
No i teraz wrócę do wypowiedzi, o której powiedziałem, że badanie to jest zadawanie właściwych pytań właściwym ludziom we właściwym czasie. Te trzy elementy. Zacząłbym od ludzi, czyli jeżeli już mamy cel, to z kim tak naprawdę chcemy porozmawiać, kto nas najbardziej przybliży do tego celu.
I teraz nie chcę jakoś tutaj może spłycać, ale czasami, powiedziałbym, że często jest tak, że w B2C, jeżeli mamy klienta i z nim porozmawiamy, no to on wiele jest w stanie nam powiedzieć. Prawdopodobnie on korzysta z tego produktu, no chyba że kupił na prezent, no to jest trochę inna sytuacja, ale on generalnie korzysta, jest w stanie nam dużo powiedzieć. W B2B jest to bardziej rozbudowane, bo jest komitet zakupowy i to jest trudniejsze.
I teraz porozmawianie ze wszystkimi osobami w firmie, które są zaangażowane w proces zakupowy, nie jest tak proste. Więc trzeba by się zastanowić, z kim rozmawiać na ten temat. Wspominałeś o LinkedInie, moim poście na ten temat. Też napisałem post, więc jeżeli ktoś miałby ochotę, to serdecznie zapraszam. Ale mogę podpowiedzieć, że ja w firmach B2B nazywam taką osobę liderem, czyli osoba to – to niekoniecznie jest ostatni decydent na samym końcu, który przybija pieczątkę, mówi: „Dobra, to zróbmy zróbmy to z Maćkiem. Niech tak będzie.”
Brzmi to sensownie, bo bo prezes, który przybija pieczątkę, może być tylko i wyłącznie na ostatnim etapie, nie ma totalnie pojęcia, skąd pojawiła się ta potrzeba, jaki był problem, jakie było wyzwanie, jak szukaliśmy firm, kogo braliśmy pod uwagę, dlaczego tak, jakich szukaliśmy rozwiązań i tak dalej. Więc fajnie poszukać osobę, która jest blisko tych wszystkich procesów i nawet jeżeli w nich wszystkich nie uczestniczy, to chociaż jest w stanie nam powiedzieć, dlaczego tak to wygląda, kto w nich uczestniczy, przekazać nam jak najwięcej informacji. Nie zawsze jest to łatwe, ale próbowałbym takiej osoby szukać.
Jeżeli mamy już właściwe osoby, no i teraz wiesz, jeżeli chcemy zrobić, bym powiedział, takie rzetelne badanie, a nie takie, żeby pokazać, że tam 90% naszych klientów jest zadowolonych, no to też dobór taki, żebyśmy faktycznie starali się dobrać tych klientów, takich, taki przekrój tych klientów. A nie, że wiemy, że tam ci są najbardziej zadowoleni, to tylko ich spytam, bo wtedy wyjdą nam dobre wyniki. Więc tutaj dobór tych osób, z kim chcemy porozmawiać, żeby te wyniki wyszły rzetelnie, żebyśmy dostali informację, jest ważne.
Druga, trzecia kwestia, no to kwestia pytań. I teraz tutaj pewnie moglibyśmy godzinę spędzić w tym obszarze. Nie chcę jakoś straszyć, ale no podejście do tego, to na co zwróciłem głównie uwagę, to jest kwestia takiego nie sugerowania, nie nakierowywania na pewien kierunek.
Bardzo bym chciał, żeby firmy prowadziły badania nie dlatego, żeby uzyskać konkretny wynik, tylko dlatego, żeby się czegoś dowiedzieć, żeby zrozumieć, żeby być bliżej klienta. I teraz jeżeli postaramy się tak uczciwie zadać to pytanie, żeby naprawdę się dowiedzieć, a nie zasugerować i pokazać odpowiedź że to, to tak nie do końca, ale jakbyś tą pierwszą zaznaczył, to to faktycznie to jest ten kierunek, którym idziemy.
