Event marketing
Wywiad

54: Jak robić Event Marketing? → Piotr Kalewski


Każda marka walczy o silną pozycję w świadomości klientów, a w zapisaniu się w tej świadomości bardzo pomagają doświadczenia zmysłowe. Eventy to okazja, która porusza wszystkie zmysły i zapewnia niezapomniane doświadczenia. Warto o nich pomyśleć, jeśli budujesz markę – niezależnie od branży!

O to, jak zabrać się za event marketing, aby zrobić to sensownie, zapytałem eksperta w tej dziedzinie, czyli Piotra Kalewskiego.

Strona Piotra → https://www.kalewski.com/

Linkedin Piotra → https://www.linkedin.com/in/piotr-kalewski-strategia-marketingu/.

Wolisz słuchać? Markotwórstwo znajdziesz w aplikacjach podcastowych oraz w Spotify, do którego linkuję poniżej.

Transkrypcja odcinka ↓

Piotr: W czasie wydarzenia łapiesz wszystkie zmysły odbiorcy i masz go tu i teraz – pełne skupienie, pełen fokus. Jeżeli on jeszcze kupił bilet, to czuje, że chce z tego wyciągnąć jak najwięcej. To jest marketing doświadczeń, czyli w czasie eventu mam wszystkie zmysły. Mogę zaprojektować całą ścieżkę od wejścia na event, od zaproszenia, przez szatnię, lobby, catering. Wszędzie tam mogę dać milion różnych doświadczeń. Każdy punkt styku będzie budował zapamiętywalność mojej marki i przywiązanie do niej.

Eventy nie są zarezerwowane tylko dla dużych marek i dużych budżetów. Uważam, że najlepsze eventy to nie są te na ogromnych budżetach, tylko te z największą kreatywnością i dobrze przemyślane. Tutaj trzeba się na chwilę zatrzymać i powiedzieć sobie coś bardzo głośno. Traktujemy eventy w dwóch kategoriach: albo jest to rozrywka, stricte rozrywka, czyli jedziemy, „odpalamy wrotki”. Wiadomo – film, impreza integracyjna, widzimy te obrazy, to się dalej dzieje. Albo druga opcja, czyli event marketing jako skuteczne narzędzie marketingowe do realizacji pewnych celów. Te cele głównie są trzy: albo jest to sprzedaż, zwiększenie sprzedaży, albo jest to obszar rekrutacji pracowników, czyli wydarzenia HR-owe. Trzecia perspektywa to są wydarzenia wizerunkowe, gdzie chcemy pokazać się jako firma, nasze wartości, i robimy swoje wydarzenia. Jakbyśmy mieli przygotować komuś taką paczkę, którą ma sobie wynotować, to przede wszystkim…

Maciek: Zanim Piotr przedstawi ci paczkę swoich porad, ja muszę przedstawić Piotra, który jest gościem dzisiejszego odcinka. Piotr Kalewski, czyli przedsiębiorca, wykładowca, trener, strateg i prelegent. Od dwunastu lat wspiera firmy w budowaniu skutecznych strategii marketingowych. Specjalizuje się właśnie w event marketingu i marketingu doświadczeń. Przeszedł całą ścieżkę: od event menadżera w agencji, przez szefa marketingu po stronie klienta, aż do założyciela Event Marketing Institute. Zrealizował ponad siedemset projektów dla topowych marek z różnych branż, więc naprawdę wie, o czym mówi. Za chwilę się o tym przekonasz, więc zachęcam cię do wysłuchania całego odcinka aż do samego końca. Zapraszam.

Witajcie w kolejnym odcinku podcastu Markotwórstwo. Dzisiaj bardzo ciekawy temat, bo event marketing i bardzo ciekawy gość, bo człowiek, który zna się na tym, o czym będziemy rozmawiać, bardzo dobrze. Myślę, że czeka nas ciekawa rozmowa. Przejdziemy perspektywę MSP, czyli małych i średnich firm, bo takie najbardziej zmagają się z marketingiem, a z takimi też współpracujemy i Piotr, i ja. Myślę, że pomożemy wam trochę ten temat lepiej rozgryźć i w przemyślany, mądry sposób do niego podejść. Piotr Kalewski, mój dzisiejszy gość. Cześć. Witaj w podcaście.

Piotr: Dzień dobry, witaj. Bardzo dziękuję za zaproszenie. Bardzo się cieszę, że nam się udało w końcu złapać. Trochę żeśmy się umawiali, umawiali, ale człowiek od eventów jest zabiegany.

Maciek: Ja zresztą też, ale jesteśmy, nagrywamy i jesteśmy tutaj po to, żeby wam opowiedzieć trochę o event marketingu i o tym, jak do tego podejść. Coś, co brzmi łatwo, bo wiemy, czym są eventy, wiemy, czym jest marketing. Pytanie, czy wiemy, jak to mądrze połączyć? Jak to zrobić? Ja zacznę od pytania: czy eventy online to też jest event marketing, czy to musi być ta relacja na żywo, człowiek z człowiekiem? Jak na to patrzysz?

Piotr: W ogóle warto zacząć od tego, że eventy to jest bardzo duży worek. To są dożynki na Podlasiu, otwarcie ogromnej hali produkcyjnej, ale też otwarcie olimpiady. To wszystko to są eventy. Tak, jak najbardziej, eventy online są eventami. Więc, jeżeli robisz całodzienną konferencję online, jest to event.

Maciek: To dobrze, to powiedz mi, jak to wygląda z tą sytuacją postpandemiczną? Trochę lat minęło. Jest pewnie 2025, jak to nagrywamy. Nie wiem, kiedy ktoś tego jeszcze słucha, więc już minęło trochę czasu od tego. Pamiętamy wszyscy, jak to wyglądało i to wieszczenie, że to już jest koniec tego wszystkiego, co się dzieje offline, że już teraz przeniesiemy się z całym marketingiem i z tym naszym życiem do sieci. Jak to wygląda dzisiaj? Jaki jest stan eventów w Polsce po tym, jak kurz po pandemii trochę opadł?

Piotr: Wiesz co, warto pokazać jeszcze taki obraz. Ja w tym temacie jestem od dwunastu lat, więc wyobraź sobie, że przed pandemią to jest taki czas, kiedy świadomi biznesmeni, świadome marki, robią już naprawdę fajne wydarzenia i tam już jest super marketing na tych eventach. I nagle przychodzi pandemia i wszystkie eventy, które mieli zakontraktowane na cały rok, zaliczki, najpierw są zamrożone, przesuwane terminy o te lockdowny na wrzesień, na grudzień. Potem, kiedy już wiemy, że nie będzie tych eventów, to bardzo wiele agencji upada. Część się ratuje, szukając rozwiązań. Tu pojawia się online. I w tym online’ie dzieją się cuda, no bo każdy próbuje na swój sposób. Z jednej strony mamy konferencje i przenosimy się z konferencjami online. Na początku jest pik, potem widać, że to troszeczkę słabnie, ale spotkania z handlowcami, spotkania integracyjne, spotkania gwiazdkowe nabierają ciekawych formatów i tu rodzi się kreatywność. Wiesz, mam taką agencję, z którą współpracujemy, gdzie wymyślili taki koncept, że jest spotkanie gwiazdkowe online, w czasie którego gotujesz na żywo z panem Makłowiczem, a do domu dostajesz box ze wszystkimi produktami. I ty sam przed tą kamerką gotujesz, a wieczorem jest jakiś koncert.

Brałem udział w takim wydarzeniu, gdzie było wydarzenie online, transmitowane dla wszystkich pracowników, a offline tyle, ile udało się na sali przygotować koncert i wydarzenie, które było transmitowane na żywo. Były ograniczenia, ile osób może być na takim wydarzeniu, więc część była na prawdziwym, przed sceną, a większość pracowników była przed kamerami. No i teraz co się dzieje dalej? Kończy się pandemia. Wszyscy mówią, że te formaty z nami zostaną, i one zostały, ale zmieniła się troszkę forma. Ludzie są bardzo głodni relacji z drugim człowiekiem i bardzo byli spragnieni tego, że nie było tych eventów na żywo. Więc widzę z roku na rok coraz większy rozwój, co widzimy po wszystkich spotkaniach networkingowych, IT cornerach, wiesz, Social Media Czwartkach. Te spotkania, które w każdej branży tak naprawdę powstają, widać, że ludzie chcą się spotykać. Jest tego coraz więcej, a w online’ie zostało to, co jest albo zbyt kosztowne, albo zbyt trudne logistycznie, albo po prostu wygodniej na szybko zorganizować szybką konferencję online.

Maciek: Czy trochę jest tak, że ta kreatywność już przygasła? W sensie, jeśli nie musi, wtedy wynikała z tego, że musieliśmy cokolwiek robić i kombinować. Czyli jednak wybieramy te relacje offline’owe, jeśli możemy, jeśli nam to pozwala koszt i tak dalej.

Piotr: Wiesz co, to wynika chyba głównie z tego, że w czasie wydarzenia łapiesz wszystkie zmysły odbiorcy i masz go tu i teraz, pełne skupienie, pełen fokus. Jeżeli on jeszcze kupił bilet, to czuje, że chce z tego wyciągnąć jak najwięcej. A w online’ie, no to wiadomo, możesz sobie włączyć konferencję, w tym czasie gotować i oglądać meczyk, albo w ogóle możesz się zarejestrować na nią i nie dotrzeć, albo możesz sobie obejrzeć potem nagranie, i to nam się trochę rozmywa, i ta interakcja z odbiorcą, nawet jeżeli jest okienko czatu, są pytania, to dalej nie jest to samo, bo nie ma tego kontaktu bezpośredniego. I tu widać, że organizatorzy wolą jednak wydać troszkę więcej budżetu i spotkać się na żywo, choćby to było krótsze spotkanie, mniejsze spotkanie, niż robić online.

Maciek: Okej, no mi to jest mega bliskie. Ja jestem też takim mega offline’owcem, i jak na przykład organizuję szkolenie, to nie jestem w stanie, to znaczy często jestem pytany, żeby to zrobić online. Wciąż się przed tym bronię i uważam, że takie spotkanie na sali ma dużo większą, dużo inną moc, po prostu energię i tak dalej.