No to to jest to jest taki obszar, żeby te pytania ułożyć takie z jednej strony, żeby faktycznie przybliżało nas do celu. Praktycznie przy każdym pytaniu się zastanawiam, czy ono ma sens i czy ono mnie przybliża do tego celu, który sobie postawiliśmy na na początku. No i patrząc też na pytania, myślę sobie: „Okej, czy jak widzę te odpowiedzi i potem zobaczę tabelę z wynikami albo wykres, czy też nawet jeżeli prowadzimy badania jakościowe i to będzie wywiad i usłyszę odpowiedzi, to czy ja będę wiedział, co ja chcę z tym zrobić?”. Bo jeżeli uzyskam odpowiedzi i tak naprawdę nie będę wiedział, to znaczy, że trzeba coś zmienić i zaprojektować to trochę inaczej.
No i właściwy czas, też chwilę o tym rozmawialiśmy, żeby się zastanowić. Teraz mamy taki przypadek firmy, która będzie zmieniała, podnosiła ceny klientom, i teraz pytanie, czy robimy badania teraz, gdzie też chcemy przeprowadzić między innymi badania satysfakcji? Czy robimy później, bo te wyniki będą inne? A może warto zrobić tak zwane dwie fale, czyli badania teraz, zobaczymy, jak zmienią się te wyniki krótko po tym, jak zmienimy ceny. Jak to wpłynie? To już jest gdzieś do zastanowienia się, na czym nam faktycznie zależy, ale należałoby wziąć to pod uwagę. No znowu okres urlopowy, świąteczny i tak dalej, co się dzieje na świecie, w kraju, że może to wpłynąć na wyniki naszego badania.
No i piąty taki element, bym powiedział, to jest kwestia testowania. Testowanie, jakkolwiek znowu banalnie to wyszło, to jest no naprawdę ważne. Nie to nie jest tak, że jeżeli jest się dobrym badaczem i robi się to od 12 lat, to zrobisz idealny scenariusz do badania jakościowego. Nie, przeprowadzasz dwie, trzy pierwsze rozmowy i widzisz, że tam jedno pytanie jednak nie do końca, nie że nie siadło, więc jest etap… To jest też plus badań jakościowych, że możesz to sobie zmienić, ale też testujemy przed.
Jeżeli robisz badania ankietowe i zrobisz je w wersji online, przejdź też sam to badanie, przeklikaj te odpowiedzi, zobacz, czy to ma sens, czy ta kolejność… Zbudowania takiej… Ja staram się w badaniach ankietowych budować historię, czyli odwzorować ścieżkę klienta na przykład, czyli po kolei te etapy, żeby nie było skakania po tematach, bo on się trochę zagubi, nie będzie wiedział, o co chodzi.
I też mi się zdarzały sytuacje, w których zobaczyłem ankietę dopiero w wersji online’owej, klikam, mówię: „No Korneliusz! No jak ten biedny człowiek, wiesz, odnosząc się do znanego cytatu, ma cokolwiek tu zrozumieć, jak ty się gubisz w tym? A ty to napisałeś”. Więc zmieniamy kolejność.
Więc to testowanie jest bardzo ważne. I jeżeli robicie badania telefoniczne, zadzwońcie do swojego kolegi, który nie wie zbyt wiele o badaniu i spróbujcie, zobaczycie, co nie gra. On wam powie, że czegoś nie zrozumiał, coś jest niejasne.
Fajnie jest też testować, bym powiedział… Czasami firmy mówią, że nie chcielibyśmy przepalić tych pierwszych ankiet, i kontaktu z naszymi klientami. Pierwsze wywiady na pewno nie będą idealne, nie ma się co oszukiwać, ale może warto wybrać tych klientów, którzy są nas najbliżej i powiedzieć im wprost, że chcemy zrobić badania, ale to są nasze pierwsze wywiady, żeby trochę przetestować pewne rozwiązania i żeby podpowiedzieli, jak jak to widzą. Więc to testowanie jest też takim elementem bardzo ważnym.
No na tych pięciu elementach bym się gdzieś skoncentrował. Tak naprawdę, jeżeli ktoś to robi pierwszy raz, pojawiają się nawet taki problem, jak zaprosić klientów? O czym powiedzieć? O czym nie mówić? Jak ich nakłonić do tego badania? Więc tych elementów jest trochę. No ale z drugiej strony, no zachęcam do tego, żeby próbować.
To to nie jest jakiś rocket science, więc więc warto spróbować, zaczynając od tego celu, stworzyć takie badanie i próbować, a później gdzieś to podoskonalić. No i ważny element – jak robicie badania, to korzystajcie z nich. Dajcie takie poczucie klientom, że to, co zrobiliście, miało sens. Poza nimi, tak żeby oni wiedzieli, że poświęcili swój czas nie dlatego, że wam się nudziło albo prezes wymyślił, że trzeba zrobić badania.
Tylko okej, to nie jest tak, że wykorzystacie wszystkie pomysły, bo nie wszystkie też będą dobre i trafne, ale jeżeli klient poświęca wam czas, to fajnie jest pokazać, co z tym zrobiliśmy i co nam to dało, bo to też chętniej to też wpłynie na to, że klienci w przyszłości też, jeżeli będziecie znowu potrzebowali ich pomocy, wezmą w tym udział, bo będą widzieli w tym sens i to, że mają jakiś wpływ realny na to jak wyglądają wasze działania.
Ile kosztują badania?
MS: Okej, dzięki za tych pięć elementów. Myślę, że jest bardzo przydatna i praktyczna. Na koniec chciałem powiedzieć… ale na koniec zostawiłem tak naprawdę jeszcze jedno pytanie. To trudne, od niego w sumie zaczęliśmy. Ja je często dostaję też w procesie, bo mówię, ktoś przychodzi po strategię. Nie mamy trochę danych, może trzeba tych klientów przebadać, no i pada to pytanie, o którym powiedziałeś, że jestem blokerem często: „Ile to będzie kosztowało?”.
I ja mówię: „To zależy oczywiście od wielu aspektów”. Jak każda agencja czy firma badawcza, do której pójdziemy, powie: „No to zależy od celu, od tego kto, gdzie, jakimi metodami”. Ale gdybyśmy mieli jakieś takie, nie wiem, kilka scenariuszy, nawet jeśli trzeba rozpisać na szybko albo pokazać takie widełki, ile to naprawdę może kosztować? Jakie to są w ogóle budżety? Wiesz, że to są naprawdę setki tysięcy, dziesiątki? Myślę o tym scenariuszu, kiedy nie robimy tego sami.
KB: Oczywiście odpowiedź „to zależy” jest najbliższa i naprawdę najlepsza. U nas na stronie też się pojawia w najczęściej zadawanych pytaniach to pytanie: „Ile to kosztuje?”, i tam kierujemy to na bezpłatną konsultację, która faktycznie jest bezpłatna, i łatwiej jest tam wtedy dokładnie wycenić. Ale możemy spróbować o jakichś ramach porozmawiać.
Więc w przypadku B2B, projektów, które zdecydowanie częściej obecnie wyceniamy, no to możemy zaczynać, bym powiedział, od kilkunastu tysięcy złotych, w zależności od tego, jak bardzo jest to rozbudowany projekt. No to później gdzieś już kilkudziesięciu tysięcy. Powiedziałbym, że między 30 a gdzieś tam 60, 70 000, w zależności, jak duże miałoby być to badanie.
To jest też tak, że sporo firm B2B zaczyna swoją przygodę z badaniami. Z takimi klientami też w dużej mierze pracujemy. Więc tak jak mówiłem, no my rekomendujemy często to najprostsze rozwiązanie. Nie szalałbym od razu z budżetem wielkim, bo być może to mniejsze badanie da nam naprawdę dużo informacji, to nam wystarczy, a może w drugim etapie zrobimy coś większego, jeżeli faktycznie będzie nam to potrzebne. Więc tak bym widział te budżety.