Piotr: Więc dodam, że super wychodzą takie modele, gdzie sobie to łączysz. Masz na przykład, jak ty mówisz o tym szkoleniu, że robisz szkolenie stacjonarne, potem robisz sobie jakąś część online, taką dogryweczkę. Potem spotykasz się drugi raz na przykład stacjonarnie, robisz sobie z tego klamrę. Robi się super fajny produkt, gdzie masz też ten kontakt pomiędzy i to da się zrobić dobrze.

Maciek: Okej, okej, super. Obiecałem, że przyjmujemy perspektywę MSP. No i w MSP jest tak, że sobie myślimy: „Ojej, gdybyśmy my mieli te budżety tych wielkich firm, to byśmy robili cuda na kiju. Ale nie mamy, i to nas ogranicza”. Nie chciałbym za bardzo otwierać worka z tematami, że jak ma się duży budżet, to też można dużo zepsuć, i nawet może łatwiej jest dużo zepsuć. Może do tego jeszcze gdzieś tam między wierszami wrócimy, ale teraz perspektywa MSP. Czy ja to dobrze rozumiem, o tym, czym w ogóle są eventy? Bo ja sobie tak rozumiem trzy, jakby, stopnie wtajemniczenia: możemy brać udział. Wysyłam ludzi na konferencje, na targi, żeby sobie pochodzili, porobili coś. Po prostu networking, zdobywanie kontaktów, nie wiem, obserwacja, rozmowa z klientami i tak dalej. Możemy, nie wiem, wystawić się na jakichś targach czy na jakiejś konferencji ze swoim stoiskiem, tak? A ten trzeci, no to jest: organizujemy coś sami, coś własnego. Pewnie dla wielu firm, przynajmniej myślę z doświadczenia, z rozmów z wieloma przedsiębiorcami, jest już czymś, co wydaje się zarezerwowane dla tych wielkich. I teraz, czy ja dobrze o tym myślę? Jak w ogóle event marketing, ten, w którym ty siedzisz, który współtworzysz, jak to wygląda?

Piotr: Ja myślę, Maciek, że jeszcze pomiędzy moglibyśmy włożyć takie elementy, gdzie wchodzisz na przykład jako partner i partycypujesz w jakimś wydarzeniu. Jesteś sponsorem i partnerem i wtedy masz dużo większe przywileje niż wystawianie się. Mamy jeszcze taki format, gdzie na przykład uczestniczysz w wydarzeniu i część tego wydarzenia jest twoim, nie wiem, na przykład na Woodstocku miasteczka różnych marek, które się wystawiają. To jest też trochę inna relacja. Więc moglibyśmy jeszcze troszkę powymieniać, ale na potrzeby tego odcinka, żeby się nie rozdrabniać, możemy przyjąć, że wysyłam ludzi, uczestniczę, albo wystawiam się gdzieś i jestem częścią czegoś większego, ale to nie jest mój event. I trzeci podział: tworzymy własne wydarzenie, mniejsze lub większe.

Od razu odpowiadając: to zależy od tego, czego oczekujesz. Jakie ty masz potrzeby biznesowe i do czego wykorzystujesz eventy? Jeżeli jesteś świadomym przedsiębiorcą, świadomą marką i wiesz, po co to robisz, w ogóle po co wysyłasz tych ludzi, na przykład, nie wiem, żeby przywieźli nową wiedzę i podzielili się z innymi w zespole, albo wiesz, po co się wystawiasz na targach, żeby dobić deal, albo żeby naprężyć mięśnie przed konkurencją, albo żeby zobaczyć, co się dzieje w branży i porozmawiać, to już jest połowa sukcesu. Niestety cały czas jeszcze pokutuje, że dużo eventów jest zrobionych, bo tak robi konkurencja, bo tak robiliśmy co roku. No bo trzeba ludzi integrować. Co z tego, że integrujesz ich od dziesięciu lat rocznie i masz zespół, który się nie zmienia? Oni się znają jak łyse konie, ale czujesz, że musisz ich integrować, bo ktoś tak powiedział.

Eventy nie są zarezerwowane tylko dla dużych marek i dużych budżetów. Co więcej, tak jak mówiłem o tej kreatywności w czasie pandemii, uważam, że najlepsze eventy to nie są te na ogromnych budżetach, tylko te z największą kreatywnością i dobrze przemyślane, dobrze zaplanowane i dopasowane do twojej firmy i do twoich obecnych potrzeb.

Maciek: No to jakie są progi wejścia? Zostawmy to uczestnictwo takie, że wysyłam ludzi sobie na konferencję, bo to wiadomo, płacę bilet, to jest proste do przeliczenia, do skalkulowania. Najczęściej to nie są jakieś gigantyczne kwoty. Mamy konferencje w Polsce takie, które są bardzo drogie, ale większość jest gdzieś w takim budżecie, który jest generalnie no-brainer, nie trzeba jakoś wiele nawet zamawiać, czy zachęcać szefów, ktoś wysyła. Niekoniecznie nawet to jest rozliczane, ale to pomińmy. Te dwa stopnie, że my wchodzimy jako partner, jako wystawca ze swoim stanowiskiem, to już pewnie trochę kosztuje. Coś, co z mojej perspektywy na przykład wydaje się już jakimś potężnym przedsiębiorstwem i ogromnym budżetem, organizacja czegoś własnego. Jak dużym trzeba być, żeby myśleć o tych wydarzeniach w rozsądny sposób oczywiście?

Piotr: Tutaj pojawiają się dwie szkoły. Pierwsza szkoła mówi o tym, że zaczynamy projektowanie eventu od budżetu, czyli zobaczmy, ile mamy kasy i na co nam to starczy. I wtedy możesz sobie policzyć, czy ciebie na to stać. Podam przykład: chcesz zaprosić twoich stu najlepszych klientów do czterogwiazdkowego hotelu na wspólną kolację i wieczorem ich zaprosić na koncert. Łatwo to policzyć: hotel, kolacja, noclegi, koncert, przedzielisz to i już wiesz, czy cię na to stać. Tak mniej więcej możemy to sobie duplikować w różnych wydarzeniach. Chcesz zrobić całodzienną konferencję? Bierzesz, wynajmujesz lokalizację, wynajmujesz catering, przerwę kawową, opłacasz prelegentów, technikę sceniczną, nagranie foto-wideo, marketing sobie do tego doliczasz, ile w to włożyłeś, i mniej więcej wiesz, czy masz na to kasę, czy nie. Jakie tu są widełki cenowe? Jak mówię, ile masz kasy? Możesz zrobić wydarzenie za 5000 złotych, możesz zrobić za 100 000 złotych, bo to też, wiesz, zależy, czego na końcu oczekujesz. Jeżeli to spotkanie z twoimi kluczowymi klientami w takiej restauracji zbuduje ci taką relację, że oni na drugi dzień, jak wrócą do ciebie z zamówieniem, to się może okazać, że po tygodniu ta kolacja się zwróciła, mimo że wydałeś na nią 20 000 złotych na taki wieczór. A może być tak, że włożysz tylko kilka tysięcy i powiększysz na przykład twoją rozpoznawalność.

Podam ci przykład. Wyobraź sobie, że jesteś twórcą internetowym i przez pięć lat zbudowałeś społeczność, która jest bardzo aktywna w sieci. Ona ci komentuje, ona ciebie lubi, jest na każdym twoim live’ie. Jak cokolwiek robisz, to masz, wiesz, over listy pozamykane i wpadasz na genialny pomysł: „Hej, słuchajcie, będę w Warszawie, spotkajmy się na cały dzień. Ja dla was zrobię jakąś formę merytoryczną, potem sobie zrobimy lunch. Wieczorem zrobimy sobie networking i pójdziemy sobie na jakiś after”. Realnie twój koszt takiego wydarzenia i zaproszenia tych ludzi będzie w granicach, nie wiem, pięciu, sześciu, siedmiu tysięcy złotych za taki cały dzień, i jeżeli ci ludzie są zaangażowani i przyjadą, i jeszcze będą chcieli zapłacić za to bilety, to się okaże, że jesteś na tym jeszcze na plusie, że na takim spotkaniu zarobiłeś. A nie był taki cel, bo celem było poprawienie tych relacji, czy dać się poznać trochę od innej strony, niż widzą cię przed kamerą.

Natomiast mamy też drugą szkołę, która mówi o tym, żeby wyjść od takiego celu biznesowego. Celem biznesowym jest to, że mam dużą rotacyjność i ciężko mi jest pozyskać nowych pracowników, bo pracownicy nie wiedzą, jak się u nas pracuje, i chcielibyśmy w tym roku postawić całą strategię komunikacji na employer branding i na zbudowanie jakichś ambasadorów. Będziemy nagrywać sobie filmy i chcielibyśmy pokazać się jako dobry pracodawca. Zaczynamy na przykład tworzyć albo drzwi otwarte, albo jakieś spotkania z HR-em, albo robimy event w formie targów pracy, gdzie pokazujemy, jak się u nas pracuje, jak wygląda onboarding, czego możesz oczekiwać. I wiadomo, wkładasz pewien budżet. Natomiast to jest inwestycja, którą potem sobie odbierzesz z tych ogłoszeń na Pracuj.pl, które musiałbyś opłacić, albo z kampanii adsowych, w które wrzucasz. Więc to jest do zważenia.

Tutaj trzeba się na chwilę zatrzymać i powiedzieć sobie coś bardzo głośno. Traktujemy eventy w dwóch kategoriach: albo jest to rozrywka, stricte rozrywka, czyli jedziemy, „odpalamy wrotki”. Wiadomo – film, impreza integracyjna. Widzimy te obrazy. To się dalej dzieje. Albo druga opcja, czyli event marketing jest skutecznym narzędziem marketingowym do realizacji pewnych celów. Te cele głównie są trzy. Albo jest to sprzedaż, zwiększenie sprzedaży, albo jest ten obszar właśnie rekrutacji pracowników, czyli HR-owe wydarzenia, czy dla rodzin pracowników, ocieplanie wizerunku. Trzecia perspektywa to są wydarzenia wizerunkowe, gdzie chcemy się pokazać jako firma i swoje na przykład wartości, i robimy swoje wydarzenia. I teraz, w zależności od tego, gdzie jest nasza strategia biznesowa i strategia marketingu, tam możemy wykorzystać te narzędzia i dopasować te eventy i wtedy wiedzieć, ile budżetu chcemy tam wrzucić.

Maciek: Myślę, że czymś, co jest największym wyzwaniem, jeśli myślimy o organizacji własnego wydarzenia, bo jeśli mówimy o udziale na jakichś targach, to jest proste, bo dostajemy jakieś kwoty, ileś kosztuje udział, stanowisko. Możemy oczywiście tutaj też jest „sky is the limit”, ale jakieś widełki możemy określić, ile to będzie kosztowało, ile chcemy wydać, żeby się wystawić. Organizacja własnego wydarzenia to jest taka biała kartka albo czarna dziura. Jak do tego podejść, to jest chyba największym wyzwaniem i jak właśnie wyliczyć oraz zważyć, czy to się nam będzie opłacało? Domyślam się, że pieniądze z budżetu trzeba wyciągnąć albo z budżetu marketingowego, albo z budżetu firmy, i ktoś nas zapyta, czy jesteśmy, nie wiem, szefem marketingu, czy kimś, kto chce to zorganizować. Ktoś nas zapyta: „Dobra, czy nam się to będzie opłacało?”. Jak w ogóle podejść do tego, żeby przeliczyć, czy to się nam będzie opłacało i ile warto wydać, żeby nam się to opłacało? Ten cel biznesowy, o którym powiedziałeś, jest jakimś punktem wyjścia, a co dalej?

Piotr: Ja najpierw uzupełnię to, co powiedziałeś o targach. Pogadajmy o konkretnych cenach. Przykładowe targi: miejsce 20-30 metrów to jest od 5 do 20 tysięcy złotych za miejsce. Zabudowa: jeśli weźmiemy sobie firmę, to między 10 a 30 tysięcy. Przygotowanie zespołu, ubranie go, wizytówki, poligrafia, jakieś gifty czy super upominki dla VIP-ów. Do tego wyjęcie ludzi na kilka dni z biura, hotel, wyżywienie, diety, paliwo, bramki. Na przykład robi nam się kwota 80 do 100 tysięcy złotych. Teraz pytanie, czy przez te dwa dni na targach ja przeprowadzę tyle konkretnych rozmów, pozyskam tyle leadów, może dobiję dealów, że nam to się będzie opłacało, czy nie? To trzeba wytestować.

Stawiamy inne pytanie: czy mając 100 tysięcy złotych wolne na kupce marketingowej, ja zrobię dobry event, który przyniesie mi więcej niż targi, czy nie? Bo teraz zobacz: trzeba porównać jeszcze rynek konkurencyjny. Na takich targach masz 50, 100, 200 wystawców, którzy robią podobne rzeczy do mnie. Tam jest moja konkurencja. Więc co z tego, że ja pozyskałem leada na tych targach i przeprowadziłem rozmowę, skoro on 10 minut później poszedł do stoiska konkurencji i konkurencja też pozyskała tego leada i znowu będziemy walczyli? A kiedy robisz swoje wydarzenie, to po pierwsze, zapraszasz klientów czy partnerów do siebie. Pokazujesz na swoim terenie, czy wynająłeś przestrzeń, czy zaprosiłeś do swojej firmy. Dajesz im kontent, jaki ty chcesz. Jeżeli robisz prelekcje, może być tam jakiś product placement. Oczywiście, nie za dużo, ale podprowadzasz. Robiąc swój event, wiesz, do kogo mówisz, wiesz, o czym mówisz. Masz to zamknięte w pewnych ramach i śmiem twierdzić, że w tym samym budżecie osiągniesz dużo wyższy zwrot z tej inwestycji niż na takich targach. No chyba, że jesteś przekozakiem od targów i wiesz, jak to robić dobrze. Mamy też ogromną różnicę pomiędzy tą samą firmą, która wydała 100 tysięcy, i ludzie siedzą za przysłowiowym stołem i czekają, aż ktoś podejdzie, zagada, a inną, kiedy wydałeś 100 tysięcy złotych i wysłałeś dziesiątkę ludzi przygotowanych na alejki, i oni podchodzą i rozmawiają z każdym klientem w twoim voice tone’ie, wiedzą, jak mówić o produkcie, wiedzą, jak zainteresować, jak zbudować relację z klientem, żeby on został na te pięć, dziesięć minut przy tym stoisku i porozmawiał.

Maciek: Okej, czyli za te 80, 100 tysięcy, które mogę wydać na targach, pewnie, jak ktoś uczynił, to sobie stanie dobrze spojrzeć, ile wydaje, ile wydawał, bo takich targów też pewnie czy takich konferencji jest kilka w roku, więc te wyjazdy pewnie są kilka razy, te stanowiska nie zawsze da się odzyskać i tak dalej. Więc te kwoty pewnie się mnożą. Stwierdzisz, że da się za te pieniądze zorganizować własne wydarzenie? Rozumiem, że w tym kierunku możemy pójść, żeby zachęcić do pomyślenia o zorganizowaniu własnego. Ja, jako potencjalny przedsiębiorca, który chciałby zorganizować, myślę sobie, że największym wyzwaniem jest to, że na taki event trzeba ściągnąć ludzi. Czy to jest największy problem przy organizacji własnych eventów, czy co innego jest na szczycie listy według ciebie?

Piotr: Znowu, idźmy od celu. Niestety. Ale rozmawiając o eventach i po co je robimy, musimy wiedzieć, po co je robimy i co jest naszym celem na końcu. Bo wiesz, jeżeli chcesz ich ściągnąć i żeby oni zapłacili za bilet, to musisz im dać wartość, żeby oni poczuli, że płacą za to, co dostają. Nie wiem, przykład konferencji, nawet tych bardzo drogich, o których wspominałeś. Ludzie tam przyjeżdżają, ponieważ dostają merytorykę albo czują, że dostają merytorykę i obserwują prelegentów, wystąpienia, gości takich, za których czują, że normalnie zapłaciliby w pojedynkę mniej. Poza tym jeszcze jest drugi aspekt: budowania przynależności do pewnej społeczności, mniej albo bardziej elitarnej. Przykład: „Przygody Przedsiębiorców” i Adriana, czyli „Święto Kapitalizmu”, gdzie ich hasłem było: „Kup bilet tylko wtedy, kiedy czujesz, że cię na to stać”. Taki claim, który pokazywał, że to jest pewna grupa w ten, a nie inny sposób określona w czasie tego wydarzenia, czy przynależność do Loży Przedsiębiorców, gdzie musisz przejść pewną weryfikację, żeby tam się dostać. Czyli ta elitarność.

Natomiast mówimy o płatnych wydarzeniach, kiedy organizujesz konferencję, spotkanie, bo wiesz, możesz pójść takim kluczem: okej, na konferencji mojej konkurencji były rozpoznawalne nazwiska, był tam Paweł Tkaczyk, była Janina Bąk. Ściągnęli jeszcze kogoś ze świata, nie wiem, Marka Kamińskiego. Do tego jeszcze był Jurek Owsiak i było super fajnie. Teraz ja chcę zrobić konferencję dla siebie i biorę te same twarze i może się okazać, że nikt nie przyjechał, bo oni już na przykład byli, znają i nie chcą. A może być taka sytuacja, że akurat w twojej grupie nikt nie zna tych ludzi, bo jesteś producentem okien, drzwi. Zwykle ci ludzie przyjeżdżają na konferencje stricte techniczne i posiadanie takiego prelegenta spowoduje, że będziesz mieć większą frekwencję. I tu się zaczyna w ogóle cały worek atrakcji, czyli tego, dlaczego warto przyjechać, czyli co się tam dzieje poza prelekcjami, poza networkingiem, poza warsztatami. Co ja daję? Jaki jest tam catering? Jaka to jest lokalizacja? Czy ona jest atrakcyjna, czy nie? Ile to trwa? Ile czasu potrzebuję zainwestować? I bardzo wiele czynników, które trzeba zbadać i zapytać odbiorcę, czy on chce w tym uczestniczyć, czy nie.

Dużo łatwiej jest, kiedy to są twoi klienci i zapraszasz ich, kiedy oni nie płacą, tylko dajesz im to w formie bonusu, że to będzie fajny hotel, jeszcze będzie nocleg, jeszcze będzie kolacja wieczorem, będzie integracja w formie jakiejś imprezy. To czują się w takim poczuciu, że fajnie jest tam. Jak do ciebie przyjechać, do twojej firmy, jak mnie zapraszasz na twoje wydarzenie, a jak to jeszcze jest jubileusz, dziesięcio-, dwudziestolecie, będzie jakaś gala, wiesz, można się fajnie ubrać, spotkać się w takiej atmosferze, gdzie na co dzień nie ubierasz się w taki dress code, nie jest tak fancy, to powoduje, że ci ludzie chętnie biorą w tym udział.

Maciek: Dobra, poczekaj, to podzielmy sobie jeszcze na dwie rzeczy. Jak teraz ciebie słucham, to przychodzi na myśl poziom eventów, które organizujemy dla swoich klientów, czyli taka trochę integracja, zacieśnianie więzi, budowanie relacji, ale już gdzieś, gdzie te relacje są zbudowane. Czyli zapraszamy na przykład swoich dotychczasowych klientów, z którymi kiedyś pracowaliśmy, czy bliżej, czy dalej, robimy dla nich event. Wydaje mi się to prostsze pod tym kątem, że oni mogą chcieć przyjechać, bo się znamy, bo ta relacja jest zbudowana. My sobie teraz pomyślmy o wydarzeniach, które mają ściągnąć nowych klientów, którzy nas zupełnie nie znają. Mam na przykład doświadczenie swojego klienta, markę, z którą pracowałem. Nie zdradzając za dużo, nazwijmy to centra handlowe, ale dosyć specjalistyczne, które organizują taki event, który ma ściągnąć ludzi, takich potencjalnych nowych klientów, żeby zrobić ruch w tym miejscu, żeby ludzie chcieli odwiedzić to centrum, żeby je poznawali lepiej i tak dalej. Czyli, wiesz, ściągamy jakichś prelegentów, którzy coś ciekawego powiedzą. Jest jakiś poczęstunek. To wszystko jest za darmo. I nikt nie przychodzi. Nagle się okazuje, że nikt na to nie chciał przyjść, chociaż my tak naprawdę daliśmy im wszystko za darmo i mogło być fajnie. To traktuję jako takie duże wyzwanie, dlatego i pytanie: no właśnie, czy to jest twoim zdaniem też największe wyzwanie z doświadczenia, z tych eventów, które pomagasz organizować, czy w których uczestniczysz? Czy są jeszcze jakieś inne? Co jest tutaj najtrudniejsze, jeśli chcemy taki event zrobić otwarty dla ludzi, którzy mają przyjść, właśnie ci nowi, to, co chcemy na targach, te nowe leady, nowe kontakty, być może nawet już nowi klienci, którzy przyjdą i coś kupią albo chociaż po prostu nawiążemy relacje?