I tutaj mówię o badaniach w Polsce. Zdarzają nam się też wyceny na rynkach zagranicznych, no tam jest inna waluta, więc więc no to faktycznie też koszty są, bym powiedział, wyższe.
W przypadku B2C koszty mogą być niższe, aczkolwiek nie muszą być, w zależności od tego, czego potrzebujemy. Ale to też, nawet jeżeli potrzowalibyśmy jakieś bardzo proste badanie, nie będziemy oczekiwali jakiegoś wielkiego, nie wiem, pięknego raportu i tego, że ktoś poświęci nam nie wiadomo ile godzin na prezentację i warsztat, omówienie tych wyników i tak dalej, tylko takie chociaż wstępne informacje, to myślę, że nawet gdzieś w okolicach 10 000 zł czy trochę mniej możemy coś podstawowego zrobić, jeżeli to jest naprawdę prosty, prosty projekt.
A później już ta cena znowu wyjdzie gdzieś, gdzieś w górę, w zależności od tego, ile osób chcielibyśmy przebadać, jak trudno jest do tych osób dostać, czy to będzie projekt tylko, nie wiem, badanie ilościowe, czy łączone, więc więc tak bym powiedział.
Wiem, że nie jest to super odpowiedź, ale naprawdę nie jest to aż tak proste. A jeszcze przy B2B to jest bym powiedział, piękno też specyfiki badań B2B, że tutaj każdy projekt naprawdę jest inny. I trochę się śmiejemy z tego, że firmy mówią, że: „Wie pan, bo nasza firma i nasza branża to jest specyficzna”. Ale taka jest prawda, jeśli chodzi o badania, i tutaj każdy projekt, co dla mnie jest super, jest nowym wyzwaniem, jest inną kartą.
I faktycznie starannie wyceniamy to po prostu osobno. Nie mamy też w ofercie, taką usługę – mówiąc o tych dolnych widełkach – w sytuacjach, kiedy firma chciałaby realizować samodzielnie projekt, robi to pierwszy raz i trochę się obawia pewnych rozwiązań, usługę badacza na godziny, gdzie pomagam firmom przejść przez ten proces.
Uczymy, jak przeprowadzić badanie, jak to zrobić, na co zwrócić uwagę, żeby może to pierwsze badanie pomóc przygotować, zaprosić klientów, przeprowadzić to badanie, przygotować scenariusz czy ankietę, znaleźć odpowiednie narzędzia, na przykład internetowe, z których moglibyśmy później też w przyszłości korzystać. Taka podpowiedź, jak takie badania prowadzić, na co zwracać uwagę.
Więc taka opcja też istnieje, no i to są już koszty niższe niż to wspominane kilkanaście tysięcy złotych, w zależności od tego, jak duży musiałby być to pakiet godzinowy, tak to nazwijmy.
Polecajka książkowa
MS: Bardzo konkretnie odpowiedziałeś. Ja wiem, że to są trudne pytania i trudno jest tak rzucać kwotami, jakimiś deklaracjami, tym bardziej że reprezentujesz też poniekąd biznes, tak więc wiadomo, że te procesy handlowe też różnie się odbywają. Ale rozumiem, że mówimy o tym, jak to może wyglądać na rynku w różnych opcjach.
I ta informacja, że to zaczyna się od kilku, od 10, kilkunastu tysięcy, jest chyba dosyć pozytywnym przekazem, że to nie musi być 50. A to, co powiedziałeś, często to są właśnie te 20-30, powiedzmy, że to nie jest coś, co dla biznesu jest nie do udźwignięcia. Więc myślę, że w kontekście tego wszystkiego, co powiedziałeś dzisiaj, te jakby te wartości, które płyną z tych informacji, to jest coś, co przynajmniej wiemy teraz. Tak, słuchacze wiedzą, jak sobie to przekalkulować i przeliczyć.