Piotr: Dobra, to ja też odpowiedź podzielę na dwie części. Najpierw odniosę się do tej pierwszej części – klienci. Wiesz, eventy są wykorzystywane bardzo powszechnie jako narzędzie lojalizacji i jako na przykład taki system w programach lojalnościowych, czyli na przykład masz klienta, który zrobił ci obrót X, to zapraszam go na imprezę integracyjną do trzygwiazdkowego hotelu i tam będziesz mieć przejażdżkę na quadach, forma integracyjna, wieczorem imprezę. Jeżeli zrobił obrót na poziomie Y, to zabieram go na tydzień na narty do czterogwiazdkowego hotelu w polskie góry, a jak zrobił wynik na poziomie Z, to wylatujemy sobie taką grupą na tydzień do Dubaju. Tam ma naprawdę fancy opcje i co to daje? Po co ja to robię? Robię to po to, bo taki klient po powrocie nie będzie chciał szukać konkurencji, bo on wie, co u mnie ma, co dostaje. A taka super nagroda to jest coś, po co sięgają. To widać na przykład w branżach twardych, wiesz, budowlanka, cała chemia budowlana, stalowe wszystkie rzeczy, tam, gdzie są duże kontrakty, dużo się zamawia rzeczy, często się zamawia: paneliści, płytkarze, dachy. Cała ta, jakbym mógł powiedzieć, budowlanka i ta przestrzeń twarda.

Natomiast takie eventy, o których mówisz, że chcesz pozyskać nowych klientów, to tutaj znowu można by było powiedzieć, gdzie nie zostało odrobione zadanie domowe. Tutaj podam ci jako metaforę, o której rozmawialiśmy przed odcinkiem, że kiedy ja się decyduję na event, to jest tak, jak w firmie pada decyzja: „Robimy kanał na YouTube. Będziemy teraz edukować klientów, bo robimy super rzeczy, powiedzmy, całemu światu”. „Dobra, no to co? Piszemy odcinek, wybieramy, Andrzej jest świetny przed kamerą. Andrzej, nasz handlowiec, będzie super, bo on jest przystojny facet, dobrze się umie wysłowić. Mamy zaprzyjaźnioną firmę, która nam to nagra i potnie. Lecimy”. No i super, wydaliśmy kwotę X. Nagraliśmy odcinek. Nic się nie dzieje, nie ma lajków, nie ma komentarzy, nikt tego nie ogląda. Dlaczego? Po pierwsze, nie wymyśliliśmy pomysłu i strategii na ten content marketing, na ten video marketing. Po co ma być ten kanał? Jak chcemy go tworzyć, gdzie te odcinki mają docierać i nie wymyśliliśmy dystrybucji, czyli ile trzeba „dopalić”, żeby ludzie się o tym dowiedzieli. I tak samo jest z eventami.

Jeżeli ja bym chciał pozyskać nowych klientów za pomocą eventu, to najpierw poszukałbym tej osoby, grupy docelowej i zapytałbym ją: „Hej, słuchajcie, myślimy o takim evencie. Chcemy być w waszym mieście. Czy dla was to jest interesujące? Co by się tam musiało zadziać?”. I oni mówią: „Nie, nie chcemy żadnego znanego panelisty, żeby gadał. Chcemy wieczorem mieć super imprezę ze znanym zespołem, bo chcemy potańczyć i się pobawić, bo na przykład jest taka grupa docelowa. Nie, nie chcemy cały dzień gadać o produktach, tylko chcemy w zamian za to spędzić czas razem w jakiejś innej formie”. Po zebraniu tych odpowiedzi, drugim krokiem jest przygotowanie na tyle atrakcyjnej marchewki i zrobienie takiego teasera wydarzenia, żeby każdy chciał w nim uczestniczyć, czy to poprzez ograniczoną liczbę miejsc, czy przez właśnie prestiżowe miejsce, czy przez to, co się wydarzy jako atrakcja na scenie, czy przez jakiś pakiet, który dostajesz jako prezent. Nie wiem, przykłady: festiwale muzyczne, gdzie zamiast biletu dostajesz klucz albo kompas. Zaczyna się budowanie storytellingu, zaczyna się forma jakiejś grywalizacji. Dostajesz dostęp do fajnej aplikacji. Dostajesz informację, że na tym wydarzeniu będą rozdawane nagrody wartości 20 000 zł, więc warto przyjechać i powalczyć. Dostajesz informację, że na tym wydarzeniu możesz spotkać osobę X, czyli pokazujesz całą wartość, co ciebie ominie, jeżeli nie będziesz na tym wydarzeniu. No i oczywiście robisz najpierw pilota, czyli nie planujesz roadshow po wszystkich miastach, tylko robię sobie jedno lub dwa wydarzenia na mniejszą skalę, żeby zobaczyć, czy to w ogóle działa. Bo być może, Maciek, w twojej branży, w twoim sektorze, ludzie co tydzień są na networkingach i oni naprawdę mają dosyć eventów i oni nie chcą przyjechać na twoje wydarzenie. Na koniec jeszcze tak powiem, z doświadczenia: najczęściej ta część komunikacyjna, czyli docieralność z dużym wyprzedzeniem. Umówmy się, że firmy planują z dużym wyprzedzeniem działania, szczególnie jak chcesz ściągnąć handlowców albo menadżerów. Potwierdzanie tych zaproszeń, ustalanie konkretnie, w jaki sposób oni się dostają w to miejsce, czy to są loty, bo ściągasz ludzi z całej Europy. Jak będą transportowani, czyli transfer z lotniska, czy jest subrecepcja, czy to ty zapewniasz noclegi, czy nie. To są wszystko bardzo ważne informacje, które musisz już wiedzieć na początku, kiedy zapraszasz tych gości, i wiedzieć mniej więcej, ile ich będzie.

Maciek: Brzmiało to dosyć przytłaczająco. To znaczy, dużo rzeczy. Czy myślisz, że to jest w stanie ogarnąć typowy dział marketingu, marketer samodzielnie, czy jednak potrzebne jest wsparcie kogoś takiego, jak ty? Pytam całkowicie szczerze.

Piotr: Super pytanie. To jest w ogóle super pytanie. Wiesz co? Ja po wielu latach prowadzenia własnej agencji animacyjnej, pracy w hotelach jako event manager, specjalista marketingu, po 12 latach w agencji eventowej, w czasie, kiedy zaczynał się COVID, przeszedłem na stronę klienta, pracując w marketingu. Trafiłem jako kierownik marketingu, potem dyrektor, Head of Marketing i zaczynałem pracę na polu, które myślałem, że znam, bo wiesz, 12 lat w eventach, ten marketing jest blisko. No i wiesz, pierwsze zderzenie z digitalem, z SEO, z adsami, z analityką, to był dla mnie kosmos. To były trzy lata od 2019 do 2022 roku nauki wszystkiego od zera i przy współpracy z agencjami, chłonięcia od nich.

A w drugą stronę jest jeszcze gorzej. Jeżeli jesteś marketerem i myślisz, że wszystko wiesz o komunikacji, strategii, masz to poukładane i ogarnięte, to muszę cię zmartwić – branża eventowa to jest całkowicie nowa hala. No bo tam są podwykonawcy: meble, technika, logistyka, obiekty, cateringi, zgody, pozwolenia. Jeżeli robisz to pierwszy raz i masz zrobić dużą konferencję, wiesz, że przychodzi twój prezes i mówi: „Panie Macieju, pan jest taki super, tu ogarnięty facet. W tym roku jest nasz jubileusz, dwudziestolecie. Pan to zrobi”. To jest taki przykład, który często podaję. Pan nie zrobi. No nie, pan nie zrobi. Pewnie, że pan zrobi, tylko albo pan to zrobi tak, jak pan to umie, albo pan w tym czasie umrze na depresję ze stresu, albo pan przepali budżet. Umówmy się, Maciek, że jeżeli agencja realizuje co tydzień dwie takie gale, to oni mają inne ceny, inne układy w tych obiektach, znają, co możesz zrobić w jakim obiekcie, a co nie.

Wracam do meritum. Czy da się to zrobić samemu? Da się. Jeżeli jesteś marketerem i nie umiesz tego zrobić, to warto wziąć dwa rozwiązania: albo wspierasz się agencją. Będzie cię to kosztowało trochę drożej, bo jest fee agencji, ale może będzie cię to kosztowało taniej, bo znajdą tańsze rozwiązania niż te, które ty byś znalazł. Bo jak ty zadzwonisz dzisiaj zamówić hotel, to dostaniesz wyższą cenę niż agencja, która przyjeżdża tam co tydzień. Albo drugie rozwiązanie: znajdujesz kogoś, kto jest konsultantem zewnętrznym, interimem. Kto pracuje w eventach, jest event managerem, który na usługach klientów końcowych, inhouse’owo pomoże im w projekcie. Wchodzi do projektu, planuje event, jest od początku do końca, rozlicza koniec projektu. Fakturka wystawiona i koniec. Takie usługi też są powszechne. Miałem okazję kilka takich realizacji robić z dużym sukcesem i do dzisiaj z tymi klientami mamy super relacje.

Natomiast, jeżeli już jesteś zmuszony zrobić to samemu, to takie trzy tipy, które ci zdradzę. Po pierwsze, weź się za to dużo, dużo wcześniej. Po drugie, na etapie przygotowania zmontuj zespół, najlepiej bardzo różnorodny, to znaczy kogoś ze sprzedaży, kogoś z HR-u, jeżeli macie, kogoś, kto jest decydentem końcowym finansowym, żeby nie było sytuacji, że na jakimś etapie prezes powie: „A, ja sobie to wyobraziłem inaczej, zagra raczej tutaj Young Leosia, bo to moja córka ją lubi. Więc na tej firmówce to ona musi wystąpić”. A tu pani na przykład żona prezesa mówi: „Nie, nie, musi być Dawid Podsiadło”. I nagle się okazuje, że w preliminarzu masz milion, a budżet na to wydarzenie masz 33 tysiące i masz problem. Trzeci tip, który mogę ci podpowiedzieć, to jest, kiedy robisz to samemu, zawsze zaczynaj od celu i od budżetu i kontraktuj to, żeby organizacja wydarzenia, to znaczy ten milion zadań, o którym rozmawialiśmy, zamówienia, research, porównywanie cen, dopinanie tych umów nie przyćmiło ci zajarzenia się organizacją wydarzenia, bo to jest podniecające, żeby nie przyćmiło ci celu, który ma realizować ten event. Jeżeli event ma realizować jakiś cel, to forma nie powinna go przyćmić.

Maciek: Takie trzy tipy, właśnie z tego względu, z tego pytania postanowiłem napisać książkę. „Event Management dla początkujących i nie tylko”, to znaczy „Jak organizować imprezy. Od pierwszego briefu do spektakularnych realizacji”, dla osób, które nigdy tego nie robiły, pracują w marketingu, uważają, że się znają, ale chciałyby spróbować tej działki. Taka była motywacja. Ta książka jest podlinkowana w opisie tego odcinka. Jeszcze na koniec do niej może wrócimy w wątku o książkach, ale chciałem cię o te cele zapytać, bo wczuwam się teraz, wiesz, wyobrażam sobie, że siedzimy na spotkaniu z szefem firmy i mówimy o tych celach. Mówisz o tych, że są trzy cele.

Piotr: Jak dobrze rozpamiętam, celów jest więcej. Natomiast te, które są najczęstsze, to są trzy. Pierwszy to jest propracowniczy, to znaczy komunikacja wewnętrzna. Tutaj mamy dni dziecka, drzwi otwarte, integracja pracowników, to znaczy wszystko, co odmieniamy przez HR. Najczęściej HR jest organizatorem tego wydarzenia, albo ktoś, kto się zajmuje tą sferą. Drugie to są wszystkie cele sprzedażowe. To może być ekspansja zagraniczna, to mogą być leady, to mogą być właśnie systemy ambasadorskie, lojalnościowe, to znaczy wszystko to, co na końcu ma nam przemnożyć pieniądz. Trzecie jest wizerunek, to znaczy wchodzimy na przykład, o, nowa kategoria produktu, masz firmę, która ma jakiś produkt. Wchodzisz z nowym produktem, chciałbyś, żeby o tym było głośno, nie wiem, nowe rynki. Macie teraz na nowych rynkach zagranicznych. Chcesz tam wejść i się pokazać, trzeba zrobić kampanię, żeby było o tym głośno.

Oczywiście mamy też eventy relacyjne, mamy też eventy CSR-owe, które mają budować pewien wizerunek idei, mamy eventy, które są połączone z realizacją celów zewnętrznych, na przykład mamy fuzję spółek albo połączenie, albo ktoś cię kupił, no i potrzebujesz też to zakomunikować inwestorom, na przykład, albo rynkowi, żeby było spokojniej. Masz eventy o celu stricte edukacyjnym, gdzie chcesz po prostu się spotkać i dzielić się wiedzą. No i masz też eventy networkingowe, to od czego zaczynaliśmy rozmowę, ale te trzy pierwsze, patrząc przez biznes i cele biznesowe, są najczęstszymi eventami, które się dzieją.

Maciek: No i teraz, wczuwając się w kogoś, kto to finansuje, nie wiem, szef firmy, dyrektor finansowy, ktokolwiek inny mówi sobie: „Czy my musimy wybrać jeden z tych celów, czy możemy zrealizować wszystkie trzy?”. Każdy z nich brzmi dla nas atrakcyjnie. W sumie właściwie każdy z nich jest tym czymś, co chcielibyśmy uzyskać. Czy to jest tak, że ten event jest dedykowany pod jeden z tych działów, to znaczy faktycznie marketing, sprzedaż, HR, czy czy to się da, czy to się miksuje i to się da pomiksować?

Piotr: Super pytanie. Mógłbym je odbić, Maciek. Jak to jest, jak przychodzi do ciebie klient i mówi, że ma trzy cele na strategię i teraz zróbmy z tego strategię, bo wszystkie trzy są, które mnie podniecają i chcemy je robić. I najlepiej jeszcze, jak nie mamy działu marketingu i nie mamy zasobów. Więc to byłaby taka krótka odpowiedź, ale nie zostawię cię z tym.

Słuchaj, najczęstsze są takie firmy średniej wielkości, powiedzmy sobie, mam 200–500 pracowników. I zbliża się jakaś okazja. Powiedzmy, że to jest jubileusz. To będzie dobry przykład. I teraz chciałbym na tym evencie upiec wiele pieczeni. I to jest bardzo częsty problem. Na przykład chciałbym zrobić imprezę dla pracowników, ale też zaprosić klientów. Ciężko jest wytłumaczyć prezesowi, że tak nie może być. Bo jak pracownicy „odpalą wrotki” i zobaczą to klienci, albo, umówmy się, lekko już zmiękczony pracownik podejdzie do twojego kluczowego klienta i zacznie sobie na ty z nim, wiesz, opowiadać historyjki o swojej żonie i wakacjach, albo, wiesz, twój klient zacznie z twoją pracownicą, jakby, tam nie, nie chcę już wchodzić, ale to się nie uda. To się, jak to mówi klasyk, to się może udać, ale to się nie udaje.

I tak moglibyśmy sobie przemnożyć wszystkie cele. Nie wiem, kto chce robić cel CSR-owy, ale jednocześnie chciałby mieć zarobkowy. Nie, one się wykluczają nawzajem. Niektóre z nich da się połączyć: wizerunek i jakąś konferencję czy networking, ale nie wszystko. I tutaj trzeba przestrzec klienta, że to się nie da. To trzeba podzielić na różne wydarzenia dla różnych grup, i one często mają bardzo różny charakter. Na przykład dla twoich pracowników i rodzin super rozwiązaniem będzie wakacyjny piknik całodzienny, gdzie jest luźna atmosfera, gdzie są super fajne atrakcje, jakieś warsztaty dla dzieciaków, są dmuchaki, jest catering, wszyscy sobie chillujemy, jest jakaś muzyczka, coś się dzieje na scenie i fajnie spędzamy czas. I w ten sposób moje dzieciaki poznają moją firmę jako super fajnego pracodawcę, a w zupełnie innym terminie mam jakąś galę wieczorną, na wysokie C, gdzie zapraszam kluczowych klientów, przyznaję nagrody, wręczam sobie tam, ty wiesz, te statuetki takie znane, wiesz, te wszystkie Oscary firmowe, z których możemy sobie pośmieszkować, chociaż w niektórych miejscach całkiem fajnie to wygląda. To tak a propos tych celów. Nie zawsze da się je połączyć, a budżet nie jest z gumy.

Rozwiązania są dwa. Albo: „Powierzchniowy kliencie, w tym budżecie nie da się tego zrobić. Uzbieraj na przyszły rok więcej”, albo „Tniemy do kości”. No i tu się pojawia ogromny problem, bo najczęściej wybór jest: „Musimy to zrobić, tniemy do kości”. Teraz agencja czy ktoś kreatywny przygotowuje super koncept, wiesz, pokazuje ci, jak będzie wyglądała scenografia, scena, technika, muzyka, kto wystąpi, jak wyglądają stoły, wszystko, aranż, wszystko jeszcze tak ustawię się pod ciebie, komunikacji firmy, widać te smaczki, jakieś wydruki, ekrany, gdzie coś się pojawia. No ale potem zaczyna się praca na budżecie i wycinamy dekoracje ze stołu, dekoracje ze sceny, technikę i na końcu okazuje się, że masz, przekolorujemy ten obraz, ławy, stoły, catering, gdzie są trzy dania i piwo bonowane na dwa bony na cały wieczór, a na scenie nie ma konferansjera, bo brakło budżetu. Więc pani Krysia z HR-u świetnie sobie radzi z mikrofonem i zapowiada DJ-a, który jest znajomym prezesa i od 40 lat jest DJ-em, i zaczynamy kawiarenkami ten wieczór.

Mimo przekolorowanego obrazu, to są obrazy, które dzieją się naprawdę, i bez względu na to, czy mówimy tu o przetargach, gdzie w przetargu była najważniejsza najniższa cena, i zamiast ochrony masz panów z ochrony po 60 lat, którzy nie obronią tej ochrony. Nie imputując do panów po sześćdziesiątce, bo zaraz ja i ty będziemy w tym wieku i mam nadzieję, będziemy pracować, ale umówmy się, że z dwudziestoletnim budowlańcem, który ma super mięśnie i wypił trochę alkoholu, to sobie może nie poradzić. Przez obsługę medyczną, która nie jest wykwalifikowana. Nie wiem, można było wymieniać nawet serwis toi toi, gdzie brakło pieniędzy na to, żeby pani czyściła trzy razy w czasie wydarzenia toi toia i dołożyła papier. I możemy mówić tu o tych przetargach, ale nie tylko, też o tych, gdzie biznes stwierdził, że trochę dokręcimy i widać to po jakości, gdzie brakuje, na przykład, po trzeciej godzinie wydarzenia jedzenia na cateringu.

Maciek: Wyciągając główne wnioski z tego etapu naszej rozmowy, myślę, że organizacja własnych eventów często przeraża, bo wydaje się, że to dużo. Faktycznie, z tego, co opowiadasz, wynika, że jest to wiele rzeczy do ogarnięcia, ale wniosek jest taki, że czasem w tym samym budżecie, w którym mielibyśmy częściowo bierny udział, na przykład wysyłając ludzi na targi, można zorganizować własny event i zrobić to lepiej, nawet przy wsparciu specjalistów. Wyciągam sobie wnioski, że jeśli chodzi o własnych klientów, o partnerów, to jest to element lojalizacji, i że nawet głupotą jest tego nie robić.