Ale jeszcze chciałem dopytać, czy masz jakąś książkę, którą byś chciał zarekomendować, polecić? Przyznaję się, że starałem się odrobić pracę domową, odsłuchałem oczywiście przynajmniej kilka odcinków twojego podcastu. Nie tylko dlatego, żeby się przygotować, ale też sobie zweryfikować, jakie pytania mogą się pojawić. Więc o książce myślałem, myślałem, nie ukrywam, „Liczby się liczą”, ale wiem, że się już pojawiła na łamach twojego podcastu, ale dobrze, że wybrałem… Książkę… podbijam też o tej rekomendacji…
KB: Tak, no to mówię, jeżeli ktokolwiek pracuje z liczbami i obojętnie, czy to są badania, księgowość, cokolwiek, i jakkolwiek o nich opowiada albo pisze, to moim zdaniem warto by było przeczytać tę książkę. Ale książkę, o której chciałbym powiedzieć, nie wiem, czy się pojawiła na łamach podcastu, najwyżej powiesz, że też podbijam, to jest książka „Od dobrego do wielkiego” Jima Collinsa.
Z jednej strony to jest książka, bym powiedział, o tym, jak z firmy, no tak jak w tytule jest, z dobrej można stać się wielką. Badacze analizowali to, brali pod uwagę wiele czynników. Dla mnie, wiesz, taką… Czułem się jak chłopiec z piaskownicy, jak czytałem o tym, jak opowiadali o tym badaniu, jakie firmy brali pod uwagę, dlaczego takie, dlaczego z niektórych zrezygnowali, na jakie czynniki zwracali uwagę.
To jest fajna lektura też pod tym względem w kontekście badań, żeby sobie zobaczyć… Może segmentacji to jest dużo powiedziane, ale trochę takiego podejścia, jak możemy właśnie dobierać firmy czy też osoby do badań. Kiedy z niektórych warto zrezygnować, co może mieć wpływ i przełożyć się na konkretne wyniki. Więc bardzo fajne pod tym względem.
Bardzo szczegółowo jest opisana metodologia. Oczywiście możemy zgadzać się z nią bardziej albo mniej, ale bardzo fajnie jest ona opisana, przedstawiona, na co można zwracać uwagę przy doborze na przykład firm, czy tak zwanej próby badawczej, czyli osób, które wezmą udział w badaniu. To ze względu na to wybrałem właśnie tą książkę.
MS: Mega ci dziękuję za tą rekomendację. No i cóż, jak pytam zawsze, gdzie można kogoś znaleźć? Mieliśmy już, że na LinkedInie ciebie chyba najlepiej szukać i do Korneliusza linkujemy, linkujemy do IRSM, aby tam też się trochę doedukować czy sprawdzić te opcje, o których wspomniałeś.
No i ja ci mega dziękuję za to, że podzieliłeś się całą tą swoją wiedzą, tym doświadczeniem kilkunastoletnim. Mam nadzieję, że trochę pomoże to wielu przedsiębiorcom czy marketingowcom poukładać sobie w głowach ten temat i na nowo przemyśleć może to podejście do badań. Mega, mega ci dziękuję za udział w tym odcinku.
KB: To ja też dziękuję za taką możliwość, że mogłem trochę porozmawiać o badaniach, bo tak jak mówię, gdzieś to jest moim marzeniem, żeby więcej w tym obszarze się działo i mam nadzieję, że trochę do tego się przyczynię. Więc tak, śmiało na LinkedInie, wiele razy zapraszałem na bezpłatną konsultację. Ja się też w końcu prawdopodobnie, jeżeli będziemy w stanie pomóc, pojawię, więc zapraszam do takiego kontaktu.
MS: Dziękujemy mega za udział, za wysłuchanie tego odcinka do końca. Ja polecam, żeby subskrybować, żeby słuchać kolejnych i do usłyszenia. Dzięki!
Co o tym myślisz? Napisz