Nie wiem, pamiętam jakieś historie. Taka mała dygresja: pracowałem dla producenta patelni i garnków. Robiłem wywiady z pracownikami, głównie kobietami, ze sklepów, które te patelnie i garnki sprzedają, tych tradycyjnych i tych marketów. Udawałem ślepego klienta, podpytywałem, i co się okazywało? Polecały jedną firmę. I kiedy drążyłem, dlaczego, okazywało się, że miały event, był znany kucharz z MasterChefa, który po prostu z nimi gotował i on był tak kochany. One mają z nim zdjęcia. No i te garnki są najlepsze na świecie. Czyli jednym eventem po prostu kupili sobie lojalność tych osób i one polecały tylko tę jedną firmę. Już pominąłem jakieś może programy premiowe i tak dalej. Ale one były zakochane w tej marce, w tym jednym człowieku. Więc, przypominając sobie taką historię, jak opowiadałeś o tej lojalizacji, to po prostu głupotą jest tego nie robić.

Piotr: Poruszyłeś coś bardzo ważnego. W ogóle to, co jest takim rdzeniem. Dlaczego ja cały czas, jak mnie pytałeś, Piotr, dlaczego cały czas eventy? Przecież pracujesz tu w marketingu B2B, instytucji, strategii, czemu te eventy? Bo to, co podałeś, to jest marketing doświadczeń. To znaczy, że ja w czasie eventu mam wszystkie zmysły. Mogę zaprojektować całą ścieżkę od wejścia na event, od zaproszenia, przez szatnię, lobby, catering. Wszędzie tam mogę dać milion różnych doświadczeń. A każdy punkt styku będzie budował zapamiętywalność mojej marki i przywiązanie do tej marki. Głupotą jest, robiąc event, nie zaprojektować wszystkich doświadczeń, których powinien doświadczyć uczestnik: grywalizacji, aplikacji, to, co chcemy mu powiedzieć, jak mu to chcemy powiedzieć, co on ma przeżyć, co on ma poczuć, gdzie jest strefa, gdzie on może porozmawiać w ciszy. Naprawdę jest tam cały ocean rzeczy, które możesz zaprojektować i klient o tym nie wie. On po prostu będzie miał dobre doświadczenie, będzie miał dobrze zapamiętane wydarzenie i nawet nie będzie wiedział, że ty to wszystko przemyślałeś i takim kluczem on miał przejść.

Natomiast jeszcze chcę powiedzieć drugą rzecz, żeby to nie zabrzmiało tak, że muszę mieć cel, muszę mieć zespół, muszę mieć duży budżet, muszę mieć kogoś, kto nie ma luk kompetencyjnych, najlepiej agencja, bo wtedy ten odcinek by tak zmierzał w tym kierunku, że lepiej ich nie robić. To podam dwa przykłady. Pierwszy: wielu moich klientów teraz to są e-commerce. Mam sklep internetowy, rozrosłem się, mam współpracę. Chciałbym zacząć pokazywać się w offline’ie. I takie eventy realizowane, gdzie przenosimy UX ze strony internetowej czy ze sklepu internetowego na wydarzenie, okazuje się, że to są spektakularne sukcesy marek polskich, marek niedużych, które robią cyklicznie małe wydarzenia ze swoimi produktami dla swoich klientów i oni biorą w tym udział. To są jakieś małe, otwarte wydarzenia, które trwają krótko, ale to są pierwsze kroki.

I druga rzecz, którą chciałem ci powiedzieć a propos tych budżetów, Maciek, umówmy się: masz zaprzyjaźnioną knajpę w Trójmieście, która pomieści 100 osób. Idziesz do twojego znajomego i mówisz: „Słuchaj, który dzień w tygodniu masz najsłabszy?”. On mówi: „Poniedziałek”. Mówisz: „Super, czy wynajmiesz mi w poniedziałek od 16:00 do 22:00 lokal, gdzie ja przyprowadzę ci 60 klientów, którzy zostawią ci na barze, że opłaca ci się otworzyć?”. On mówi: „Jasne, Maciek, jeszcze ci ustawię krzesła i podłączę ci nagłośnienie”. No i super, masz lokalizację, dogadujesz się z lokalnym browarem, który wchodzi na rynek, żeby przyszli i zrobili degustację swoich piwek kraftowych na tym wydarzeniu. Zapłacisz za same wypite piwka, a oni mogą się popromować. W ten sam sposób robisz z baristą, którego na pewno znasz, który będzie ci kręcił kawki na tym wydarzeniu. Masz dwóch, trzech zaprzyjaźnionych prelegentów, którzy wpadną do ciebie, choćby po to, żeby się z tobą spotkać i coś fajnego powiedzieć na scenie. I nagle się okazuje, że na koniec dnia, poza tym, że podzwoniłeś po znajomych, nie wydałeś złotówki i możesz zaprosić twoich przyjaciół, partnerów, znajomych na spotkanie, gdzie mają, zobacz, ile super atrakcji: fajna lokalizacja, kawkę masz, piwko masz, prelegentów i przyjdą się z tobą spotkać, a ty nie wydałeś za to. Więc to nie jest tak, myślę, że myślimy o tym, że jest potrzebny bardzo duży budżet, a nie sięgamy po zasoby, które mamy, a mamy zwykle ich bardzo dużo w firmach, które możemy wykorzystać. Wiadomo, nie będziesz dzwonił co tydzień do nich, żeby za darmo ci wystąpili, bo ludziom trzeba płacić za pracę. Ale jeżeli robisz pierwsze wydarzenie i chcesz spróbować, można. A po drugie, ktoś mądry mi kiedyś powiedział, kiedy rozmawialiśmy o kreatywności, że dla niego prawdziwa kreatywność w marketingu nie jest wtedy, kiedy masz ogromny budżet, tylko kiedy budżet jest mały, projekt jest ciężki, a ty potrafisz przynieść z tego wynik. I to trochę we mnie siedzi, że kreatywność jest wtedy, kiedy potrafimy zrobić coś, kiedy wydaje się, że nie ma budżetu.

Maciek: Myślę, że kreatywność, ja często mówię, że kreatywność głównie wynika właśnie z tych ograniczonych zasobów. I to jest też piękne właśnie w MSP, to, co kocham, to znaczy to, że jak nie mamy wielkiego budżetu, nie mamy wielu ludzi, nie mamy nie wiadomo czego, czasu. Czasami, no to wtedy właśnie z tych ograniczeń powstają najlepsze rzeczy. Czasami często, to znaczy musimy kombinować. I w drugą stronę, ja mam wrażenie, czasami, że marki, które mają ogromny budżet i biorą znanego celebrytę, to ta komunikacja, te działania często koniec końców są miałkie, często, bo wydawało się, że to już wszystko mamy, że jak już weźmiemy kogoś znanego, to już wystarczy.

Piotr: Zabrakło pomysłu. I to jest, i ta kreatywność… to jak najbardziej się z tym zgadzam.

Maciek: Ale czekaj, połączyły mi się dwa wątki. Teraz tak myślę, że na tym etapie rozmowy mamy już zbudowane dużo takiej inspiracji. Przynajmniej ja tak to czuję. Dla wielu, że kurczę, można to zrobić. Naprawdę obudziliśmy taką iskrę, myślę, w wielu osób, że „ej, może zróbmy, może pomyślmy o tym”. I teraz wątek dodatkowy. Ja też często występuję na jakichś takich wydarzeniach zamkniętych, na przykład organizowanych właśnie dla klientów, mam jakieś prelekcje, czy na konferencjach większych, otwartych. Moja refleksja jest taka, że choć część z tych, czy większość z tych wydarzeń nawet nieźle wygląda, jak się tak na nie obserwuje, to od zaplecza to zawsze jest na agrafki. To zawsze jest jakaś taka improwizorka, po prostu spinane agrafkami. Tak jakby jakiś chaos totalny i to cudem w ogóle się udaje i tak wygląda. I teraz chciałem cię zapytać, czy to faktycznie jest częste, że te eventy to jest zawsze takie sztukowanie i na trytytki wszystko spięte? Bo to zawsze jest nieprzewidywalne. I to mi się łączy z tym wątkiem, czy da się event zepsuć? Jeśli my naprawdę to zrobimy, czy można to tak spieprzyć, żeby zaszkodzić sobie i zrobić więcej krzywdy niż dobrego? Jeśli to jest duże zagrożenie, żeby event spieprzyć, to jakie są te największe wtopy, które można popełnić, pomijając to, że tam można nie mieć celu i tak dalej, to, o czym wszystkim mówiliśmy, ale takich z tych praktycznych rzeczy? Co można najłatwiej zepsuć?

Piotr: Dobra. Nie wiem, czy się podłożyłeś pytaniem, czy nie. Ja mam kanał na YouTube „Wejście od zaplecza”, gdzie spotykam się z gośćmi, z którymi rozmawiamy właśnie o zapleczu eventowym i właśnie poruszamy takie tematy, co można najlepiej popsuć i dlaczego eventy nie wychodzą, albo jak się je robi z perspektywy klienta kontra agencji. Już ci odpowiadam. Te rzeczy na agrafki, które są, to zwykle jest nieodrobione zadanie domowe. Po prostu ktoś tego nie przewidział. Teraz ja często mówię o tym i podaję przykład, że event manager nie myśli, czy się coś sypnie na evencie, tylko ile. Ile rzeczy może nie wypalić, ile osób może nie dojechać na czas: prelegent, technika, ktoś… Bo jest tyle czynników niezależnych od ciebie, że jeżeli nie masz mocnej głowy i nie potrafisz pracować w stresie, to to nie jest praca dla ciebie. Wszystko się może wysypać.

Maciek: Czyli trzeba zakładać, że się wysypie, a nie trzymać kciuki, że będzie super.

Piotr: Tak. Im jesteś lepiej przygotowany, im masz więcej planów B, C, D, E, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że coś się wysypie. Często powtarza się też takie zdanie, że największym atrybutem dobrego event managera jest jego telefon czy notes z numerami. Że wiesz, jak coś nie dojedzie, to całą noc dzwonisz po technika, że ktoś nie dojechał, albo agregat, albo coś. Trzeba to szybko załatać. Więc, po pierwsze, nieodrobione zadanie domowe, brak jakiejś reakcji, która powinna nastąpić. Ja na takich scenach otwartych zacząłem występować stosunkowo niedawno, bo jeśli chodzi o konferencje, na eventach występuję długo. Natomiast ja też raczej występuję za zamkniętymi drzwiami dla klientów. W sensie warsztatów, szkoleń, spotkań. Też zauważam już to, o czym ty mówisz, że kiedy jadę na wydarzenia nieprowadzone przez agencje, które znam, to bywa tam bardzo różnie. Do tego stopnia, że, nie wiem, nie ma wody na przykład do napicia się, czy gdzieś ktoś zapomniał o jakimś prądzie, laptopie, internecie, czymś. Tutaj wychodzi to, że ktoś po prostu ma jeszcze małe doświadczenie albo nie skorzystał z pomocy. Powiedziałbym więc o czymś takim, co może się przydać odbiorcom: o stopniowaniu wyzwania eventu.

Jeżeli nigdy nie robiłeś, zrób coś małego, zrób jednodniowe, czterogodzinne, jeden panelista. Weźcie sobie dobrego specjalistę z firmy, niech to on będzie na scenie. Jeden mikrofon, dwie kolumny, rzutnik, dobra prezentacja. Zróbcie mały catering, przerwę kawową i ciastka. Jeśli wam to wypali, za pół roku rozszerzcie, zróbcie całodniową, dwóch prelegentów, zaproście kogoś, zróbcie małe warsztaty. Do przerwy kawowej dodajcie mały lanczyk. Jeżeli to wam wypaliło i widzicie, że jest chęć, przyjeżdżają ludzie, spróbujcie się szarpnąć na to, żeby zrobić dzień plus after wieczorem, czyli jakaś forma wieczorna, która to zamknie. Pięknie wam to spróbujcie sobie za rok połączyć jako dwudniówkę. Zobaczcie, bo może się okazuje, że wasza grupa docelowa nie chce przyjechać z Warszawy do Trójmiasta na dwa dni, bo to jest dla nich za długo i tylko jeden dzień. Organizatorzy konferencji często o tym mówią, że próbowali dwudniówek, ale ludzie nie chcą przyjeżdżać na dwa dni. Chcą po prostu raz konkretnie zobaczyć i odjechać. Tak samo jest z targami. W Warszawie jest tak, że na przykład pierwszego dnia odbywają się trzy albo cztery różne wydarzenia, więc ja sobie je silosuję, przyjeżdżam do Warszawy, zaliczam targi, targi, konferencje, wieczorem idę na networking i dzida z powrotem do Poznania i mam to zamknięte. Jutro jestem już w swoich innych tematach.

Natomiast wiadomo, że to, o co walczymy najbardziej, to jest ten „dwell time”, nie tylko na stronie internetowej, ale też na evencie, czyli z jednej strony, ile ty, człowieku, byłeś na moim evencie i na ile byłeś zaangażowany, ile z tego wyciągniesz. Na koniec, czy podzielisz się, jak wrócisz do domu, zdjęciem czy rolką i powiesz „ej, byłem na fajnym wydarzeniu, warto pojechać” i ten marketing będzie się kręcił dalej. To jest temat, którego dzisiaj na pewno nie zdążymy poruszyć, ale myślę, że to na jakieś kolejne spotkanie. W ogóle marketing wydarzeń i eventów: przed, w trakcie i po, to znaczy taki cykl życia eventu, jeżeli myślimy na przykład o eventach cyklicznych, konferencji. Tu super przykładem są organizatorzy, którzy robią cykliczne wydarzenia, i można by też z nimi porozmawiać, w jaki sposób to się teaseruje, żeby to się i żeby cały czas ludzie żyli. Żeby nie było tak, że, wiesz, robisz event i w analyticsie masz pik, że dzień przed eventem, w dniu eventu i po, wystrzeliło ci na 20 000 osób, które weszły na stronę, a potem przez cały rok szorujesz po dnie i nic się nie dzieje, nie wykorzystujesz materiału foto, wideo, bo nie mieliście czasu o tym pomyśleć, żeby zatrudnić fajnego fotografa, albo znowu: nie zatrudnić. Może, Maciek, masz kogoś, kto zaczyna swoją przygodę z fotografią i wpadłby, żeby porobić zdjęcia, i żeby popromować siebie, bo może złapie klienta na twoim wydarzeniu.

Maciek: No dobra, ale można spieprzyć? Widziałeś takie eventy, które przyniosły więcej szkody niż pożytku organizatorom?

Piotr: Myślę, że to jest super pytanie, na które świetnie odpowiedzieliby wszyscy specjaliści od PR-u. Myślę, że każdym działaniem, wpisem na socialach, na LinkedInie, złym zdjęciem, nawet złym nie ze względu na to, że jest złe zdjęcie, tylko zły kontekst obrany. Szczególnie w tematach kontrowersyjnych, szczególnie w tematach związanych z sytuacją gospodarczą, polityczną, religijną, różnorodności i podejścia do różnorodności, warto to przemyśleć. Wiesz, jestem z tych kontrowersyjnych, lubię, jak się dzieje. Biorę odpowiedzialność za to, wchodzę w różne takie inicjatywy, nawet jeżeli wiem, że połowa mojego audytorium to zbanuje i powie, że nie chce, to chcę być autentyczny. Nieraz trzeba to zważyć, czy moja autentyczność nie będzie mnie kosztowała połowy moich klientów, którzy dzisiaj zostawiają u mnie pieniądze, bo mają inne poglądy. Więc nie zawsze warto się opowiadać.

Tak samo jest z eventem. Jeżeli ktokolwiek z twojego zespołu, z którym tworzysz ten event, poczuje, że jest tam zagrożenie wizerunkowe, że może coś się wydarzyć na nim z takiego poziomu, że ktoś poczuje się na nim źle albo urażony, albo masz, na przykład, konferansjera czy komika, czy stand-upera, którego zaprosiłeś, a jednocześnie miałeś poświęcenie twojej fabryki i na przykład w pierwszym rzędzie siedzi biskup, a potem wchodzi ci na przykład stand-uper, który zaczyna mówić na temat po stand-upersku, to może to się nie udać. I to może być wizerunkowa klapa, albo kiedy źle dopasujesz grupę docelową do tego, co dzieje się na scenie. To może być klapa. Albo po prostu ich zanudzisz. Nie wiem, masz młodych ludzi, którzy przychodzą na wydarzenie, wiek, nie wiem, 25–45, przychodzą na wieczór, kolację i wiedzą, że będzie impreza i wychodzą z domu z założeniem, że będzie impreza, a tam masz trzy godziny, kwartet smyczkowy, który gra muzykę klasyczną. Jest lampka wina i nic się więcej nie dzieje. To może być źle odebrane.

Ale mogę ci coś powiedzieć o takich klapach. Klapach… No nie wiem, przykład festiwalu, gdzie scena ci upada. Przykład momentu, w którym masz nieprzewidziane rzeczy atmosferyczne. Mieliśmy piknik dla kilku tysięcy ludzi, gdzie nagle w ciągu trzech godzin padania deszczu było 10 cm wody przy Miasteczku Śląskim w Katowicach, i trzeba było zrobić ewakuację tego wydarzenia. Więc wiesz, można to sobie podzielić znowu na trzy rzeczy: po pierwsze, czy temat i to, co mówisz, będzie dopasowane do grupy; po drugie, czy jesteś w stanie wszystko zabezpieczyć (no wiadomo, że nie); a po trzecie, i to pewnie o tę odpowiedź ci chodziło, to jest, czy organizacyjnie wszystko dopiąłeś. Nie wiem, czy możesz położyć imprezę? Robisz piknik i zapomniałeś zamówić sceny, scena nie przyjechała, wszyscy przyszli, nie ma sceny, są artyści, nie ma sceny. Czy, nie wiem, catering skończył się po dwóch godzinach imprezy, bo dałeś za mało jedzenia ludziom? No i wszyscy cię obgadają, że stali trzy godziny w kolejce po jedzenie i ono się skończyło. Nie wiem. Miała przyjechać gwiazda, ale zapomniałeś podpisać umowy i gwiazda dwie godziny przed występem mówi, że jednak się rozchorowała i że jej nie będzie. I wszyscy czekają, wiesz, pod sceną, aż wyjdzie, a tu musi być konferencja i przeprosić wszystkich. Nie będzie. Zamówiłeś super gadżety reklamowe, ale nie sprawdziłeś tego i okazuje się, że nadruk twojego logo wyszedł w złych kolorach, albo kubki przyszły potrzaskane i nie masz. Albo gorzej, nie gadżety, tylko nagrody. Zamówiłeś super kryształowe jakieś nagrody, nie sprawdziłeś, w transporcie się potłukły. Nie zdążysz już ich zamówić, a miałeś wręczyć. Masz poświęcenie nowej inwestycji, albo nawet nie poświęcenie, tylko przecięcie jakiejś wstęgi. Źle poinformowałeś uczestników o parkingu. Nie ma parkingu, krążą po mieście, nie mają gdzie zaparkować. Osoba, która miała być główną osobą, nie dociera na event, albo dociera spóźniona godzinę. Mógłbym ci wymieniać wiele. Wiesz, to jakby doceniasz, ile chcesz. Czy może pójść coś tak? Może pójść. Natomiast, czy to się dzieje codziennie? Nie. Więc nie miałem chyba takiego wydarzenia, w którym mogę powiedzieć, że zostało położone, to znaczy, że jest położone. Mam takie eventy, w których wiem, że popełniłem zbyt dużo błędów, albo zbyt dużo obiecałem klientowi i na ostatnią chwilę trzeba było naprawdę mocno się nagimnastykować, żeby klient tego, a nawet nie klient, tylko żeby uczestnicy wydarzenia nie widzieli, że jest coś nie okej. Bo to jest najważniejsze, żeby uczestnik nie odczuł, że coś się dzieje nie tak. Właśnie o to chodzi, że czasami, wiesz, z tyłu coś może być pożar, ale trzeba umieć też to ogarnąć.

Maciek: No dobrze, wiesz co? Chciałbym powoli już kończyć. Myślę, że zbudowaliśmy entuzjazm i inspirację, że warto pomyśleć o własnym wydarzeniu, nawet jeśli nie jesteśmy ogromną firmą, bo mnóstwo argumentów i przykładów dzisiaj padło, że to jest dobry pomysł. Trochę teraz ostudziliśmy ten zapał i rozsądnie. To było fajne, że trzeba do tego podejść rozsądnie i nie na hura, bo to nie jest tak, że cokolwiek zrobimy, to będzie super. Ta kreatywność ma też swoje granice, a dobra organizacja naprawdę się przydaje. Czy możemy to podsumować jakąś taką checklistą najważniejszych rzeczy? Nie chciałbym, chyba że wolisz wybrać, nie wiem, trzy najważniejsze, czy ileś, ale ogólnie o czym krok po kroku warto pamiętać? A zamkniemy jeszcze oczywiście odesłaniem do tej książki, o której już wspomniałeś, gdzie pewnie jest więcej szczegółów, ale gdybyśmy mogli taką podsumowującą checklistę zrobić na szybko.

Piotr: Jakbyśmy mieli przygotować komuś taką paczkę, którą ma sobie wynotować, to tak: przede wszystkim, po pierwsze, patrzymy na event marketing jako skuteczne narzędzie marketingowe do realizacji celów, o których rozmawialiśmy. Po drugie, jak chcemy się przygotować, to siadamy do celów. Lista celów, na ile one są realne, które są najważniejsze. Po trzecie, budżet, czyli ile mamy realnie kasy, którą możemy wydać, zainwestować, ile chcemy z tego zwrotności. Po czwarte, zespół, którym to robimy, czyli kto jest koordynatorem projektu po stronie klienta, bez względu na to, czy robimy to sami, czy z agencją. Kto będzie Project Managerem tego projektu, kogo dobieramy do zespołu, jakie te osoby mają kompetencje i zasoby. Po piąte, zasoby, czyli jakie w ogóle mamy zasoby na samym początku. Po szóste, oczekiwania dotyczące ścieżki przejścia przez event. Co uczestnik eventu ma z niego zapamiętać i co się powinno wydarzyć? Po siódme, w jaki sposób będziemy teaserowali, promowali przed, co się wydarzy i na co się wydarzy po, żeby mieć w głowie szerszy obraz w kontekście naszej strategii marketingu czy komunikacji. Ósme, dobre przygotowanie wszystkich etapów, wcześniej planu B, planu C, konsultowanie ich wcześniej z różnymi osobami, sprawdzanie od grupy docelowej, co oni myślą o tym pomyśle, żeby odbijać. I ostatni punkt: wyznaczenie KPI-ów albo OKR-ów, czyli w jaki sposób zmierzymy skuteczność wydarzenia.

Tutaj w dwóch słowach, bo o tym nie rozmawialiśmy: może to być przychód, może to być frekwencja, może to być zaangażowanie w poszczególnych rzeczach, które przygotowaliśmy, może to być feedback po, może to być ilość zdjęć w social mediach, czyli ten ruch potem dookoła. To też zależy od tego celu pierwotnego, ale zachęcam do tego, żeby określać pewne miary, nawet jeżeli to są małe wydarzenia. Bo umówmy się, nie da się czegoś zaplanować, jeżeli nie da się tego zmierzyć.

Takim ładnym zdaniem można by to zamknąć w eventach. Na sam koniec, warto pomyśleć o tym, że eventy to super poligon do budowania i projektowania całego marketingu doświadczeń i nie odrywać tego od naszych innych celów marketingowych, a wręcz przeciwnie: połączyć je z tym, co robimy w socialach, wideo, tym, co robimy piarowo, tym, co robimy na różnych frontach, żeby to weszło w tę zębatkę cyklu, a nie było czymś oddzielnym. I tyle. Wziąć sobie też wyrozumiałość. Jeżeli nigdy tego nie robiłeś, może być na początku ciężko. I wziąć to, że nie potrzebujesz miliona złotych, żeby wystartować z eventem, bo pierwszy możesz zrobić za darmo. A jeżeli nie wiesz, jak, to wpadnij do mnie, pogadamy, zrobimy konsultację, pomogę ci, jeżeli potrzebujesz takiego konsultanta w marketingu B2B, to chętnie ci pomogę i podpowiem.

Maciek: Świetnie. Ja mam takie poczucie, że niektórzy przedsiębiorcy, marketerzy już przewracają oczami, jak słyszą kolejne stwierdzenie, że musi zacząć od celu. Ale to jest prawda. Jeśli zaczniesz od tego celu, dobrze go określisz, to i cały w tym przypadku event się dobrze układa, ale też to, co powiedziałeś, na końcu jesteś w stanie to zmierzyć, bo jeśli nie wiesz, po co coś robisz, to nie da się tego zmierzyć. I potem właśnie jest tak, że robimy coś, wysyłamy ludzi albo jedziemy gdzieś, wracamy i nie wiemy w sumie, czy to było dobre, czy to nie było dobre, i to jest totalnie bez sensu. I potem właśnie spada entuzjazm, spada otwartość w organizacji na to, żeby to powtarzać. I marnujemy potencjał.

Piotr: Mam tu taką anegdotkę z rozmowy z jednym z prezesów topowej spółki. Właśnie taka rozmowa się wywiązała. Ja mówię, że cel, a on mówi: „Ale jaki cel? Proszę pana, chcemy zrobić imprezę”. Ja mówię: „Okej, to zadajmy sobie pytanie: co mają czuć uczestnicy? I co mają zapamiętać z niej?”. I tu było prościej: „No, mają się dobrze bawić, mają celebrować naszą imprezę, mają rozmawiać razem, i na koniec fajnie, jakby powiedzieli w domu, że to była fajna impreza, i żeby…”. I mówię: „Super, właśnie pan określił cel. To jest cel tego wydarzenia i teraz wszystko, co zrobimy, będziemy budowali wokół tego, bo wiemy, że nie chce pan sprzedać, wiemy, że nie chce pan zatrudnić pracownika, wiemy, że to nie jest akcja CSR-owa, tylko będzie to celebrowanie, networkowanie i dobra opinia na końcu, i teraz my to będziemy budować”.

Maciek: Świetnie. Świetnie, bardzo fajnie nam to też podsumowuje książkę, którą w tym odcinku chcemy polecić, a autorem jest Piotr Kalewski. Zbieżność nazwisk nieprzypadkowa.

Piotr: Słuchaj, mam tutaj egzemplarz. Co prawda, czekam, aż dojdzie cały dodruk i będę mógł podpisywać i wysyłać papier. Na razie, oczywiście, jeżeli ktoś by chciał dzisiaj, już teraz, to można wejść na link i zamówić sobie również wersję digitalową.

Maciek: A na papierową? Powiedz krótko, dla kogo ona jest? Z myślą o kim ją pisałeś?

Piotr: Dla trzech grup. Po pierwsze, dla osób, które chciałyby zacząć swoją przygodę z eventami i myślą o agencji albo o swojej agencji, albo o pracy po prostu w eventach. Druga grupa to są marketerzy, którzy w swoich zadaniach mają realizację eventów, ale nigdy tego nie robili albo nie wiedzą, czy robią to dobrze. A trzecia grupa docelowa to są osoby, które pracują w HR-ze, które pracują w biznesie, mają kontakt z takimi wydarzeniami i również jest to dla nich ciekawe. Tam są zadania, case’y, przykłady. Raczej traktuję to jako taki dobry poradnik, żeby wystartować i poćwiczyć z nim, niż jako książkę czy powieść.

Maciek: Jasne, czyli takie podręcznikowe, instrukcyjne podejście. Super. Myślę, że to jest coś, czego wiele osób potrzebuje, bo pewnie często te eventy to jest bardzo spontaniczna rzecz i wtedy trzeba szybko się doedukować, szybko znaleźć wsparcie. Więc polecamy! Gdzie ciebie znaleźć? Powiedz, najlepiej, gdzie cię łapać?

Piotr: Na socialach, na LinkedInie, prywatnie, na mojej stronie, czyli na blogu kalewski.com. Tam najszybszy kontakt ze mną. Jeżeli ktoś by miał ochotę, to zapraszam serdecznie.

Maciek: Świetnie. Jeśli macie jakieś pytania do Piotra czy ogólnie do tematu, to komentujcie czy na YouTube’ie, czy w Spotify, czy gdzie tego słuchacie. Postaramy się odpowiadać. Jak nie, to zgromadzimy. Jak zgromadzimy dużo pytań, to może nagramy kiedyś drugą część, bo temat na pewno nie został przez nas wyczerpany. Piotrze, bardzo ci dziękuję, że chciałeś dzisiaj podzielić się swoją wiedzą i swoim doświadczeniem. Myślę, że zainspirowaliśmy trochę osób do tego, żeby o event marketingu mądrze pomyśleć. W sensie, myślę, że nie ma co się bać eventów. Trzeba je implementować do waszych strategii, próbować, i po jakimś czasie zobaczycie sami, że to naprawdę przynosi super efekt, dużo lepszy niż inne narzędzia marketingowe. Tak uważam. Sprawdźcie.

Piotr: Zachęcam. Podpisuję się pod tym apelem.

Maciek: Dziękujemy wam za wysłuchanie naszej rozmowy do końca. Do usłyszenia w kolejnych odcinkach Markotwórstwa. Cześć.

Piotr: Bardzo dziękuję, cześć.

Nazywam się Maciek Sznitowski, jestem Brandoholikiem.

Układam marki w spójną historię, bo spójna marka lepiej zapisuje się w pamięci klientów i szybciej zdobywa ich zaufanie.

Co o tym myślisz? Napisz

Zapisując się, wyrażasz zgodę na otrzymywanie ode mnie wiadomości. Nie spamuję! Przeczytaj, jak przetwarzam Twoje dane w Polityce prywatności.